Stwierdzenie, że jesień 2023 była dla Prądnika Sułoszowa rozczarowaniem jest oczywiste. Jednak do opisania w jednym słowie obecnej rundy sułoszowskiej drużyny, pasuje inne określenie – paradoksalny. Oczekiwania i ambicje były na początku wysokie. Przecież drużyna jeszcze w zeszłym sezonie występowała na poziomie „okręgówki”. Tam co prawda nie wyszło, ale już w A-klasie Prądnik musiał być stawiany w roli faworyta, a przynajmniej jako zespół który będzie walczył o topowe lokaty. Jak się okazało los był niesamowicie przewrotny dla sułoszowian.
Pucharowe potyczki Prądnika
Zaczęło się obiecująco. Lokalne drużyny sezon rozpoczęły tradycyjnie od zmagań w Pucharze Polski. Prądnik w pierwszej rundzie wpadł na występującego w B-klasie – Słowika Olkusz. Sułoszowska drużyna pokazała swoją wyższość wygrywając 4:1, choć trzeba oddać Słowikowi, że zaprezentował się godnie. W kolejnej rundzie Prądnik wylosował rywala najgroźniejszego z możliwych – V ligową Spójnię Osiek, która sezon wcześniej sensacyjnie awansowała do finału Małopolskiego Pucharu Polski. O dziwo, na boisku nie było widać różnicy dwóch klas rozgrywkowych. Spójnia prowadziła grę, ale Prądnik również śmiało sobie poczynał, umiał w tym meczu operować piłką i oddał kilka groźnych strzałów. Ostatecznie Spójnia wygrała 4:1, dwie bramki strzelając w końcówce, ale sułoszowianie z boiska schodzili z podniesionym czołem.

Piorunujący początek
Forma przedsezonowa przełożyła się na start Prądnika w lidze. W pierwszych 3.kolejkach udało się zgromadzić 7 punktów, mimo że zespół w każdym meczu najpierw przegrywał. Na tarczy ze Sułoszowy wyjechały Zarzecze i Żarnowiec, z Chechła – Prądnik przywiózł remis. Zespół wydawał się silny mentalnie,a gonienie wyniku wychodziło sułoszowianom nad wyraz dobrze. Choć już tu pojawia się pierwszy paradoks – zespół świetnie punktował,a nie zawsze grał dobrze. Często brakowało koncentracji w pierwszych minutach, drużyna traciła gole, by potem odrabiać straty, czasem szwankowała skuteczność. Jednak ciężko się było tym przejmować, skoro na koniec były zwycięstwa. Dwa kolejne mecze Prądnika to starcia ze słabszymi rywalami. Sułoszowa nie dała większych szans Dłubni Trzyciąż wygrywając na wyjeździe 3:1.U siebie demolka Zedermana, aż 7:0. Wszystko wydawało się być na właściwym miejscu. 13 punktów na 15 możliwych – dawało poczucie, że zespół powalczy o awans do „okręgówki”.
Jedna porażka to nie problem
Pierwsza porażka przyszła podczas “derbów” z rywalami zza miedzy, czyli Wielmożą. Jak na derby przystało – było dużo walki, ale i kolejny paradoks – Prądnik przeważał całą drugą połowę, Wielmożanka w końcówce dostała czerwoną kartkę i wydawało się że Sułoszowa lada moment skarci rywala. Tymczasem to Wielmoża w ostatnich minutach strzeliła bramkę i cieszyła się z 3 punktów. Scenariusz z niezłą, ale nieskuteczną grą Prądnika miał się jeszcze powtórzyć. Na tym etapie ligi nikt nie mógł jednak przypuszczać, że dla Prądnika to będzie koniec sukcesów, a początek pasma rozczarowań.

Stary Prądnik mocno śpi
Czy w drużynę wkradło się samozadowolenie? Przekonanie, że jakkolwiek mecz by się układał, na koniec i tak wygra Sułoszowa? Na pewno w kolejnych meczach zaczęło brakować determinacji, zespół przestał być tak dynamiczny i przede wszystkim stał się mało skuteczny. Do tego kilku ważnych zawodników złapało kontuzje mięśniowe, zaczęły się absencje w kadrze, spadła frekwencja na treningach. Prądnik po przerwie spowodowanej przesunięciem spotkania z Pogonią Miechów na boisko wybiegł u siebie z Charsznicą i po nijakim meczu podzielił się punktami ze Spartakiem.
Jeśli któryś mecz miał być dla sułoszowian trudny, to na pewno ten w Wierbce, gdzie rozpędzeni gospodarze walczyli o fotel lidera. Prądnik pojechał na to spotkanie mocno osłabiony, co było aż nadto widoczne na boisku. Preferująca bezpośredni i fizyczny futbol Wierbka nie dała Prądnikowi dojść do słowa. Dominując spotkanie i pewnie wygrywając 4:1. Sułoszowa była zagubiona i bez życia, zagrała swój najsłabszy mecz w sezonie. Po kolejnych straconych punktach u siebie z Piliczanką II, przyszedł mecz z kandydatem do awansu do „okręgówki” – drużyną Wolbromia. I tu znowu paradoks – bo mimo przeciętnej gry w poprzednich meczach Prądnik na tle ówczesnego lidera wyglądał dobrze. Niestety dwa niefrasobliwe zachowania w obronie zostały bezwzględnie wykorzystane przez Przebój. Do tego Prądnik nie wykorzystał rzutu karnego i znowu do domu trzeba było wracać bez punktów.

