Człowiek zapalniczka – tak mówi się o ludziach, którzy swoją charyzmą i sposobem bycia zarażają innych działaniem. Rzucają płomień, a zaraz pali się ognisko, albo jeszcze coś większego. Pali – oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu. Takich ludzi nie ma wielu, a są niezbędni. Niezbędni do zmian na lepsze w każdej dziedzinie życia. W tym przypadku na tapetę wzięliśmy piłkę nożną i klub piłkarski z Bukowna. Wielka to była przyjemność porozmawiać z człowiekiem, który piłkę ma od „bajtla” we krwi. Ma na nią pomysł i „wiela” pasji w sercu. Bartosz Kuś – wiceprezes MGHKS Bolesława Bukowno.
Spotykamy się pierwszy raz już jakiś czas temu. Jest brzydko, ciemno i zimno. W klubowym gabinecie też dość szaro, jakby mgła. Potem często rozmawiamy – piłka i drzewo genealogiczne to tematy, na które czasem brakuje nocy.

zPwS: Tak patrzę na to Twoje zdjęcie jak siedzisz sobie na murku stadionu przy ul.Spacerowej w Bukownie. Palisz spokojnie fajeczkę i patrzysz na trybuny, które mogą pomieścić kilkanaście tysięcy widzów. Co myślisz?
Bartosz Kuś: Na pewno, że jest to ogromna część mojego dzieciństwa. Pierwszy obraz, który pojawia się przed oczami, kiedy myślę o Bukownie i o czasach, kiedy byłem dzieckiem. To miejsce, gdzie zawsze moglem oddać się w pełni swojej pasji. Ale niestety pojawia się też myśl, że jest to już niejako bardziej relikt komunizmu, niż coś – co było w pełni wykorzystywane przez wiele ostatnich lat.
zPwS: Od pewnego czasu jesteś osobą, która ma realny wpływ na losy klubu. Klubu, który na co dzień występuje właśnie na tym stadionie. Kiedyś prawdziwa wizytówka miasta, dzisiaj zespół który w łeb dostaje praktycznie wszędzie i od każdego. Włożyłeś buty, które już wielu miało na swoich nogach. Dzisiaj ich już przy klubie nie ma, ale odciski i otarcia na stopach pozostały. Skąd u Ciebie optymizm, że akurat Ty i Twoja ekipa nie skończy podobnie?
BK: Myślę, że sam fakt iż jesteśmy już na etapie, w którym można gdzieś zaczynać myśleć optymistycznie i podejmować rozmowy z każdym potencjalnym zawodnikiem czy trenerem do pracy w Akademii to duży krok. Przychodząc tu przed sezonem 22/23, tak naprawdę w pewnym momencie mogliśmy myśleć tylko i wyłącznie o powodzeniu w „Serie B”. Czyli o drużynie, która przyszła tu po fuzji z Bukownem Starym, skąd sam przybyłem. Dostając w spadku drużynę okręgówki z 6 osobami, optymistą być nie można. Do tego dochodziły nawet takie sytuacje, że chcąc skompletować chociażby sprzęt dla nowo budowanej drużyny i po prostu odebrać od byłych zawodników sprzęt klubowy, spotykaliśmy się co chwilę ze ścianą. Ta ściana to nieuregulowane warunki umowy z zawodnikami z poprzednich sezonów. Finałem było to, że odbieraliśmy sprzęt jeżdżąc po Jaworznie i okolicy z gotówką, najczęściej tą własną prywatną. Tak wyrównywaliśmy jakieś stare, nierozliczone rachunki, tak żeby drużyna mogła wyjść na trening ubrana jak drużyna, a nie zbieranina z orlika czy boiska szkolnego. A to jak skończy moja ekipa – nie wiem, przyjdzie koniec kadencji i wtedy będzie moment na rozliczanie rządów i osób z nim związanych. Na chwile obecną możemy mówić już o ewolucji klubu. Rewolucje na pewno się skończyły na poziomie struktur całego Klubu. Nikt z nas nie uważa się za zbawiciela bukowiańskiej piłki, myślę że przede wszystkim każdy z nas widzi w tym pasję i chęć budowania fajnego projektu.

