
Legion Bydlin podsumowuje historyczną rundę
Za nami historyczna runda w wykonaniu Legionu Bydlin. Runda, która na długo zostanie w pamięci kibiców. Klub podsumował ją w wyjątkowo trafny i dojrzały sposób, a słowa, które padły, świetnie oddają charakter tej drużyny i jej drogę do obecnego sukcesu. Legion to dziś piłkarska wizytówka naszego regionu, dlatego warto poświęcić chwilę, by zapoznać się z ich refleksją.
Zamykamy historyczną rundę Legionu Bydlin w V lidze.
Pierwsza część sezonu za nami. To była pierwsza runda Legionu Bydlin na poziomie V ligi – najwyższej w historii klubu. Awans do tej klasy rozgrywkowej to wejście do lokalnej elity.
Podczas spotkania z drużyną trener bardzo szczerze podsumował ostatnie miesiące:
Nie ma dziś wielkich gratulacji za wyniki. Jest za to szacunek za postawę. Gdyby była gorsza – nie siedzielibyśmy tu razem…
Marek Mandla – trener Legionu Bydlin
Wejście do V ligi zmieniło wszystko. Liga okazała się niezwykle wymagająca – szybkość i intensywność gry są zdecydowanie większe niż na poziomie klasy okręgowej, a szesnaście wyrównanych zespołów sprawia, że każdy słabszy moment od razu obraca się przeciwko nam. Mecz z liderem tabeli potrafił wyglądać bardzo podobnie do spotkania z drużyną z samego dołu stawki, co tylko pokazuje, jak niewielkie są różnice i jak mocno trzeba być skoncentrowanym przez pełne 90 minut.
Rundę przygotowawczą zaczynaliśmy z inną sytuacją w ataku – w kadrze byli m.in. Mateusz Majchrzak, Krzysztof Osowski i Robert Mastalerz. Dziś każdy z nich jest w innym miejscu swojej piłkarskiej drogi. To naturalna kolej rzeczy w futbolu: jedni odchodzą, inni przychodzą, zmieniają się role i priorytety. Faktem jest jednak, że w tej rundzie nie dysponowaliśmy klasycznym, typowym napastnikiem, a możliwości rotacji różnymi profilami zawodników z przodu były dużo mniejsze niż wcześniej. Miało to realny wpływ na sposób budowania gry i prowadzenia meczów, a sztab przez całą rundę szukał nowych rozwiązań i ustawień.

Trener zwrócił uwagę, że po awansie do V ligi zwiększono liczbę zajęć i wymagania względem zespołu, ale przy tak dużym przeskoku poziomu wciąż potrzebujemy czasu, by w pełni poukładać organizację gry, zgranie i współpracę między formacjami. Ten sezon był jednocześnie debiutem w elicie i okresem pełnym wymuszonych zmian kadrowych, kontuzji i chorób, które zmuszały sztab do ciągłego „łatania” składu. Nie jest to narzekanie, lecz pokazanie drogi, którą musimy przejść, jeśli chcemy w tej lidze nie tylko być, ale być zespołem liczącym się w stawce.

Jedno jednak się nie zmieniło – charakter tej drużyny. Trener podkreślił, że naszym największym atutem było serducho i mentalność. Przyjeżdżasz do Bydlina, boisko dalekie od ideału, w niedzielę przegrywasz mecz, w szatni jeden prysznic, zmęczenie i frustracja – a mimo to nie było spotkania, w którym zespół by się poddał. Dlatego tej drużyny nie można oceniać wyłącznie przez pryzmat tabeli. Walka do końca w każdym meczu, mimo okoliczności, to coś, co zasługuje na szacunek.
Padły też ważne słowa, że samo serce nie wystarczy, by przeskoczyć każdy poziom. Gdyby tak było, wszyscy graliby na najwyższym szczeblu. To nie wymówka – to zaproszenie do jeszcze cięższej pracy i mądrzejszych decyzji.

Trener wrócił również do czerwca i awansu, który – jak sam powiedział – „przeleciał ad hoc”. Po wejściu do V ligi nie było wielkiej celebracji, dyplomy i puchary nie stały się jeszcze stałym elementem klubowej gabloty, choć bez wątpienia na to zasługują. Poprzedni sezon był absolutnie wyjątkowy: awans do V ligi, puchar, czyli najwyższego poziomu w historii Legionu, wejście do elity naszego regionu. To coś, co powinno być zapisane grubą czcionką w kronice klubu.
W podsumowaniu padło też kilka pytań, które dotyczą nie tylko szatni, ale całego środowiska: czy chcemy walczyć o coś więcej w V lidze, czy jesteśmy gotowi jako zespół, klub i społeczność na wyzwania tego poziomu, co musimy poprawić organizacyjnie, kadrowo i mentalnie, by za rok znów spotkać się w tym samym gronie i nadal rozmawiać o Legionie Bydlin w V lidze?
Trener przypomniał swoją wcześniejszą myśl skierowaną do Prezesa:
Graj w tej lidze, w której będziesz na szpicy. Środowisko kibicowskie jest wtedy zadowolone, sponsorzy są zadowoleni. Nie jest najważniejsze, jak liga się nazywa – ważne, żeby w niej być w czubie.
Marek Mandla – trener Legionu Bydlin
To zdanie zostaje z nami jako punkt odniesienia na przyszłość.
Na koniec wybrzmiała jeszcze jedna ważna rzecz: klub to nie tylko drużyna i rozgrywki. Klub to ludzie, środowisko, życie wokół. Dlatego dziękujemy zawodnikom za pracę, charakter i serducho, sztabowi i Prezesowi za wprowadzenie Legionu na poziom, na którym jeszcze nigdy nie był, a kibicom, sponsorom, lokalnym firmom i fanatykom z Bydlina i okolic – za obecność i wsparcie w dobrych i trudnych chwilach.
Przed nami przerwa od ligowych emocji, ale nie od myślenia i działania. Jeśli chcemy, by Legion Bydlin dalej grał w elicie i był w niej czymś więcej niż tylko nazwą w terminarzu, to właśnie teraz jest czas na odważne decyzje i konsekwentną pracę.
Czy daliśmy z siebie wszystko w tej rundzie?
Ci, którzy byli na meczach i żyją tym klubem, znają odpowiedź.
Dziękujemy, że jesteście z nami. To dopiero początek naszej historii w V lidze.





Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta