Czekając na Turcję – runda jesienna Wisły w pigułce

Grudzień to miesiąc kojarzący się z okresem ogórkowym w polskiej piłce. Ogórkowy, tzn, że nic się dzieje, poza podziwianiem pięknych zdjęć ze śródziemnomorskich kurortów. Zawodnicy są w tym czasie na wakacjach, ładując baterie przed rundą wiosenną. Ten urlop jest im bardzo potrzebny – to nie ulega kwestii. Piłkarze są zmęczeni po morderczym półroczu, w którym rozegrali aż 29 meczów o stawkę.

Runda jesienna

Wisła Kraków zakończyła rok 2024 na 7. pozycji, będącym poza strefą barażową, czyli w miejscu, które jest obecnie w zasięgu i na co realnie stać zespół z województwa małopolskiego. Biała Gwiazda ma 15 punktów straty do lidera z Niecieczy, 10 do drugiej w tabeli Arki, dlatego widok bezpośredniego awansu jest realny tak bardzo, jak opady śniegu na egipskiej pustyni. Biorąc pod uwagę zapowiedzi przedsezonowe, budżet klubu oraz liczebność kadry, ten wynik jest rozczarowujący.

Wiślacy granie w tej rundzie rozpoczęli bardzo wcześnie, bo już 11 lipca, gdyż reprezentowali Polskę na arenie międzynarodowej. Po potyczkach z FK Llapi, Rapidem, Spartakiem Trnava oraz Cercle, apetyty wiślackich kibiców mogły być wilcze. Te wakacyjne potyczki mogły zwiastować, że grając dobrą piłkę w Europie, Kotwica czy Znicz nie będą stanowić większej przeszkody. Nic bardziej mylnego.

fot. Piotr Lubaszka

Jeśli mieliśmy odtworzyć top 4 najlepszych meczów Wisły w tym półroczu byłyby to pierwszy mecz z Austriakami oraz rewanże ze Słowakami i Belgami. Do tych trzech batalii trzeba dodać jeszcze wygrany bój z Bruk-Betem w lidze. Poza tym – ciągła kratka, jak z zeszytu do matematyki. Była co prawda nawet seria 3 (!) wygranych w lidze, co w mieście pod Wawelem nie zdarzało się zbyt często w ostatnim czasie. Istotną zmianą w dalszej fazie sezonu okazało się zwolnienie Kazimierza Moskala, który zostawił drużynę z jedną wygraną ligową w 7 meczach. Czarę goryczy przelał fatalny mecz z ŁKS-em. Dowództwo zostało wtedy powierzone Mariusza Jopowi. Od tego momentu Wiślacy zaczęli w końcu punktować i wygrywać mecze z drużynami w teorii słabszymi. Początkowo można było odnieść wrażenie, że grają nawet lepiej, jednak końcówka roku pokazała znowu marazm i przeciętność – błysk z początku kadencji zgasł.

Gra Wisły nie poprawiła się w żadnym elemencie rzemiosła piłkarskiego. Biała Gwiazda jest łatwa do odczytania, próbuje grać kombinacyjną piłkę, ale nie ma do tego odpowiednich wykonawców. Obrońcy Białej Gwiazdy są wolni i częściej przypominają pachołki do mijania na placu nauki jazdy niż poważnych zawodników. Ta formacja nie posiada również idera z prawdziwego zdarzenia, który kierowałby całą drużyną. Zespoły grające przeciwko Wiśle potrafią mądrym ustawieniem w obronie zniwelować wszystkie jej atuty ofensywne oraz umiejętnie ją kontrować, mając dużo przestrzeni i miejsca do ataku w sektorach bronionych przez wiślaków.

