Dzisiaj i wczoraj oczy tego Portalu spoglądały na mecze na różnych poziomach rozgrywkowych. Nie będziemy czarować, nie był to widok przyjemny.
Inauguracja w Kołobrzegu
W czasie kiedy cały świat zajmował się spoglądaniem nad Sekwanę, i tego, co tam się dzieje – nad rzeką Parsęta odbyło się nie lada wydarzenie. Mianowicie, inauguracja Betclic 1. Ligi w Kołobrzegu. Do tego urokliwego miasta przyjechał obyty na tym poziomie rozgrywkowym, Tyski GKS.
Na boisku ta różnica była widoczna. W tej siermiężnej potyczce, nie doświadczyliśmy żadnego gola. Był co prawda jeden – nieuznany, dla przyjezdnych, ale Jakub Rudnicki spalił o długość paczki zapałek. Poza tym, lepsza była drużyna podopiecznych Dariusza Banasika. Kotwica nie grała odważnie, jej głównym celem było nie stracenie bramki. Trzeba oddać im jedno – tej nadmorskiej świątyni strzegł wyśmienicie Maciej Kozioł. Wychowanek Sandecji był tego dnia bezbłędny – wszystko lądowało w jego dłoniach.
36-letni bramkarz „Kotwy” w swojej karierze nie zawsze był pierwszym wyborem trenerów. Często musiał godzić się z rolą zmiennika. O jego warsztacie bramkarskim nikt nigdy nie mógł powiedzieć złego słowa. Kozioł był zawsze uważany za ogromny talent w Małopolsce. Można śmiało użyć stwierdzenia, że jest to fachowiec mocno niedoceniany.
Brał on udział w każdej konsultacji wojewódzkiej kadry odkąd skończył 14 lat. Razem z Maciejem Korzymem i Patrykiem Małecki byli najważniejszymi ogniwami rocznika 1988. Obecnie, kończy granie w przyjemnym miejscu. Dostał zaufanie od trenera Tarasiewicza, i odpłaca je z nawiązką.
Upalne popołudnie w bukowiańskim klimacie
Ranek w Bukownie przywitał widokiem lokalnego wędrowca, który od kilku dobrych lat szwęda się po zakamarkach tego miasteczka w zasadzie bez celu. Słynny bukowiański wirażka dzierżył w dłoni przezroczysta reklamówkę, w której obijały się o siebie butelki po piwie z popularnymi „szczeniakami” o pojemności 100 ml. Dzień jak co dzień.
Życiem tętnił też sklep, który jest otwarty w piątek, świątek i niedzielę. Wszystko z myślą o stałych i spragnionych mocnych wrażeń klientów. Wielu z nich to kibice MGHKS-u. Ciężko zgadnąć, jaka to okoliczność jest dzisiaj świętowana. Czy to z powodu otwarcie Letnich Igrzysk Olimpijskich w Paryżu czy popołudniowego sparingu między miejscowym Bolesławem a Fablokiem Chrzanów? Jedno wiemy na pewno, odór alkoholowy unoszący się w powietrzu, był na odpowiednim poziomie.
Nie pozostało nam nic innego, jak zajrzeć o godzinie 15.00 na obiekt Mosir-u, gdzie miał odbyć się ten smakowicie zapowiadający się spektakl. Pierwsze trudności pojawiły się podczas poszukiwania miejsca parkingowego. Samochód na samochodzie w promieniu dobrego kilometra od stadionu Bolesława. Nie było łatwo, ale ktoś akurat wyjeżdżał, udało się! Przyjezdni, co prawda, kierowali się przeważnie na miejski basen, który jest największą letnią atrakcją tego miasta, ale to tylko drobny detal.
Spóźniliśmy się chwilę, 34 stopnie Celsjusza w powietrzu, 15.05, można zaczynać.

O samym meczu nie będziemy zbyt dużo pisać, bo nie było to przednie i wciągające w fotele widowisko. W końcu warunki były niesprzyjające do gry w piłkę nożną – skwar unoszący się w atmosferze, mecz testowy, w którym wynik nie był najistotniejszy. W drużynie gospodarzy mogliśmy zaobserwować nowe twarze – młodych chłopaków, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z piłką. Widać, że umiejętności są jeszcze do oszlifowania, ale woli walki odmówić im nie można.
Pierwszy gol padł po stałym fragmencie gry – doskonałą wrzutką popisał się jeden z tych młodych gniewnych, pukających głośno do bram składu MGHKS-u – Piotr Wąs. Dośrodkowanie na gola zamienił Mikołaj Michalik. Był to najbardziej pozytywny akt tego meczu w wykonaniu gospodarzy.
Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1-1, gdyż tuż przed przerwą błąd formacji obronnej Bolesława wykorzystał napastnik Fabloku. W drugiej części spotkania na boisku ujrzeliśmy różne postaci, w tym m.in. wiceprezesa klubu, który obecnie jest w formie mocno wakacyjnej, ale od grania są w końcu inni. Widać, że sympatyczny Bartek żyje meczem przy ławce, co jest bardzo istotne.

Obecnie w treningach MGHKS-u bierze udział grono niemal 30 zawodników, gdzie duża część to oczywiście chłopcy głównie do popularnego „dziadka”. W najbliższym czasie kadra ma się zwęzić, i mają pozostać ludzie, którzy staną do boju w najbliższym sezonie a-klasowym.
Trzeba wspomnieć, że wiele wskazuje na to, że rundę jesienną w barwach Bukowna rozegra powracający „do domu” – Tomasz Jarosz. Będzie to niewątpliwie ogromne wzmocnienie zespołu. Mieliśmy okazję to zobaczyć w dwóch poprzednich sparingach, gdzie popularny „Jaro” z marszu, zaaplikował dwie bramki.
Dzisiejszy sparing zakończył się wynikiem 2-1 dla Fabloku. Rozstrzygające trafienie zaliczył Damian Lickiewicz, manewrując obronę gospodarzy jak przedszkolaków. Środkowy pomocnik Fabloku to legenda MKS-u Trzebinia, gdzie występował m.in z obecnym trenerem Bolesława – Tomaszem Szczepanikiem. Obaj zawodnicy grali także wspólnie w barwach Przeboju Wolbrom. Określenie – znają się jak łyse konie, będzie w tym przypadku najbardziej odpowiednie. Dzisiaj, stanęli po przeciwnych stronach barykady. Po meczu, był czas na wspominki pięknych czasów.







