Aldach żegna się z Ligą Mistrzów – z podniesionymi głowami

Za nami intensywne dwa dni zmagań w EMF Champions League. W bułgarskiej Sofii drużyna Aldach Football Team reprezentowała Polskę na europejskiej scenie mini futbolu. Choć przygoda zakończyła się już na fazie grupowej, to występy zawodników z Polski były pełne emocji, walki i jakości piłkarskiej, która zostanie zapamiętana na długo. Po trzech meczach wracają do domu. Będzie to jednak powrót z podniesionym głowami.

Mocny start: zwycięstwo nad Crazy Ducks Bordeaux

Obserwując wszystkie trzy mecze oraz całą otoczkę związaną z EMF Champions League, jesteśmy zbudowani. Zapamiętam to przede wszystkim jako długie wyczekiwanie na pierwszy mecz polskiego zespołu. Wszystko to okraszone pokonaniem całej trasy niezliczonych przeszkód i zwycięstw na krajowym podwórku. W końcu miała miejsce inauguracja przeciwko Crazy Ducks Bordeaux. Chłopcy z Polski potrzebowali kilku minut na boisku, aby się zaaklimatyzować i grać swoje. W ekipie z kraju Zinedine Zidane czarował długonogi zawodnik o nazwisku Coulibally. Mogło to robić wrażenie, ale zawodnicy Aldach znaleźli na niego receptę.

Fot. FB/Bostik SuperLiga6

W obronie grali bardzo solidnie, mając w bramce pewnego jak saper na polu minowym Bartka Będkowskiego. Podopieczni Adika i Mateusza Malca bez problemu tworzyli sytuacje z przodu. Wynik otworzył Łukasz Paluch po pięknej, zespołowej akcji.

Kolejne trafienie dołożył barczysty Patryk Mendela, który – jak wiadomo – nie należy do zawodników łatwych do przepchnięcia. Popularny „Mendi” dostał piłkę będąc ustawionym tyłem do bramki. Co więc zrobił? Popisał się sprytem, uderzając w niesygnalizowany sposób. To był moment, w którym Francuzi zaczęli dochodzić do głosu, ale ta bramka była igłą wbitą w balon – spuściła z nich powietrze.

Chwilę później „najlepsza lewa noga na murawie” – Mateusz Winciersz – posłał po ziemi płaską bombę. Mecz był rozstrzygnięty. Kiedy ogląda się tego chłopaka na zielonej murawie, od razu widać, że ma „to coś”: krótko prowadzona piłka, dynamika, precyzja. Przypadek? Nie – mówimy o zawodniku, który ma za sobą debiut w ekstraklasie. Ma dopiero 25 lat i z pewnością nie powiedział jeszcze ostatniego słowa poważnemu futbolowi.

Czwarte trafienie dorzucił ponownie Paluch, kompletując dublet.

Fot. FB/Bostik SuperLiga6

Dramat z Ortega Twins Malaga

Mecz z Crazy Ducks pokazał, że Polacy przyjechali do Sofii nie po pamiątki i zdjęcia, lecz bawić się futbolówkę i zwyciężać.

Drugie spotkanie – z Ortega Twins Malaga – okazało się kluczowe dla losów grupy. Hiszpanie przegrali pierwszy mecz z gospodarzami 1:2, więc mecz z Aldach był dla nich „być albo nie być”.

Od początku spotkania było widać ich wysoką jakość piłkarską, ale Polacy w niczym im nie ustępowali. Była to klasyczna walka bokserów – zmęczeni, ale zdeterminowani, wymieniali cios za ciosem. Spotkanie miało wszystko: dramaturgię, tempo, zwroty akcji.