W Sułoszowej biją na alarm
O losach piłkarskiej jesieni miały zatem zadecydować końcowe spotkania ze słabo spisującym się Bolesławem II Bukowno i równie rozczarowującym Spartakiem Wielkanoc-Gołczą. Prądnik mógł się odkuć i skończyć jesień w okolicach 5-6 miejsca, albo pikować w dolne rejony tabeli. Wydawało się, że lepszej okazji do poprawy nastrojów niż z beniaminkiem z Bukowna nie będzie. Dotychczas ten zespół zdobył tylko 7 punktów i można było odnieść wrażenie, że mimo problemów Prądnika, Bolesław przyjechał na mecz po jak najniższy wymiar kary. Pewnie tak by się stało gdyby w pierwszych minutach Prądnik wykorzystał choć jedną z kilku dogodnych sytuacji, ale Bukowno ratował bramkarz. Poza pierwszym kwadransem sułoszowski zespół zagrał fatalnie. Były niecelne podania, błędy techniczne, brakowało narzucenia rywalowi swojego stylu i odpowiedniej intensywności. Może Prądnik uwierzył, że skoro rywal jest niżej notowany to się nie postawi, a mecz “sam się wygra”. Bukowno też nie grało dobrze, ale jeden szczęśliwy strzał, który odbił się od obrońcy Prądnika i zmylił bramkarza wystarczył, by to goście sensacyjnie wywieźli z niepokonanej dotąd u siebie drużyny – 3 punkty. Takie wyniki należy rozpatrywać w kategoriach blamażu – Prądnik ten mecz przegrał sam ze sobą.
Porażka kompletnie podcięła skrzydła zespołowi, który tydzień później oszołomiony złą passą nie potrafił się podnieść i ograć bezpośredniego rywala o ligową lokatę – Spartaka Wielkanoc-Gołcza. Ta drużyna również rundy jesiennej nie zaliczy do udanych, ale wygrana pozwoliła jej odskoczyć od Prądnika i Piliczanki na 3 punkty.

Słodko-gorzkie ostatki
Na koniec rundy Prądnikowi pozostał do rozegrania zaległy mecz z Pogonią Miechów, która mimo swojego własnego kryzysu w środku rundy pozbierała się i przy wygranej miała szansę zasiąść na fotelu lidera A-klasy. I tu powtórnie mamy paradoks w wykonaniu Prądnika. Po fatalnych dwóch meczach ze słabszymi rywalami, okazało się że zespół nadal stać na solidną grę. Pogoń nacierała, ale Sułoszowa grała bardzo ambitnie i po rzucie rożnym wyszła na prowadzenie. Przed meczem mogło wydawać się, że drużyna jest w rozsypce, a tymczasem przyszło to czego zabrakło w poprzednich meczach – ogromna determinacja, by zdobyć ligowe punkty. Na boisku był zespół, a nie grupa zagubionych piłkarzy. Pechowa okazała się jednak końcówka meczu, kiedy Pogoni wreszcie udało się skutecznie zaatakować. Zwycięską bramkę Miechów strzelił dopiero w 90 minucie. Zakończenie rundy było więc przykre dla Prądnika, ale akurat w tym meczu zespół nie miał się czego wstydzić. Miechów zaprezentował najlepszy jakościowo futbol w A-klasie, ale Sułoszowa spokojnie mogła się pokusić o punkty w tym spotkaniu.
Quo Vadis Prądniku?
Jak ocenić Prądnik z rundy jesiennej 2023? Mocna ekipa, która popadła w kryzys i rozczarowała, czy ligowy średniak, który początkowo grał ponad stan? Sułoszowa dobrze wyglądała na tle liderów A-klasy, a słabo z drużynami nad strefą spadkową, dostosowując się do poziomu rywala. Najlepszym strzelcem drużyny został występujący na środku obrony kapitan, który wykonuje większość stałych fragmentów gry. Na pewno nie jest to sytuacja typowa. Jakkolwiek by to oceniać, jedna rzecz w piłce jest obiektywna – tabela na koniec rozgrywek. Tu nie decyduje jeden mecz, pech czy fart, tylko forma na przestrzeni całej rundy. Bilans Prądnika to 4 wygrane, 3 remisy, 6 porażek i 11. miejsce w tabeli.

Oczywiście swoją rolę odegrały tu kontuzje, absencje zawodników i inne czynniki zewnętrzne, ale takie problemy tyczą się każdego zespołu. Prądnik czeka zatem intensywna zima – tego okresu nie można przespać, potrzebne są mocne treningi, pełne zaangażowanie każdego zawodnika i trenera, wyciągnięcie konstruktywnych wniosków z niepowodzeń i sportowy progres. Inaczej niż ciężką pracą zrobić się tego nie da. Na treningach i sparingach musi być pełna frekwencja, przygotowanie fizyczne i taktyczne musi być na jak najwyższym poziomie.
Rzut oka na tabelę ligową A-klasy i tego jak się kształtowała na przestrzeni rozgrywek jasno pokazuje jak wyrównany był poziom w obecnym sezonie. Poza dwoma outsiderami z dołu tabeli tu właściwie każdy może wygrać z każdym. Absolutnie nikt nie odda punktów za darmo. A jeśli jesień 2023 upłynęła Prądnikowi pod znakiem skrajności i paradoksalnych zdarzeń na boisku, to hasło przewodnie na wiosnę 2024 może być tylko jedno: REHABILITACJA!
Awansu ani spadku nie będzie, dlatego trzeba walczyć o jak najlepszą lokatę dla własnej satysfakcji i udowodnienia sobie, że tę drużynę stać na znacznie więcej niż to co pokazała dotychczas. Z tym trenerem i tak doświadczoną ekipą – Prądnik powinien być w top 5, a nie błąkać się nad strefą spadkową. A czy na wiosnę zagra na miarę swojego potencjału? – pokaże tylko czas!