zPwS: Zanim porozmawiamy o tej ewolucji to musimy zatrzymać się na pewnej kwestii. Wiele osób mnie prosiło, bym zapytał jakie masz na ten temat zdanie, a więc pytam. W Bukownie jest mnóstwo osób którym nie podoba się, że klub dotowany przez miasto Bukowno z pieniędzy przecież jego mieszkańców – był tak zarządzany, że potem ciężko to wszystko było odkręcić. Sam mówisz ile Ciebie to wszystko kosztowało energii, czasu i prywatnej gotówki. Sprawdziłem dotacje jakie miasto przekazywało dla Bolesława i patrząc na klasę rozgrywkową w jakiej ten klub gra i jak gra, to nie ukrywam, że to kryminał i skandal w biały dzień. Nie chodzi o kwoty jakie miasto dało klubowi i chcę żeby to było jasne. Chodzi o to co dalej klub z tymi pieniędzmi robił. Zdajcie sobie sprawę z tych błędów poprzedników? Jeśli tak, to z czego one wynikały, bo chyba nie tylko z braku pojęcia czy braku elementarnej wiedzy o zarządzaniu klubem sportowym?
BK: Błędów było na pewno sporo i każdy sobie z tego zdaje sprawę. Sami do tej pory popełniamy błędy, a potem denerwujemy się sami na siebie, zwłaszcza kiedy wkrada się znowu ten sam problem. Myślę, że zawsze błędy będą się zdarzać, pytanie tylko czy wyciągniesz z nich wnioski, a przede wszystkim czy w ogóle CHCESZ je wyciągnąć. A co do pytania z czego to wynikało to myślę, że odpowiedzi jest tu wiele i nie ma konkretnej, która rozwiąże problemy klubu z poprzednich lat. Na pewno złe planowanie budżetu, bo jeżeli mam go 300 tysięcy na cały klub włącznie z Akademią, wynajmem obiektów, trenerami, gospodarzem, księgową, stypendiami i zakupem sprzętu dla wszystkich zawodników, tych małych i dużych to muszę utrzymać koszty na poziomie tej sumy, a najlepiej jeszcze znaleźć trochę groszy na bufor i wszelki wypadek, a nie robić kominów finansowych i myśleć „jakoś to będzie, ten i tak odejdzie to mu nie wypłacę stypendium za ostatni miesiąc”. No i też do tego pojawia się kwestia tego, że wiele osób, które były w poprzednich zarządach, były często bierne albo odpuszczali pozostając dalej w KRS, bo nie mieli siły przebicia i po prostu już nie mieli ochoty. A finalnie trzeba zdać sobie sprawę i wiele osób też powinno, że łączny koszt wynajmu obiektów takich jak MOSiR, szkoła czy wynajem boiska ze sztuczną nawierzchnią w zimie na sparing z całego budżetu klubowego – to ponad 60 tysięcy w przypadku np. roku 2023. Na rok 2024 będzie to kilkanaście tysięcy więcej na same obiekty MOSiR . Tutaj ogromnym plusem jest to że Miasto bez problemu przychyliło się do naszej prośby o zwiększenie dotacji na te obiekty.

zPwS: Nie grzebmy już w trupach, chyba że w tych innych (śmiech). Wiem, że od dawna oprócz piłki oddajesz się innej pasji. W niej dogrzebałeś się aż ponad 300 lat wstecz. Powiesz coś więcej o tym?
BK: Od dłuższego czasu myślałem o stworzeniu drzewa genealogicznego. Nigdy wcześniej nie interesowałem się mocno historią. Być może dlatego, że kojarzyła mi się ona tylko i wyłącznie z lekcjami w szkole, których też fanem nigdy nie byłem. Z perspektywy czasu i odkrycia w sobie jakiejś nowej pasji myślę że to był błąd. W zasadzie zabierałem się za to kilkukrotnie, ale finalnie zabrałem się do tego w grudniu tamtego roku. W sumie z miejsca zaraziłem tym swojego brata ciotecznego, na którego powinienem być obrażony, bo zamiast MGHKS wybrał Spójnie (śmiech), ale mimo tej jakże istotnej różnicy barw zaczęliśmy kopać wspólnie w internecie i udało nam się dotrzeć do naszych przodków urodzonych jeszcze przed albo w trakcie zaborów. Chociaż szczerze mówiąc udało nam się to zrobić, bo prawie wszyscy od strony naszego dziadka pochodzili od wieków z Jangrota.
