Mówi, że z sędziowania nigdy nie zrezygnuje. Czasem zasypia na stojąco, bo tak bardzo jest zmęczona. Najlepiej czuje się z chorągiewką w ręce. Tak, zdecydowanie bardziej woli to niż gwizdek. Rozmowa o życiu i pasji. Magdalena Pittner z Kolegium Sędziów Chrzanów – specjalnie dla Was!
zPwS: W piłce nożnej, a konkretniej w sędziowaniu pojawia się coraz więcej kobiet. Coraz więcej kobiet wychodzi na murawę i bierze gwizdek do ust. Ty zdecydowałaś się jednak na rolę asystentki. Skąd wzięła się u Ciebie pasja sędziowania?
Magdalena Pittner: Na początku totalnie nie wiedziałam czy mi się to w ogóle spodoba. Nie wiedziałam czy się w tym odnajdę. Od małego grałam w piłkę, bardzo lubiłam ten sport i emocje jakie mu towarzyszą. Gdy zobaczyłam ogłoszenie o rozpoczęciu kursu to namówiłam koleżankę, żeby wraz ze mną na zapisała się. Nie spodziewałam się, że ta przygoda zostanie ze mną na tak długi czas. Daje mi to ogromna satysfakcję, mogę się rozwijać, uczę się samodyscypliny, a co najważniejsze dalej działam na boisku tylko już w innej roli.
zPwS: Masz kogoś w tej branży na kim się wzorujesz?
MP: Nie. Nie wzoruje się na nikim.
zPwS: Wróćmy do gwizdka i chorągiewki. Dlaczego bardziej chorągiewka? Wolisz machać niż gwizdać? (śmiech)
MP: Nie mam w sobie takiego pierwiastka, który powinien mieć lider. Miałam wprawdzie kilka meczów, gdzie byłam arbitrem głównym, ale po prostu tego nie czuję. Czasami przez głowę przechodzą mi takie myśli, a może się przebranżowić i jednak spróbować tego sędziowania na „środku”, ale za każdym razem jakoś szybko przechodzą. Zawsze wracam do chorągiewki, z nią czuję się najlepiej, dobrze się odnajduję w tej roli i zawsze jestem na celowniku.

zPwS: Jesteś panią arbiter – szczebla centralnego. Ciężko było tam się dostać?
MP: Pierwszą próbę podjęłam w wieku 17 lat, ale wtedy nie udało mi się dostać. Wtedy przyrzekłam sobie, że następnym razem już wrócą z emblematem PZPN-u. Czas odegrał dużą rolę, a ja nabrałam doświadczenia. Wiedziałam już z czym to się je. Wiedziałam jak mam przygotować się do egzaminów kondycyjnych i teoretycznych. W sezonie 2019/20 awansowałam na szczebel centralny.

zPwS: Na szczeblu centralnym sędziujesz w stałej trójce, czy może są jakieś rotacje? Jak wygląda dobór trójek sędziowskich, podobnie jak u mężczyzn?
MP: Na najwyższy szczebel i 1.ligę trójka sędziowska narzucana jest odgórnie, natomiast na 2.ligę przydział obowiązuje tylko w kwestii sędzin głównych i to one dobierają sobie swoje asystentki.
zPwS: Chyba ciężko współpracować z kimś z kim czasami widzisz się pierwszy raz w życiu. Z tego co mówisz, to czasem właśnie tak bywa na szczeblu centralnym. Czy wyolbrzymiam?
MP: Oczywiście, że nie jest to łatwe. Dużo łatwiej sędziuje się z kimś z kim jeździ się na mecze często. Zna się wtedy jego styl sędziowania, komunikacja i współpraca jest łatwiejsza. Sędziujemy w zestawach, które ułatwiają nam pracę. Mamy też odprawy przedmeczowe, na których omawiamy podział ról w trakcie meczu. Musimy sobie radzić (śmiech).
zPwS: Nie wszyscy wiedzą, ale Twój prywatny mąż (śmiech) też jest piłkarskim sędzią. Taki facet, czyli „kolega po fachu” ułatwia życie w domu, czy wręcz przeciwnie? (śmiech)
MP: Różnie z tym bywa (śmiech). Bardzo lubię, że możemy porozmawiać w domu o swoich meczach. Możemy też siebie nawzajem na nich oglądać, ale z drugiej strony w trakcie sezonu ciągle się mijamy. Nasze mecze są o różnych godzinach i w różnych miejscach. Czasami brakuje czasu dla siebie i przychodzi moment, że mamy przesyt futbolu. Oprócz naszych meczów, są jeszcze te oglądane wspólnie w telewizji.
zPwS: Sędziowałaś kiedyś mecz z mężem?
MP: Tak. Zdarzyło nam się. Bodajże dwa razy (śmiech).
zPwS: Współpraca bez zarzutu?
MP: Powiedzmy, że na dobrym poziomie (śmiech)
zPwS: Jesteście w dwóch różnych organizacjach. On w Krakowie, Ty w Chrzanowie. Nie myślałaś, żeby przenieść się do męża?
MP: Kiedyś mieliśmy taki plan, ale życie pokazało, że skończyło się tylko na planowaniu i pewnie już tak zostanie do samego końca.
zPwS: Macie dwie piękne córki. Trudno to wszystko pogodzić? Kto się nimi zajmuje jak jedziecie na swoje mecze w weekend, a często też i w środku tygodnia?
MP: Staramy się z meczami tak dopasować, żeby dało się wymieniać przy opiece nad córeczkami. Zawsze też możemy liczyć na pomoc rodziców, którzy często nam pomagają, kiedy my sędziujemy swoje spotkania.
zPwS: Myślisz, że córki pójdą w Twoje ślady? Chcesz by one też kiedyś sędziowały?
MP: Ciężko powiedzieć. Są jeszcze młodziutkie, żeby o takich rzeczach myśleć. Będzie to ich wybór.
zPwS: Prywatnie pracujesz w Służbie Ochrony Lotniska. Możesz coś bliżej nam opowiedzieć o tej pracy?
MP: Powiem tak. Na pewno nie jest nudno. Praca w „SOL” jest bardzo odpowiedzialna, ale zarazem bardzo ciekawa. Masz ciągle kontakt z ludźmi. W tej pracy tak jak i na boisku. Oczekuje się nieoczekiwanego. Powiem Ci też, że ciężko mi to wszystko pogodzić. Pożalę się jeśli mogę. Sędziowanie, praca na pełny etat i dom. Służba wypada też weekendy. Zdarza się tak, że idę do pracy na godzinę 4:00, a po niej prosto jadę na dwa mecze. Ciężko się skupić, kiedy zasypia się na stojąco. Sędziowanie jednak mnie tak kręci, że nie zrezygnuję z niego. Kombinuje jak mogę, żeby to wszystko połączyć.
zPwS: Jako sędzia asystent uczestniczysz w meczach kobiet i mężczyzn. Które spotkania wolisz sędziować?
MP: Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Czasem jest tak, że na meczach kobiet dzieje się więcej niż u mężczyzn. Czasem znowu jest odwrotnie. Jadę na taki mecz, który dostanę. Nie wybieram, nie narzekam.
zPwS: Na sam koniec pobaw się w obsadowego. Wybierz sobie mecz. 2.liga kobiet w Rybniku, czy chrzanowska „Serie” A?(śmiech)
MP: Jeśli mam z kim zostawić córki i praca mi na to pozwala to bez wątpienia jadę na 2.ligę kobiet do Rybnika. Jeśli te warunki nie są spełnione, to jadę na chrzanowską „Serie” A (śmiech)
Rozmawiał: Z Piłką w Sercu (PoPek)
***
Magdalena Pittner (Kolegium Sędziów Chrzanów) – urodzona w 1997 roku. Matka dwóch pięknych córek, żona męża, sędzia szczebla centralnego, która na swoim koncie ma już prawie pół tysiąca przeprowadzonych zawodów.







