Z rozmyślań przy śniadaniu#6 Czekając na odpowiedni wybór

Koniec roku to z reguły czas zamykania różnego rodzaju spraw – w pracy przeważnie księgowych, w domach trwa czyszczenie lodówek po świętach, w Wiśle Kraków jest odwrotnie. Sympatycy krakowskiego klubu czekają na ogłoszenie nazwiska nowego trenera.

(Nie) krakowskie Dna

Wśród kibiców trwa zażarta dyskusja, kto jest najlepszym kandydatem. Jedna grupa optuje za wiślakiem z krwi i kości, bo dlaczego miałoby udać się komuś spoza tego środowiska. Komuś, kto nie zna krakowskiego klimatu, gdzie ta presja jest większa niż gdzie indziej. W miejscu , gdzie kibice oczekują wyniku, tu i teraz. Druga grupa fanów zaś głosi, że musi to być osoba z zewnątrz, nieznająca Wisły i tego co z nią związane. Ktoś, kto wniesie powiem świeżości, dokona resetu. Przyjdzie ze swoim sztabem i zacznie tworzyć nową tożsamość dla tego zespołu. Krakowskie wybory trenerów z reguły były nietrafione. Dlaczego miałoby udać się teraz?

Wiara w logarytmy

Prezes Królewski w ostatnim czasie sporo udziela się w mediach. Z jego wypowiedzi wynika, że w wyborze trenera pomoże sztuczna inteligencja. Są nawet konkretne kryteria przyszłej decyzji, jak np. wymóg poprawy gry drużyny w swojej karierze (krótko/długo terminowy), określony staż w klubie, czy konkretnie opisany styl gry. Wszystko pięknie i fajnie, jednak to boisko zawsze weryfikuje i nawet najbardziej logiczny wybór może okazać się strzałem w stopę dla wybierającego.

Zegar tyka nieubłaganie

Obecny sezon jest kluczowy dla dalszego funkcjonowania „Białej Gwiazdy”. Tabelki finansowe pokazują, że jest źle. Kolejny brak awansu będzie prawdopodobnie gwoździem do trumny i rozpoczęciem kolejnego sezonu od gry na niższym szczeblu – jak w przeszłości Ruch Chorzów, czy Polonia Warszawa. Sowicie opłacana kadra, skonstruowana bez większego ładu, tylko w jasnym celu – wrócić za wszelką cenę na „salony”. W kontekście tego, zbliżający się wybór jest niezwykle ważny dla przyszłość klubu z Krakowa. W tym momencie nie ma miejsca na błąd na żadnej płaszczyźnie.

Słaba liga

Jednym z czynników, który wlewa wiarę w serca sympatyków Wisły jest kiepski poziom Fortuna I Ligi. Nie ma zespołu, który jest wyraźnie lepszy. Nikt nikogo się nie boi. Każdy może wygrać z każdym. Mimo serii kilku spotkań bez zwycięstwa, można i tak utrzymać się w pobliżu miejsca dającego awans. Obecny lider z Gdyni miał po 9. meczach sezonu bilans: 3-2-4. Odra Opole, która jest na 6. pozycji przegrała pięć z ostatnich siedmiu meczów ligowych. To tylko dwa przykłady z brzegu. Można jeszcze wymienić Lechię Gdańsk, tracąca 3. oczka do Arki. Drużyna, która na tydzień przez startem sezonu była w kompletnej rozsypce. W ostatnim sparingu przed ligą, trener miał do dyspozycji 14. piłkarzy. Pociąg z nowymi zawodnikami dojeżdżał już w trakcie sezonu. To wszystko nie brzmi poważnie, a zostali wymienieni główni kandydaci do awansu.

Tylko awans

Podsumowując, nikt w Krakowie nie wyobraża sobie powtórki z rozrywki, i tego co wydarzyło się w barażach z Puszczą Niepołomice. Wisła traci zaledwie trzy punkty do miejsca dającego bezpośredni awans. To jest główny cel. Rzecz, która jest obowiązkiem dla tego materiału ludzkiego, znajdującego się w obecnej szatni „Białej Gwiazdy”. Czy trenerem będzie Mariusz Jop, czy Marcin Brosz, w ich obowiązku będzie nie zepsuć tego. Nie dokonać tego, co w końcówce zeszłego sezonu zrobił trener Sobolewski, który ewidentnie pogubił się i nie odnalazł. Aż do dymisji po meczu w Niecieczy.

Z Piłką w Sercu (Kowal)

kowal
kowal