Co więcej, wszystkie gwiazdy na niebie wskazują, że jestem chłopem z dziada pradziada, więc pańszczyznę w MGHKS traktuje wręcz jak wypełnianie woli przodków (śmiech).
Bartosz Kuś
Mieliśmy też dużo szczęścia, bo okazało się, że nie jesteśmy jedynymi osobami w rodzinie, które zaczęły tworzyć drzewo. Gałąź mojego drugiego dziadka dostałem od innego kuzyna. Do ukończenia więc pozostały gałęzie rodziny ze strony moich babć. Myślę, że do wakacji uda mi się stworzyć kompletne już drzewo.
zPwS: Jesteś moją inspiracją w tym temacie. Głowa mi paruje w tej kwestii, tyle bije od Ciebie pozytywnej energii. Ale wróćmy do piłki. Jak widzisz Bolesław Bukowno? Jaki masz i jaki macie na niego pomysł? Bo nie uwierzę, że interesuje Cię dostawanie po łbie w szóstej lidze, która de facto jest siódmą ligą licząc od ekstraklasy.
BK: Tak jak już wspomniałem, pora na ewolucję. Jeszcze w kwietniu mieliśmy inny pomysł na sezon 23/24, ale finalnie na początku czerwca zdecydowaliśmy, że pora zmienić sposób działania i pora zderzyć się trochę z inną rzeczywistością. Trzeba zacząć mocno myśleć nad wymianą pokoleniowa i w rozsądny sposób zacząć ją wdrażać. Runda jesienna była ciężka dla nas, wiele punktów straciliśmy przed meczem w głowach, a dla wielu którzy wskoczyli z poziomu juniorskiego do „seniorki”, rzeczywistość okazała się swoistą ściana wspinaczkową, a nie niskim murkiem do przeskoczenia. Tak na prawdę zrobiliśmy drugą rewolucje w ciągu roku, jedyna różnica była taka, że ta rewolucja była zrobiona – bo ją chcieliśmy, a nie zostaliśmy nią zaskoczeni.
Na pewno podstawą do tworzenia rewolucji było pozyskanie trenera na długą współpracę i z pomysłem na drużynę. Więc zaraz po tym jak dostałem informację o Wojtku Tomasiewiczu, wiedząc że ma on doświadczenie będąc przy Szczakowiance w IV lidze, ogromny bagaż doświadczeń w pracy z młodym pokoleniem to wiedzieliśmy, że chcemy i potrzebujemy takiego trenera.
Mamy mocny deficyt własnych wychowanków, najstarsze roczniki z naszej akademii mają w tej chwili 12-13 lat, więc musimy jeszcze trochę poczekać, aby myśleć o swoich zawodnikach. Więc na pewno plan na przyszłość to inwestowanie w Akademię i podwyższanie programu szkoleniowego, bo przecież dzięki młodzieży Bukowno było kiedyś tam gdzie było. Oczywiście inne czasy, inne warunki, ale tak było, więc dar szkolenia młodzieży w tym mieście był i liczę na to, że ci którzy stanowili kiedyś o sile Bukowna jak np. Tomek Szczepanik, będą przekazywać ta wiedzę młodszym pokoleniom i uda się gdzieś przywrócić właśnie szkolenie młodzieży.
Co do samej pierwszej drużyny, to zaczynam też pomału być optymistą. Tak jak wspomniałem rozmowy z ewentualnymi zawodnikami, którzy mają zasilić nas zimą, rokują dość dobrze i oni na pewno będą pozyskiwani z myślą o grze na dłużej, a nie chwilowym wsparciu na rundę. Pojawiają się też już rozmowy o ewentualnych wzmocnieniach na lato, więc myślę że jesteśmy na dobrej drodze. Na pewno będziemy dalej chcieli wprowadzać młodych zawodników do klubu, ale też wyważać to z doświadczeniem ich starszych kolegów z boiska.
Dużą rolę od wiosny przejmie tutaj druga drużyna pod wodzą Tomka Szczepanika, który w dużej mierze dostanie tej młodzieży sporo na rundę wiosenną do ogrywania w „Serie A”. Wierzę w spokojne utrzymanie i jestem pewien, że drużyna wyjdzie dużo mocniejsza na rundę wiosenną. Już końcówka jesieni była dużo lepsza względem samej gry, jednak niektórzy potrzebowali trochę czasu na to żeby się przestawić. Druga sprawa, od początku sezonu męczyły nas ciągle kontuzje, których było w pewnych momentach 7-8 jednocześnie.
Mamy zaplecze na którym jesteśmy w stanie budować Klub i Akademie. Mamy ludzi, którzy chcą się poświęcić idei, więc jestem dobrej myśli. Co do przyszłości to na pewno chciałbym wyskoczyć chociaż szczebel wyżej, ale nie będę chciał tego robić za wszelką cenę i wszelkim kosztem.
zPwS: Jesteś młody, ambitny ale już dość pewny siebie. Mówisz przekonująco i rzeczywiście kroki, które podejmujesz są odważne. Nie brakuje wokół głosów, że młody i głupi i porywa się z motyką na słońce? Dochodzą do Ciebie takie sygnały?
BK: Oczywiście że się pojawiają. Tylko teraz pytanie: kto je wypowiada? Wiesz, gdyby powiedział mi to właściciel jakiejś firmy, którą stworzył od początku, albo dyrektor świetnie prosperującej firmy produkcyjnej, czy prezes zarządu jakiegoś przedsiębiorstwa to pewnie wziąłbym to do siebie i faktycznie zaczął się zastanawiać, czy czasem mi się coś nie odkleiło, że każda osoba, która coś osiągnęła czy osiąga mówi mi bym się puknął w czoło.
Ale te sygnały dochodzą zazwyczaj od osób, które w życiu jedyne co zaryzykowały to 10 zł na puszczenie kuponu w Milenium. A ich jedynym momentem przypływu adrenaliny w życiu jest wyniesienie ze swojego zakładu kilku prętów albo czegoś, co można spieniężyć. Takich sygnałów to jakoś szczególnie do siebie nie biorę.
Bartosz Kuś
Zawsze byłem pewny siebie, lubiłem ryzykować, wiele razy zostałem skarcony przez los, ale nie powoduje to u mnie jakiś większych pobudek dla których miałbym zaprzestać realizować coś z ekipą, jak sam ich nazwałeś, a przy okazji nabierać własnego doświadczenia. Tym bardziej, kiedy sprawia mi to przyjemność. Druga sprawa, że jestem raczej osobą która nie przejmuje się raczej jakimiś głosami osób trzecich. Z reguły docinki, jakieś brednie spływają po mnie. Lubię wzorować się na ludziach, którzy mają jakieś perspektywy, do czegoś w życiu doszli, a nie na tych, którzy są tylko emisariuszami własnej teorii i wypowiadają się na tematy, o których albo nie mają pojęcia albo udają że mają, bo kiedyś kopali piłkę albo zrobili dobry interes na OLX. Pomijam już fakt, że osoby które faktycznie istnieją gdzieś w świecie biznesu i też wiele włożyli swoich pieniędzy, żeby pomóc nam tworzyć to co tutaj robimy, spoglądają z podziwem i dają dużo otuchy.

zPwS: Słyszałeś, że ostatnio do życia zostało powołane takie Stowarzyszenie Z Piłką W Sercu? (śmiech)
BK: Tak, słyszałem (śmiech). Fajna inicjatywa, która mam nadzieję, że poruszy naszym futbolowym regionem. Zwłaszcza da możliwości dla najmłodszych i zacznie łączyć miłośników piłki, a nie dzielić ich na gorszych i lepszych.
