W poniedziałek 25 marca Hutnik Kraków wydał komunikat dot. zwolnienia z funkcji trenera pierwszej drużyny Bartłomieja Bobla. Kibice nie musieli długo czekać na ogłoszenie nowego sternika. Środowy trening na obiektach przy ul. Taduesza Ptaszyckiego poprowadził Maciej Musiał.

Krakowskie DNA
Nowy trener biało-niebieskich doskonale zna chyba każdy krakowski obiekt, na którym znajduje się zielona murawa. W przeszłości był związany m.in. z Wisłą, Garbarnią oraz Wieczystą. 47-letni szkoleniowiec ma w dorobku także pracę asystenta u boku Kazimierza Moskala m.in. w ŁKS-ie Łódź i Pogoni Szczecin. Bez zatrudnienia pozostawał od 6. miesięcy. Najwięcej czasu spędził przy Reymonta – będąc asystentem każdego szkoleniowca, który trafił w tamtym czasie do Wisły. Byli to m.in. Michał Probierz, Tomasza Kulawik czy Dariusz Wdowczyk . Kolejnym krokiem w karierze Macieja Musiała było samodzielnie poprowadzenie rezerw, kształtując w nich swoje trenerskie rzemiosło. Serce Macieja ma mocno czerwoną barwę. Przywiązanie do Wisły było nieprzypadkowe, gdyż śp. ojciec trenera to była legenda Białej Gwiazdy oraz reprezentacji Polski – Adam Musiał, znakomity obrońca, medalista MŚ na niemieckiej ziemi w 1974 roku.
Wzloty i upadki
Hutnik w tym roku rozegrał pięć meczów. Co ciekawe, pozostał w nich niepokonany. Mniej ciekawy dla ich kibiców jest fakt, że ani raz nie schodził też z boiska zwycięski. Włodarze zespołu z północy Krakowa nie wytrzymali. Po półtora roku posadę w klubie stracił Bartłomiej Bobla. Był to czas wzlotów i upadków. Urodzony w Tychach szkoleniowiec przejął zespół w trudnym momencie, kiedy to Hutnik okupował miejsce w strefie spadkowej. Drużynę udało się w poprzednim sezonie utrzymać, notując bardzo dobry finisz. Przed obecną kampanią, nowohuccy zostali solidnie wzmocnieni – w jasnym celu, a mianowicie aby awansować do wyższej klasy rozgrywkowej. Drużyna pod wodzą Bartłomieja Bobla grała w kratkę – przeplatając świetne mecze bardzo słabymi. Hutnicy nie potrafili złapać zwycięskiej serii. Trener zostawił zespół na 8. miejscu w tabeli, ze stratą 9 punktów do bezpośredniego awansu oraz jednego oczka do strefy barażowej. Jednym słowem – jest jeszcze o co walczyć.
Rysa na niebieskiej koszuli
W rundzie jesiennej w klubie doszło do niecodziennych wydarzeń. Hutnik nie potrafił wygrać żadnego z dwóch meczów, prowadząc w obu 3-0. Co więcej, oba te spotkania zostały przez krakowian przegrane. Rywalami byli Lech II Poznań oraz Kotwica Kołobrzeg. Władze klubu, szukając problemu we własnych strukturach, wydali jedno z najbardziej absurdalnych oświadczeń, jakie mogło ujrzeć światło dzienne.

Kiedy zarządzający klubem zdali sobie sprawy, jaką gafę wizerunkową popełnili – wyszedł kolejny papierek podpisany imieniem i nazwiskiem prezesa.

Oba oświadczenia są delikatnie mówiąc niepoważne. Klub „wydał wyrok” na dwóch zawodników, nie mając żadnych dowodów, poddając ich pod publiczny lincz. Krótko mówiąc, władze znalazły sobie dwóch kozłów ofiarnych tamtej sytuacji. Koniec końców, nic nie zostało udowodnione obu piłkarzom. Dawida Kubowicz i Kamila Wagnera już w klubie nie ma. Pierwszy z nich pozostał w zespole do lutego, będąc przez cały czas karnie zesłanym do drużyny juniorów. Swoją sprawę zgłosił do Komisji Dyscyplinarnej, która orzekła werdykt na jego korzyść. Podsumowując, nie przystoi robić pewnych rzeczy, a już na pewno nie w taki sposób. Władze klubu w całej sytuacji nie zachowały ani krzty profesjonalizmu. Powinna to być dla nich spora nauczka na przyszłość. Zanin podejmie się tak radykalne kroki, trzeba się nad tym chwilę dłużej zastanowić. I oby ta chwila nie oznaczała czasu, który klub spędził na napisaniu sławetnych oświadczeń.
Cel jest jeden – awans
Przed Maciej Musiałem został postawiony jasny cel – awans do Fortuna I Ligi. Zespół ma z całą pewnością swoje argumenty, żeby tego dokonać. W klubie znajduje się mieszanka rutyny z młodością. W tym sezonie do Hutnik dołączyli zawodnicy, którzy w przeszłości rozegrali łącznie kilkaset meczów w Ekstraklasie – Igors Tarasovs, Maciej Urbańczyk czy Denis Rakels. Latem na Suche Stawy trafił także znany każdemu fanowi piłki nożnej w Polsce – Marcin Budziński. W klubie jest nadal największa legenda biało-niebieskich w osobie Krzysztofa Świątka. W połączeniu z młodszymi – wychowankami AP 21 Kraków Miłoszem Drągiem i Krystianem Lelkiem oraz dorastającym w Cracovii Patrykiem Kielisiem, tworzą ciekawy kolektyw, który jest groźny dla każdego w tej lidze. Styl nowohuckich opiera się na tzw. „krakowskiej grze”, czyli wymianie dużej liczby podań, atrakcyjnej dla postronnego kibica. Przed trenerem urodzonym w 1978 roku nie lada wyzwanie. Postarać się to wszystko jak najszybciej poukładać, bo tego czasu nie ma zbyt wiele. Do końca zostało zaledwie 9 gier plus ewentualne baraże. Możemy być pewni, że końcówka sezonu na legendarnych Suchych Stawach będzie interesująca.
Prezent na 74. urodziny
W zeszłym tygodniu w klubie zwołano konferencje prasową, na której ogłoszono koncepcję modernizacji stadionu. Data nie była przypadkowa, gdyż przypadła na 74. urodziny zespołu z Nowej Huty.

Trzeba przyznać, że obiekt prezentuje się okazale. W projekcie stadionu znajdują się cztery w pełni zadaszone trybuny, na których będzie mogło zasiąść ponad 8. tysięcy widzów. Planowany czas realizacji pracy na stadionie przy ul. Tadeusza Ptaszyckiego 4A to lata 2026-2029.
Każdy kibic, w którego sercu płynie biało-niebieska krew, wizualizuje sobie, że w tych latach Hutnik będzie grał już w co najmniej w 1. lidze. Czy tak będzie? Bardzo dużo zależy od tego, jak zakończy się obecna kampania rozgrywkowa. Jednego możemy być pewni – plany brązowego medalisty Mistrzostw Polski z sezonu 1995/1996 są dalekosiężne, a widok jest całkiem obiecujący.