Personalia

Gdybyśmy mieli wyróżnić poszczególnych zawodników Białej Gwiazdy, to trzeba wspomnieć o dwóch napastnikach – Angelu Rodado oraz Łukaszu Zwolińskim. Do Hiszpana należała pierwsza część rundy, zaś popularny „Zwolak” grał lepiej w końcowej fazie roku. Kto poza nimi zasługuje na pochwały? Pewnie Rafał Mikulec, który ma duże ograniczenia w defensywie i jest często oszukiwany przez skrzydłowych drużyn przeciwnych, jednak nadrabia to po przeciwnej stronie boiska, gdzie bywa efektywny i potrafi posłać celne dośrodkowanie – jest obecnie najgroźniejszym skrzydłowym w drużynie, mimo że jest obrońcą.

Dobre słowo należy się również Patrykowi Letkiewiczowi, który został obdarzony zaufaniem przez trenera Jopa i pokazał się z solidnej strony. Gdybyśmy brali pod uwagę sam lipiec, to musielibyśmy jeszcze wyróżnić Oliviera Sukiennickiego, który do zespołu wszedł z przytupem i bez żadnych kompleksów. Lud myślał, że Wisła wyciągnęła ze Stalowej Woli perłę, jednak im dalej w las, tym było tylko gorzej. Druga część rundy była w jego wykonaniu koszmarna.

Przechodząc do negatywnych postaci tych 6 miesięcy, należy przyznać honorowe wyróżnienie dla Bartosza Jarocha. Napisać, że ten chłopak zagrał fatalną rundę, to nic nie napisać. Dziwi nas tylko fakt, że był on wciąż wystawiany i rzucany na kolejne nie rozbrojone miny. Zarówno Kazimierza Moskal jak i Mariusza Jopa jednogłośnie stawiali na byłego piłkarza Podbeskidzia. Wisła chcąc grać o awans do ekstraklasy, nie ma prawa mieć w składzie tak mizernego obrońcy. Niewiele lepiej grał kapitan oraz lider bloku defensywnego w jednej osobie – Alan Uryga, który pokazuje, że w wieku 31 lat, po dwóch ciężkich kontuzjach, jest mu ciężko rywalizować na poziomie 1. ligi. O ile nigdy nie był demonem szybkości, to błędy w ustawieniu i ogrywanie przez kolejnych zawodników, nawet 3-ligowych nie były czymś tak standardowym, jak jest obecnie.

Trzeba jeszcze wspomnieć o skrzydłowych, a raczej ich braku. Na obu stronach pomocy występowało wielu różnych zawodników, natomiast żaden nie grał na przyzwoitym poziomie. Jeśli spojrzymy na liczby, to 1 gol + 5 asyst Angela Baeny może nie wyglądają tak tragicznie na papierze, jednak jest to pewnie jeden z najbardziej irytujących zawodników grających z Białą Gwiazdą na piersi. Hiszpan, to piłkarz, który szybko biega i operuje jednym, charakterystycznym zwodem „na prawo”, robiąc głównie szum, który słychać na trybunach, po kolejnej spowolnionej kontrze, czy też przerzucie lądującym obok chłopców do podawania piłek. Kiedy obserwujemy proces decyzyjny sympatycznego przybysza z Półwyspu Iberyjskiego, możemy odnieść wrażenie, że ten zawodnik na boisku nie używa szczególnie często szarych komórek. Piłka nożna nie jest nauką o rakietach, a mimo to okazuje się zbyt skomplikowaną dziedziną dla niejednego. Poza tym, nie można o jego grze powiedzieć niczego dobrego.

Pozostali zawodnicy, którzy spędzili najwięcej minut na boisku jako skrzydłowi to: Jesus Alfaro i Tamas Kiss. Żaden z nich nie gwarantuje solidnego poziomu – jest to, co najwyżej przeciętność, gdzie po jednym dobrym zagraniu następują cztery złe. Tacy zawodnicy nie zapewnią Wiśle awansu do ekstraklasy. Jest jeszcze Federico Duarte, który zdobył dwa piękne gole w meczu pucharowym z Polonią. To tyle jeśli chodzi o jego udane występy z tego półrocza.