zPwS: Widzę tam miejsce dla takich ludzi jak Ty, którzy mają pomysł, chęci i ambicje i nade wszystko kochają piłkę nożną, która sama w sobie jako dyscyplina sportu w naszym regionie niestety nie rozwija się, a wręcz przeciwnie cofa się w rozwoju. Problem wcale nie leży w klubach, pasjonatach i miłośnikach. Wszyscy dookoła odjeżdżają nam i to nas boli. Buduje z kolei to, że coraz więcej osób też ten problem dostrzega. Wiesz, że dostajemy dużo wiadomości w których temat piłki w powiecie olkuskim leży wielu ludziom na sercu. Wszyscy jasno mówią, że w życiu należy wiedzieć kiedy ze sceny zejść. Po prostu i po ludzku. W tym Stowarzyszeniu jest coraz więcej ludzi, którzy nie chcą dłużej biernie patrzeć na to, co dzieje się z ich ukochaną dyscypliną sportu, bo to choć amatorskie poziomy to można je zorganizować w sposób godny i profesjonalny i tak żeby ludzi przyciągać i rozwijać, a nie tracić i zwijać się. Ty też dostrzegasz albo odczuwasz podobnie to co wokół tej piłki się dzieje? Grasz w nią od lat,teraz przyszło Ci wspólnie za swoją ekipą zarządzać klubem?
BK: Zgadzam się. Sporo czasu spędzam na śląsku, mam dużo znajomych związanych ze śląską piłką i tamtejszymi klubami. Często rozmawiamy między sobą o sytuacjach związanych z klubami z którymi sympatyzujemy. Niestety, ale sytuacja jest bardzo różna tutaj i tam. Chociażby nawet przez takie kwestie jak extranet, który na śląsku był już od dawna, a tutaj zagościł dopiero w sezonie 22/23. Do tego kwestie przede wszystkim rozwoju młodzieży i organizacji dla nich rozgrywek. Wielokrotnie temat przerabiany w Bukownie, kiedy zgłaszaliśmy drużynę orlika do rozgrywek. Liga startuje jest zgłoszonych „x” drużyn, a przed startem kluby wycofują te drużyny. Zgłosiły je tylko po to, żeby w papierach się zgadzało, bo klub musi wystawić drużynę młodzieżową zgodnie z przepisami, ale nikt nie potrafi tego wyegzekwować i nagle z kilkunastu drużyn robi się kilka. Śmiech na sali i pomijam już fakt, że co sprytniejsze kluby uciekają do innych lig młodzieżowych i ostentacyjnie reklamują swoje akademie tym że grają gdzie indziej. W innym Podokręgu, a nie w rodzimym. Myślę że, to powinno dać do myślenia, ponieważ tracimy na tym wszyscy. Niestety olkuska piłka mimo tego że dzieli się na 4 poziomy rozgrywkowe, bo za „okregówkę” przecież też odpowiada Olkusz, stoi w miejscu i znajduje się na tym samym poziomie czy to się komuś podoba czy nie. To wieczna walka między sobą, czego kompletnie nie rozumiem. Żaden klub nie ma perspektywy na dłuższą metę sam ciągnąć resztę za sobą, a bądźmy szczerzy, że jeden klub który z naszego podokręgu wybije się wyżej, pociągnie przy okazji w górę poziom piłki w innych okolicznych klubach. Pomijam fakt, że skoro płacimy kolosalne pieniądze za transfery, kartki i wszystko inne – to można by iść drogą rozwoju i zaproponować chociaż jakieś szkolenia dla wyróżniających się trenerów z regionu, zorganizować fajne turnieje dla dzieci z których będą wracały szczęśliwe. W jakiś sposób pobudzić ta okoliczną piłkę do działania. A tu ponad 30 klubów, ponad 30 stałych „składkowiczów” i nic z tego nie ma. Już nie mówię o najmłodszych… .
zPwS: Nic dodać, nic ująć. W takich warunkach z perspektywy osoby, która stoi na czele klubu piłkarskiego ciężko o rozwój, zwłaszcza jeśli mówimy o tych najmłodszych, bo gdzie i z kim mają grać? Mnie przeraża takie myślenie i mówienie, że nie ma ludzi chętnych – którzy się garną do piłki i chcą rozwijać tę dyscypilnę sportu w naszym regionie. To zwykle bzdury na potrzeby tego aktualnego stanu. Ja widzę mnóstwo ludzi zdolnych, młodych i starszych, którzy mają mnóstwo pomysłów i przede wszystkim chęci. Oni jednak odchodzą,uciekają bo nie chcą się kopać z koniem. Tych co odeszli na przestrzeni lat jest więcej niż tych, którzy jeszcze w tym układzie trwają. Ty zapewne też masz w klubie ludzi, którzy Ci pomagają bezinteresownie, bo znowu poczuli że warto tu być i współtworzyć tę grupę. Mylę się?
