Bezbarwny remis w Krakowie

Nie był to udany początek sezonu ligowego pod Wawelem. Wróciły koszmary z poprzedniej kampanii rozgrywkowej. Czerwone kartki, popis bezradności i niedokładności. Wisła Kraków zremisowała z Polonią Warszawa 0-0 w meczu 2. kolejki Betlic 1. Ligi.

Trener Kazimierz Moskal zdecydował się na posadzenie na ławce rezerwowych kapitana – Alana Urygi. Decyzja ta nie może nikogo dziwić, gdyż środkowy obrońca nie broni się piłkarsko w żaden sposób. Jest ociężały i wiecznie spóźniony. Wiktor Biedrzycki nie został ściągnięty bez powodu. Były stoper Bruk-Betu może na dłużej zagościć w podstawowym składzie 13-krotnego Mistrza Polski. Poza tym, ujrzeliśmy dzisiaj nowy środek pola oraz nowe-stare skrzydła. Kutwa z Sapałą oraz Młyński z Baeną stworzyli wcześniej wspomniane duety. W roli nowego kapitana Wisły zadebiutował Angel Rodado.

Fot. Kowal

Pierwszy kwadrans meczu odpowiedział nam na pytanie, dlaczego Mariusz Kutwa, Angel Baena i Mateusz Młyński są zazwyczaj zawodnikami rezerwowymi. Odpowiedź jest banalnie prosta – żaden z nich nie ma odpowiedniej jakości piłkarskiej. Kontuzja Kacpra Duda pokazała, że Wisła ma duży problem z wystawianiem młodzieżowca. W dotychczasowych minutach młodego Kutwy, ciężko dostrzec jakikolwiek atut natury piłkarskiej. Gdyby ten chłopak nie miał wieku młodzieżowca, nikt nie spojrzałby w jego kierunku pod kątem gry w podstawowym składzie.

Fot. Kowal

Rzeczywistość jest jaka jest. Biorąc pod uwagę, że w Polonii ten sam status ma Marcel Predenkiewicz, który wygląda na kogoś, kto nie znalazł się na tym boisku przez przypadek. Pokazuje to, że można znaleźć wartościowego, młodego piłkarza. Liczba strat, jakie wymieniona wiślacka trójka odnotowała w początkowym fragmencie meczu jest zatrważająca. Podanie do najbliższego zawodnika na kilka metrów było w tym przypadku zadaniem na poziomie matematyki rozszerzonej dla ucznia, który nie zna dobrze tabliczki mnożenia.

Najlepszą szansę w pierwszej połowie miały „Czarne Koszule”, lecz dobre podanie Michała Bajdura zaprzepaścił Ilkay Durmus. Poza tym, stwierdzenie, że na boisku był niedzielny piknik, jest najwłaściwszym określeniem, tego co oglądaliśmy. Bramkarz Polonii, Mateusz Kuchta ani razu nie był tak naprawdę poważnie przetestowany.

Nie sądzimy, żeby na trybunach znalazł się widz, który nie czekał na gwizdek sędziego Tomasza Wajdy, kończący te koszmarne 45 minut. W przerwie spotkanie odbył się konkurs jednego ze sponsorów klubu. Wygrany miał otrzymać nagrodę w wysokości 10 tysięcy złotych. Zadanie wydawałoby się banalnie proste – piłka ustawiona na 16 metrze, trzeba tylko trafić w poprzeczkę. Niestety, żadnemu z uczestników ta sztuka się nie udała. Wszyscy obeszli się smakiem. Trzeba jednak przyznać, że ta zabawa była ciekawsza niż to, co oglądaliśmy na murawie w pierwszej połowie tych zawodów.

Kazimierz Moskal, podobnie jak my, widział tę mizerię i musiał jakoś zainterweniować. Za koszmarnego Mateusza Młyńskiego, posłał do boju Łukasza Zwoleńskiego. Wisła zmieniła tym samym ustawienia, na grę z dwójką napastników.

W 47. minucie Joseph Colley postanowił sprawdzić, czy krakowscy kibice zasiedli już na trybunach. Chciał zaskoczyć bramkarza w sposób nietypowy. Paradoks polegał na tym, że nie był to Mateusz Kuchta a Anton Czikczan. Pierwszą połowę rozpoczęliśmy tym samym od mocnego akcentu. Centymetry dzieliły Polonię od objęcia prowadzenia, a program „Śmiechu warte” mógłby zostać wskrzeszony przez Tadeusza Drozdę, specjalnie na tę okazję.

W 57. minucie dał o sobie znać drugi ze środków obrońców Wisły. Nowy nabytek „Białej Gwiazdy” wyciął równo z trawą wychodzącego sam na sam Łukasza Zjawińskiego, za co został ukarany czerwoną kartką. Z rzutu wolnego w poprzeczkę trafił Ilay Durmus. „Czarne Koszule” były coraz bliższe objęcia prowadzenia.

Kolejne minuty to daremne próby ataków z obu stron. Akces do programu „Śmiechu warte” zgłaszał raz po raz Angel Baena. Co ciekawe, temu wszystkiemu z bliska przyglądał się Kazmierz Moskal, i z uporem maniaka trzymał hiszpańskiego skrzydłowego na boisku. Było to zadziwiające zjawisko, podchodzące pod sabotaż. Dopiero w 78. minucie gracz urodzony na Półwyspie Iberyjskim zbiegł do szatni. Hiszpan rywalizował dzisiaj z Mateuszem Młyńskim o miano najgorszego zawodnika na murawie. Jako że przebywał na niej dłużej od popularnego „Młynka” wygrał w naszej ocenie minimalnie w tej niezwykle ciekawej i irytującej kibiców rywalizacji.

Bohaterem „Białej Gwiazdy” mógł zostać Łukasz Zwoliński, lecz po raz kolejny chybił w stuprocentowej sytuacji. Po wyłożonej jak na srebrnej tacy piłce przez Piotra Starzyńskiego, uderzył prosto w Mateusza Kuchtę. Jest to trzecia niewykorzystana „setka” nowego napastnika Wisły w drugim występie. W doliczonym czasie gry bliski zdobycia bramki był Bartosz Jaroch, lecz po raz kolejny górą okazał się bramkarz Polonii.

Chwilę później, sędzia Tomasz Wajda zakończył to męczące wszystkich widowisko. Wisła grając w ten sposób utknie w tej słabej lidze na wieki. Przeciętność, marazm, beznadzieja. Kibice „Białej Gwiazdy” krzyczeli po spotkaniu, że chcieliby awansu. Z taką grą awansu nie będzie. Nie ma na to żadnych szans.

Z Piłka w Sercu (Kowal)

***

28.07.2024r. godz. 14:30, Kraków

Wisła Kraków – Polonia Warszawa 0:0

Wisła: Chickan – Jaroch, Colley, Biedrzycki, Mikulec – Sapała (Uryga 61’), Kutwa – Młyński (Zwoliński 46’), Sukiennicki (Gogół 87’), Baena (Starzyński 77’) – Rodado

Polonia: Kuchta –  Cisse, Grudniewski, Hoxhallari (Kołodziejski 46’) – Predenkiewicz (Vasin 77’), Kotoń, Poczobut (Piątek 67’), Durmus – Terpiłowski (Zawistowski 77’), Bajdur – Zjawiński (Kobusiński 77’)

Żółte kartki: Bajdur, Mikulec, Jaroch, Zjawiński, Poczobut, Hoxhallar, Kotoń.

Czerwona kartka: Biedrzycki.

Sędziował: Tomasz Wajda (Żywiec)

Widzów: 16 118

kowal
kowal