Perła Bałtyku na remis z Wisłą

Kameralny stadion przy ul. Śliwińskiego 10 w Kołobrzegu, gościł dzisiaj 13-krotnych Mistrzów Polski. Obok dość spokojnie płynie piękna Parsęta, jest i port, złota plaża i cudowne morze. Okoliczności, żeby kopać kawałek skóry – wyjątkowe. Po raz pierwszy w historii starcie miejscowej Kotwicy z Wisłą Kraków.

Kołobrzeg od samego rana żył tym meczem. Było to widać zwłaszcza w okolicach portu i oczywiście przy plaży na głównym deptaku. To za sprawą dość sporej grupy kibiców Wisły, którzy dzięki uprzejmości fanów Kotwicy zameldowali się na trybunach. Tak powinno być zawsze i wszędzie, i nie ulega to żadnej wątpliwości. Głośny doping jednych i drugich, zielona murawa, słoneczko, lekki wiaterek, a w powietrzu zapach wędzonej rybki – idylla.

fot. ST

Mecz rozpoczął się z lekkim opóźnieniem. W jednej z bramek sędzia asystent wykrył dziurę i konieczna była wizyta szewca. Początek mocno zaakcentowała Wisła, która w 2. minucie za sprawą Kissa strzeliła nawet gola, ale na szczęście dla „Kotwy”, pomocnik Białej Gwiazdy był na spalonym.

Blisko gola dla Wisły było również w 8.minucie meczu. Rodado zabawił się z obrońcami Kotwicy i wypuścił w uliczkę Mikulca, który zamiast cieszyć się z gola – wykopał piłkę do ślicznej Parsęty.

Stare piłkarskie porzekadło mówi, że niewykorzystane sytuacje… – no właśnie. Od 14. minuty to Perła Bałtyku prowadziła.

fot. ST

Stały fragment gry – rzut rożny rozegrany na krótki słupek, strzał głową Kozajdy i wynik otwarty. Podopieczni Kazimierza Moskala, podczas spaceru po plaży zapomnieli chyba jak w takich sytuacjach należy się zachować, ale dzięki temu mecz się otworzył i mieliśmy akcję za akcję.

Jedna z nich powinna zakończyć się trafieniem na 1-1, ale Rodado zamiast huknąć z całej siły i rozerwać siatkę Kozioła to podał mu piłkę prosto w ręce. Ewidentnie jak mówili miejscowi – zabrakło młota w nodze. Wisła naciskała, a Kotwa próbowała rzucać długie piłki na swoją perełkę z Copacabany, z którą musiał ścigać się Alan Uryga, u którego z szybkością mocno na bakier.

W 38. minucie znów blisko zdobycia gola był Rodado, ale Kozioł instynktownie sparował jego uderzenie na rzut rożny.

Biała Gwiazda jak nacierała to zazwyczaj lewą stroną, gdzie operował Mikulec, który próbował dogrywać piłki kolegom, ale ci byli myślami na plaży – jak oddawali strzał to lepiej temat przemilczeć. Do przerwy wynik już nie uległ zmianie, a kibice obu ekip znaleźli sobie wspólnego „wroga”, któremu można trochę nawtykać – padło na gdyńską Arkę.

fot. ST

Przerwa, a w przerwie to co najprzyjemniejsze. W końcu, wszystko fajnie, ale po co ten mecz jak mówią starzy bywalcy stadionów. Przyznać trzeba, że od Kotwicy gościny uczyć się musi wiele klubów w naszym kraju. Wszystko czego dusza i brzuszek pragnie.

fot. ST

Do tego oczywiście czarna kawa, ale już bez towarzystwa Kissa i Łasickiego, których w szatni zostawił trener Moskal. W ich miejsce pojawili się Sukiennicki i Biedrzycki, ale obraz gry nie zmienił się jakoś szczególnie. Goście grali atakiem pozycyjnym, a gospodarze zrywali się do szybkich kontrataków. Wisła jak biła głową w mur to robiła to głównie za sprawa Angela Rodado, który nie mógł znaleźć sposobu na świetnie dysponowanego tego dnia bramkarza „Kotwy”.

Podczas drugiej połowy dużo pretensji do arbitra miał kapitan Wisły – Alan Uryga, ale dobrze dla niego jeśli skupi się tylko i wyłącznie na grze, a nie szuka dziury w całym. Jonathan Junior dobitnie pokazał mu w tym spotkaniu, że tylko uciekając się do faulu jest w stanie go powstrzymać. Piłkarsko między tą dwóją jest przepaść – oczywiście na korzyść „Perełki z Copacabany”.

1:1 powinno być w 64. minucie meczu, ale Zwoliński w sytuacji wręcz idealnej musiał uznać wyższość golkipera Kotwicy, który swojej świątyni strzegł jak natchniony i nawet z 3 metrów nie dał się pokonać. Zresztą podobnie było minutę później, gdzie znów górą był Kozioł.

Bicie głową w mur trwało dobrych kilkanaście minut, aż w końcu w 83.minucie Rodado dopiął swego. Indywidualną akcją pokazał, że jest obecnie najlepszym piłkarzem tej klasy rozgrywkowej. Miejscowi domagali się w tej akcji faulu na Jonathanie, ale sędzia pozostał na to obojętny. Wisła wyrównała, ale na zwycięskiego ciosa już jej nie było stać.

Sędzia Kowalko dorzucił 6 minut, ale te szybko zleciały i można było pójść na plażę.

fot. ST

Wisła skończyła przygodę w Europie i wróciła do ligi. Nie zaskoczyła niczym na plus. Znów jest smutna i niemrawa, a ligowa wierchuszka odjeżdża. Dobrze, że to wszystko działo się w pięknym Kołobrzegu, bo trudno tutaj być choć trochę smutnym.

Z Piłką w Sercu (ST)

***

01.09.2024r. Kołobrzeg, godzina 14:30

Kotwica Kołobrzeg – Wisła Kraków 1:1 (1:0)

Bramki: Kozojad 14′ – Rodado 83′

Kotwica: Kozioł – Kosakiewicz, Kozajda, Wełna, Polak (62′ Witasik), Kort (79′ Kozłowski), Petrovic, Kostevych (56′ Biegański), Bykowski (79′ Kurowski), Oliviera, Jonathan Junior.

Wisła: Chichkan – Jaroch, Uryga, Łaciski (46′ Biedrzycki), Mikulec (77′ Baena), Carbo, Igbekeme (63′ Gogół), Starzyński, Duarte (55′ Zwoliński), Kiss (46′ Sukiennicki), Rodado.

Żółte kartki: Junior, Polak – Igbekeme, Sukiennicki.

Sędziował: Kawalko

Widzów: 3014

ST
ST