BK: Mnie przede wszystkim cieszy, że osoby które były związane z klubem kiedyś, powoli znowu do niego wracają. Skoro na drugim końcu Polski znaleźliśmy człowieka (Dziękuję Kuba) z Bukowna, który chce tworzyć dla nas Social Media i w taki sposób pomóc budować na nowo klub to znaczy, że nie ma żadnych barier. Prawda jest taka, że klub tworzy kilkanaście osób, każdy zajmuje się czymś innymi i ma wyznaczone inne zadania. Nie da się sterować klubem w 2-3 osoby, jeżeli chcesz to robić na poważnie. Ja mogę być tu gdzie jestem, ale tak samo ważną rolę odgrywa zarząd, drużyna, akademia, rada drużyny, osoby pracujące przy Akademii, trenerzy, koordynator, sponsorzy, Miasto czy MOSiR. Na tym poziomie jeżeli chcesz tworzyć fajny klub, który chcesz rozwijać, przede wszystkim musisz się uzupełniać z innymi i dogadywać, szukać rozwiązań, a nie konfliktów, one też się z czasem pojawiają – ale jak opada kurz, to każdy wie, że konflikt powstał tylko dlatego, że tej osobie tak samo zależy jak Tobie. Najważniejsze żeby dać z siebie tyle ile możesz, jeden może więcej, drugi mniej, ale skoro mogę to daje. Od swojego zawsze będziesz oczekiwał więcej, dlatego ja też chcę otoczyć ten klub tylko tymi, którzy faktycznie chcą tu być i tworzyć coś więcej niż podmiot zarejestrowany w sądzie.

zPwS: Mi też ten klub jest bliski. W końcu Bukowno to moje rodzinne miasto. Tu mam rodziców i bliskich i też chciałbym, żeby Bolesław Bukowno dobrze grał w piłkę, a najlepiej dobrze grali w nim w piłkę ludzie właśnie stąd. Muszę też o to zapytać, bo prosił mnie serdeczny kolega, który też jest z Bukowna i śledzi losy klubu, mimo, że życie rzuciło go daleko stąd. Jaki masz pomysł, żeby na stadion przyciągnąć ludzi? Nie oszukujmy się – na tym stadionie nie dzieje się nic. Na mecze chodzą jedne i te same twarze i oczywiście szacunek dla nich, ale czy naprawdę nie ma potencjału w 10 tysięcznym miasteczku, żeby trochę tych ludzi na mecz ściągnąć? Kiedyś stadion wypełniał się po brzegi, dzisiaj jest to niemożliwe. Pytanie, czy może być w tej kwestii lepiej i jak to zrobić?
BK: Na pewno będziemy chcieli ruszyć z dużą ilością grantów takich jak w zeszłym roku były orły sportu. Suma summarum, było ponad 150 dzieci, które mogły na tym skorzystać i pobawić się, a my mogliśmy troszkę tym zacząć promować klub. Mamy sporo partnerów z którymi rozmawiamy i zawsze znajdują się jakieś pieniądze na wsparcie zwłaszcza dla najmłodszych, jak np. w przypadku wymiany sprzętu dla Akademii. Na pewno chęć promocji klubu i piłki u nas jest, co do zapełniania stadionu na meczach to myślę, że tutaj musimy liczyć się też ze zmniejszonym zainteresowaniem piłką wśród społeczności. Niestety to jest coś na co żaden klub nie ma wpływu. Wyniki wiadomo- podreperują, każdy woli pooglądać Bukowno w IV lidze niż w okręgówce. Wyszliśmy z inicjatywą Klub 100. Chcemy tym zbliżyć społeczność do Klubu. Realnie dać możliwość wpływu najbardziej zagorzałym na to, co dzieje się w klubie. Nawet dzisiaj miałem krótką dyskusję z jednym z najwytrwalszych kibiców na temat projektu Klub 100. Zwrócił mi uwagę na to, że warunki dość rygorystyczne, ale według mnie to jest trochę lekarstwo na to co się często dzieje wokół klubu. Nikt nie karze komuś wchodzić do zarządu, my odpowiadamy za środki publiczne, te od sponsorów, my jesteśmy beneficjentami i nas będą po łapach bić, jak coś by się stało. Tutaj główną inicjatywą jest to, żeby faktycznie połączyć tych ludzi z tym klubem nie tylko na poziomie krzyków z trybun, ale dać im realny wpływ na klub.

