Krakowskie DNA bla bla bla…

Lada chwila powinno zostać ogłoszone nazwisko nowego trenera Wisły Kraków. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że będzie to Kazimierz Moskal.

We krwi płynie wiślacka krew

W światku kibicowskim jest często używane mylne przeświadczenie, że najlepszym kandydatem na sternika ich ukochanego zespołu jest ktoś, kto jest wychowankiem lub człowiekiem w jakiś sposób związanym z miejscem zatrudnienia. Nie ma to oczywiście żadnego potwierdzenia w wynikach, ale tak się przyjęło i koniec. Trenerem powinien być ktoś, w kogo żyłach płynie niebiesko-biało-czerwona krew. Dodatkowo, ta osoba powinna znać zapach szatni w Myślenicach, rozkład wszystkich tramwajów, które dojeżdżają na stadion. Dobrze by było, żeby wiedział także, gdzie można zjeść dobre sushi, i w którym miejscu blisko ośrodka treningowego można napić się pysznej „małej czarnej”.

Poza znajomością miejsc, wypadałoby też znać ludzi, którzy tu pracują. Pana koszącego trawę przy Reymonta, panią sprzątająca stadion, nie mówiąc o legendach tego miejsca jak Kazimierz Kmiecik czy Jarosław Krzoska. Ludzi, którzy mają podpisany dożywotni kontrakt z tym miejscem. Te wszystkie detale, składają się w istotną całość. Są to małe plusy, które przy rozmowie rekrutacyjnej mogą przekonać pracodawcę, w świecie wiernych fanatyków.

Całe grono legend

Jeśli narzędzia AI są ustawione wg prawidłowego klucza, z kryteriów pod tytułem”wiślak z krwi i kości”, to stery w Wiśle mogliby objąć dwaj nie gorsi kandydaci niż Kazimierz Moskal. Kiedy przejdziemy się po lożach VIP, na stadionie Wisły, rzuca się w oczy stolik legend klubu, który jest zawsze pełny. Można tam spotkać, sympatycznych byłych piłkarzy, którzy przychodzą obejrzeć mecz, dobrze zjeść i napić się lampki wina z kolegami z boiska. Wśród nich można spotkać kilku niedoszłych trenerów Białej Gwiazdy, którzy nigdy nie otrzymali swojej szansy.

Mimo że niekiedy stali przed wejściem na stadion i czekali na sygnał. Mowa np. o Marku „Marcysiu” Motyce. Autor nowatorskiej „szarańczy” przejąłby stery w klubie od zaraz. Podejrzewamy, że zrobiłby to pro bono. Byłby do dyspozycji Prezesa Królewskiego 24 godziny na dobę. Ze swojej strony proponując różne nowatorskie pomysły. Trener Motyka zna każdy zakątek Krakowa. Można go spotkać na prawie wszystkich meczach lokalnych drużyn. Ma dużo wolnego czasu, który bez chwili zawahania poświęciłby swojemu ukochanemu klubowi.

fot. Piotr Lubaszka

Żeby byłemu sternikowi Polonii Bytom nie było smutno, jako asystenta i idealne dopełnienie, mógłby dostać Dariusza Marca. Były pomocnik Białej Gwiazdy był trenerem grup młodzieżowych i rezerw przy Reymonta. Następnie, nawet awansował do ekstraklasy w Stali Mielec, ale dziwnym trafem został szybko „pogoniony”. Podobnie jak w Arce, Wieczystej czy Podbeskidziu, gdzie osiągnął nawet rekordową średnią punktową na poziomie niecałego 1 oczka na mecz.

Obecnie, sympatycznego trenera można spotkać w miejscowych parkach, gdzie przechadza się ze swoim ukochanym psem. Ogólnie mówiąc, Marzec nigdzie nie zagrzał miejsca dłużej. Za to posiada wszystkie cechy wiślaka. DNA, zna krakowską piłkę, wie jak dojechać z Bronowic na Reymonta itd. Gdybyśmy byli sternikiem klubu, mocno rozważalibyśmy taki układ: Motyka – Marzec, jak kiedyś legendarny duet Lagerback i Soederberg w kadrze Szwecji. W Wiśle „Marcyś” byłby odpowiedzialny za taktykę i stałe fragmenty, a „Daro” za atmosferę i mowy motywacyjne w szatni. Czy to mogłoby się nie udać?

Oczywiście, że tak, a wtedy takie obrazki…sami wiecie.

fot. Piotr Lubaszka

Ostatnio całkiem dobre wyniki osiągają młodzi trenerzy, niekoniecznie mający więzi z klubem. Pierwszy z brzegu przykładu z Niemiec i postać Xabiego Alonso i Sebastiana Hoenessa. Jest to pewne zaprzeczenie życzeniowe tezy, wśród której żyje niejeden kibic, który myśli bardziej sercem niż zdrowym rozsądkiem.

Nam mimo wszystko wydaje się, że postawienie na Kazimierza Moskala to w pewien sposób ponowne zaskarbienie sobie wiślackich serc – kibiców, którzy w powodzenie misji Jarosława Królewskiego, albo przestali już wierzyć, albo zaraz to zrobią. Tym ruchem „szef” dał sobie duży bonus i tylko względny spokój. Nie będzie wyników, runie i ten pomnik.

Z Piłką w Sercu (Kowal)

kowal
kowal