Jeśli chodzi o polskie perełki, które biegały po bocznych sektorach boiska – swoją szansę na początku sezonu otrzymał Mateusz Młyński, na całe szczęścia dla kibiców, został bardzo szybko odstawiony do „zamrażarki”. Dwa mecze z amatorami z Llapi i 45 minut z Polonią odpowiednio zweryfikowały popularnego „Młynka „. Chłopak pochodzący z Pomorza rundę spędził w drugiej drużynie i jest obecnie na wylocie z klubu. Dyrektor sportowy klubu, Vullnet Basha zapowiedział, że będzie chciał znaleźć nowy klub dla lewonożnego pomocnika, którego kontakt wygasa za 6 miesięcy. Jest to jednak zadanie z cyklu science-fiction. Podobnie ma się sytuacja z innym młodym skrzydłowym, Piotrem Starzyńskim. Obu chłopaków łączą dwie sprawy – były pokładane w nich duże oczekiwania, którym nie sprostali.

Podsumowując obecny stan kadry, to Biała Gwiazdy potrzebuje wzmocnień na prawej i środku obrony oraz na obu skrzydłach. Kontuzji w ostatnim meczu ligowym doznał Marc Carbo, dlatego uzupełnienie tej pozycji powinno być uzależnione od długości przerwy najważniejszego zawodnika środka pola w zespole. Kibic Wisły patrząc na ostatnie okienka transferowe, nie ma jednak żadnej gwarancji, że nowo przybyli piłkarze zaprezentują odpowiedni poziom, a są co najwyżej kolejnymi ciekawostkami, goszczącymi w Krakowie głównie w celach turystycznych.

Plany i obietnice

Wiślacy wracają do treningów 7 stycznia, kiedy to rozpoczną pierwszy etap przygotowań w myślenickiej bazie. 18 stycznia zawodnicy wraz ze sztabem udadzą się na zgrupowanie do Riwiery Tureckiej, gdzie spędza niecałe dwa tygodnie. Będzie to bez wątpienia najspokojniejszych czas dla wszystkich ludzi związanych z Wisłą. Piłkarze będą trenować w fantastycznych warunkach, w ciepełku, nie martwiąc się o hejt ze strony osób trzecich, kibice jeszcze nie będą zmęczeni grą swoich pupili, łudząc się, że kolejna runda okaże się przełomowa, w międzyczasie czekając na transfery.

Przy okazji, włączając aplikację x będą mogli natknąć się przypadkowo na wywody zarządzającego klubem, który zakłamuje rzeczywistość i uwielbia szukać tematów zastępczych, aby kibic mógł na chwilę zapomnieć, jak źle jest. Klubem, który tonie w długach, spłacając należności kolejnymi pożyczkami. W tym wszystkim nie widzimy światła w tunelu, mogącym zwiastować poprawę stanu rzeczy. Upragniony awans, który mógłby przedłużyć żywot umierającego pacjenta jest w tym momencie mało prawdopodobny. Jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, że byłoby to tylko fikcyjne zaklinanie rzeczywistości na moment. Wyrok zostałby tylko odłożony na później. Prezes Królewski cały czas eksperymentuje, gubi się w zeznaniach, nie sprawia osoby, która wie co robi i ma świadomość w jakim kierunek ten okręt o nazwie Wisła Kraków podąża. Wygląda to bardziej na dryfowanie po nieznanych wodach, zagubionego kapitana. Jest to człowiek, który zatrudnił trenera Moskala, dając mu pełne poparcie, następnie po sześciu miesiącach, pisze o chwilowym „zaćmieniu”, jak mniemamy, przy procesie decyzyjnym tego wyboru. Kibice wciąż czekają na przedstawienie legendarnego planu trzyletniego oraz modelu oceny zawodników. My się pytamy, jak ma być więc w tym klubie normalnie?

Z Piłką w Sercu (Kowal)

kowal
kowal