zPwS: Te krzyki z trybun są i to niestety dość mocno niosą się po Spacerowej. Niestety, bo lecą tam mocne epitety. Przy większej liczbie osób na stadionie ten wrzask by się jakoś rozchodził po kościach, a tak czasem trzeba zaświecić oczami. (śmiech)
BK: Nie ukrywam, że zdarzało mi się podejść do sędziego i przepraszać. Są sytuacje w których sam miałbym ochotę zamienić słowa trybun na czyny podczas wypłacania delegacji sędziom, ale wierzę że niektórzy przeznaczą te pieniądze z delegacji na swoje dalsze kształcenie. Widocznie „pracodawcy” o tym zapominają, że dobry sędzia, to przede wszystkim ktoś kto zna przepisy gry w piłkę nożną. (śmiech)

zPwS: Wchodzisz na drażliwy temat (śmiech). Celowo?
BK: Absolutnie nie (śmiech). Po prostu przypomnieli mi się pewni „arbitrzy”.
zPwS: Za 2 lata – Bolesław będzie miał 100 lat. Patrzysz na ludzi, którzy obecnie są przy klubie razem z Tobą i co myślisz? Jesteś zbudowany tym co udało się w klubie i przy klubie zmienić? Bo klub to przede wszystkim ludzie, oni tworzą atmosferę lub jej brak. Jak jest u Was?
BK: Tak, masz rację. To oni przede wszystkim tworzą ten klub. Jesteśmy stowarzyszeniem, a stowarzyszenie to przede wszystkim grono osób. Wiadomo, że wszystkie rzeczy związane z finansami, organizacją klubu w kwestiach urzędowych, pozyskiwaniem stałych sponsorów czy całą dokumentacją związaną z klubem – zajmuje się głównie Magdalena Misztal Piasny jako Prezes. Ja staram się w kwestiach papierów i umów tylko asystować. Są tacy, którzy wrócili po latach przerwy spowodowanych kontuzjami jak Piotrek Cebo, są tacy którzy są tu więcej niż połowę swojego życia jak Karkos, Fluki, Kauczuk czy Tomek Szczepanik. To oni ratowali ten klub swoim zaangażowaniem. Są też rodzice dzieci które grają u nas, jak Paweł Piekarz, Kasia Wąs, która została ochrzczona „Mamą Akademii” czy Tomek Kaczmarczyk, który jak trzeba to gra, jak trzeba to jest kierownikiem, „zakupowcem”, organizatorem czy łącznikiem z Podokręgiem. Człowiek – orkiestra. Atmosfera czasami robi się gęsta, ale według mnie jest to naturalne. To miejsce gdzie spotyka się tyle samo poglądów na konkretną sytuację, co ludzi . Moja wadą jest to, że często podejmuje decyzję pod wpływem emocji, ale właśnie oni są moimi hamulcami, bez których ta lokomotywa dawno już by się wykoleiła.
zPwS: Prywatnie u Ciebie wszystko ok? Małżonka nie krzyczy, że jesteś nienormalny? (śmiech)
BK: Jakieś spięcia o klub zawsze się zdarzają, ale ja najbardziej lubię słuchać własnego sumienia i głosu serca. Tym bardziej, że mam syna i trzeba mu zbudować klub, w którym będzie mógł się realizować. (śmiech)
zPwS: W imieniu swoim, czytelników portalu i w imieniu Stowarzyszenia Z Piłką W Sercu, życzę Ci byś zbudował mu mocny klub, w którym będzie miał z kim i przeciwko komu grać. Buduj ten klub, bo mój syn też rośnie i chętnie zagra z Twoim. (śmiech) I niech ta Twoja lokomotywa się nie wykolei.Trzymamy kciuki!
BK: Nie będę dziękował, żeby nie zapeszyć. Ważne, że jedziemy i oby do celu.
Rozmawiał Z Piłką W Sercu (Sławomir Tomczyk)
***
Łączność urywa się, czasem w drodze na Przymiarki tak bywa.