Fot. FB/Bostik SuperLiga6

W tej dopołudniowej batalii pierwsi na prowadzenie wyszli krajanie Raula Gonzaleza, jednak odpowiedź Aldach przyszła szybko za sprawą Dominika Chmielewskiego. Trzeba podkreślić, że koronkowa akcja bramkowa Polaków była w stylu… hiszpańskim. Po tym golu przybysze z kraju nad Wisłą poszli za ciosem. Miała wtedy miejsce jedna z dwóch kluczowych sytuacji w tej rywalizacji. Polacy otrzymali prezent w postaci rzutu karnego, który niestety nie został zamieniony na gola przez Damiana Adamieckiego. Chwilę po niewykorzystanej jedenastce, Ortega Twins wyszli z kontratakiem, który skończył się golem. Było to dosłownie w ostatniej sekundzie doliczonego czasu gry pierwszej połowy.

Druga odsłona to sporo wymian ciosów z obu stron. Żaden z nich nie chciał trafić czysto w szczękę rywala. Dochodzimy do drugiego niezwykle ważnego wydarzenia, kiedy sam na sam wyszedł Dominik Chmielewski. Niestety dla Aldach, minięty już hiszpański bramkarz uchronił się faulem, za który został wyrzucony z boiska. Tym samym uratował również remis i awans drużyny z Hiszpanii. Polscy chłopcy dostali 5 minut gry w przewadze. Kilka razy zakotłowało się pod bramką rezerwowego golkipera z Malagi, jednak tego dnia więcej szczęścia mieli rywale. W ostatniej akcji meczu po błędzie sędziego, przeciwnicy podwyższyli stan meczu na 3-1.Wynik nie do końca sprawiedliwy, ale taki właśnie jest futbol.

Mecz o wszystko z gospodarzami

Porażka z Ortega Twins oznaczała, że „mecz o wszystko” przypadnie na godzinę 18.00. Po drugiej stronie stanęli niepokonani gospodarze, Laits Veliko Tarnovo. W szeregach polskiej ekipy zabrakło bardzo istotnego elementu układanki, Patryka Mendeli, który pauzował za dwie żółte kartki. Mecz do pewnego momentu był niezwykle wyrównany, oba zespoły miały swoje szanse. Na prowadzenie wyszli Bułgarzy, jednak odpowiedź polskiej drużyny przyszła zaraz po rozpoczęciu drugiej odsłony.

Oglądaliśmy powtórkę z pierwszego meczu – indywidualna akcja Mateusza Winciersza i płaski strzał zza pola karnego dał wyrównanie i nadzieje dla biało-czerwonych. Chwilę później, po fatalnym błędzie bułgarskiego bramkarza powinno być 2-1 dla Aldach, jednak piłkę z linii bramkowej wybił obrońca. Za moment ta sytuacja zemściła się i na prowadzenie wyszli gospodarze To, co wydarzyło się później było następstwem podjętego ryzyka, które musieli wykonać piłkarze polskiego mistrza. Wycofany bramkarz i odrabianie strat nie powiodło się. Trzeba oddać rywalom, że byli tego dnia niezwykle skuteczni. Ostatecznie, skończyło się wynikiem 5-1 dla Laits Veliko Tarnovo.

Fot. FB/Aldach Football Team

Z poniesioną głową

Wojownicy z Polski kończą swój udział na fazie grupowej EMF Champions League. To, co zaprezentowali na bułgarskich boiskach jest budujące. Pojechali po wspaniałą przygodę i pokazali dużo jakości piłkarskiej. Widać, że gra okrągłą futbolówkę sprawia im dużo radości. Do wyjścia z grupy zabrakło im naprawdę niewiele. Jesteśmy przekonani, że punkt w meczu z Ortega Twins wystarczyłby do awansu. Oczywiście, to tylko gdybanie, ale fakty są takie, że możemy być dumni z drużyny Aldach Football Team. Pokazaliście, że polski mini futbol ma ogromny potencjał. Panowie, dziękujemy za emocje, którymi żyliśmy w trakcie ostatnich dwóch dni. Możecie być z siebie dumni!

Z Piłką w Sercu (Kowal)

kowal
kowal

Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta