Maja wraca do solidnego grania. Bez przypadku

Maja Chwalińska ma za sobą świetny tydzień. Przez ostatnie 7 dni mieliśmy okazję podziwiać ją na azjatyckich kortach. Od dzisiaj powróci na najwyższe w karierze miejsce w rankingu WTA. Dotarcie do półfinału turnieju WTA 500 w Singapurze pozwoli jej awansować z 25. na 21. pozycję. W sobotę w meczu półfinałowym przegrała z późniejszą triumfatorką imprezy, Kanadyjką Leylah Fernandez.

Kiedy Jacek spotyka w piekarni drugiego Jacka i obsługuje ich trzeci imiennik – możemy mówić o przypadku. Czy pokonanie trzech groźnych rywalek, tracąc 11 gemów serwisowych, w tym jednej, która od 10 lat nie wypadła z czołowej 40 rankingu, może być przypadkiem? Nie, zdecydowanie nie może.

Oglądając mecze Mai, mogliśmy znowu poczuć dokładnie to, co spotkało nas przez dwa paryskie tygodnie. Magia, swoboda, uśmiech, piękno – takie określenia jako pierwsze przychodzą nam do głowy. Polska tenisistka znowu była sobą. Stosunkowo wolna nawierzchnia halowa okazała się niezwykle skuteczna. Żółta piłeczka nie pędziła z prędkością nieosiągalną dla grających wolniej. Ponownie skuteczna okazywała się dobrze znana kombinacja: skrót – lob. Azjatycka publiczność była tego świadkiem.

Efektem tych trzech zwycięstw był awans na 21. miejsce w rankingu WTA. Dopisane 194 punkty oraz przeskok o 4 pozycje.

https://live-tennis.eu/en/wta-live-ranking

Po niezwykle pewnych trzech zwycięstwach przyszła półfinałowa porażka po meczu na tzw. żyletki. Pierwszy set tego pojedynku? 6-1 dla Mai po niemal perfekcyjnej partii. Rywalka nie miała zupełnie nic do powiedzenia, nie radząc sobie z kombinacyjną grą Chwalińskiej. Później obraz meczu się wyrównał. Decydująca była końcówka drugiego seta, w której minimalnie lepsza okazała się Leylah Fernandez. Wymiany w końcowych fragmentach seta były na poziomie szczytów górskich znajdujących się w Pakistanie.

O te kilka piłek gorsza okazała się tenisistka z Polski. W pomeczowym wywiadzie Kanadyjka przyznała, że zupełnie nie wiedziała, co wydarzyło się w pierwszym secie. Ten element zaskoczenia ponownie dał o sobie znać. Mimo tych samolotowych turbulencji Fernandez była w stanie zapanować nad chwilowymi problemami, finalnie lądując z 6. triumfem w turnieju cyklu WTA.

W sobotnie południe mieliśmy okazję podziwiać dwie leworęczne tenisistki grające w sposób odbiegający od turniejowej normy. Zarówno Maja, jak i Leylah pokazały inny rodzaj tego pięknego sportu.

Półfinał w Singapurze jest świetnym prognostykiem przed azjatyckim graniem w końcowej części sezonu. Już za pasem zbliża się tysięcznik w Pekinie. Nastroje w obozie Mai mają prawo być co najmniej optymistyczne. Tego samego nie mogą powiedzieć polscy kibice oglądający ostatki tenisowe na platformie Canal+. Przypominamy, że od przyszłego roku prawa transmisji wędrują do telewizji Eleven Sports.

Najważniejsze jest jednak coś innego. Maja znowu pokazała tenis, który kilka miesięcy temu zaprowadził ją tam, gdzie wcześniej niewielu się jej spodziewało. Singapur nie daje żadnych gwarancji na przyszłość, ale przypomina, że paryski sukces nie wziął się znikąd. Wiecie, przypadek i te sprawy. Maja nadal ma w rękach argumenty, które mogą sprawić problemy najlepszym.

Teraz czas na Pekin. I chyba właśnie z większą ciekawością niż niepokojem warto czekać na to, co wydarzy się dalej.

Kowal

Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta