Wisła mogła tego wieczora chociaż na chwilę objąć fotel lidera Fortuna I ligi. To się nie wydarzyło. GKS Tychy po raz drugi w tym sezonie pokonał ekipę Białej Gwiazdy w stosunku 1 do 0. Nie jest to oczywiście przypadek, bo goście przyjechali z przygotowanym planem taktycznym trenera Banasika i w pełni go zrealizowali.
Przy 16 tysiącach na trybunach po raz pierwszy w tym roku rozbrzmiał piękny hymn Białej Gwiazdy. Z Sapałą i Satrusteguim zamiast Krzyżanowskiego i Carbo rozpoczęła Wisła. GKS wyszedł w swoim standardowym ustawieniu, czyli popularnej „choince” z trójką w obronie i wahadłowymi. Pierwsze 15. minut bardzo spokojne w wykonaniu obu drużyn. To Wisła była częściej przy piłce, jednak bramkarze nie musieli ani razu interweniować. W 19 min po błędzie przy rozegraniu obrony tyszan stuprocentowej sytuacji nie wykorzystał Villar. Chwilę później było 1-0 dla GKS – idealną piłkę posłał Wojtuszek, a formalności głową dokonał Ertlthaler. W 33. minucie powinno być 2-0 dla gości, jednak instynktowną paradą nogami popisał się Raton. Wcześniej przepchany jak junior został Sastrutegui. Kolejnych szans dla gości nie wykorzystali Połap i Ertlthaler. Mimo że to Wisła miała pierwszą sytuację w tym meczu, to może mówić o szczęściu, że do przerwy schodziła tylko z jednobramkową stratą do tyskich.
Druga połowa zaczęła się od kolejnej idealnej okazji dla GKS-u. Pojedynek 1 na 1 z Ratonem przegrał Wojtuszek. Po stronie Wisły szanse miał Goku, jednak fatalnie skiksował. W 60. minucie z boiska zszedł Sapała. Był tym bardzo zaskoczony, co okazał poprzez dziwne miny, kiedy nastąpiło zbliżenie kamery na jego twarz. Jego cały pobyt w Wiśle kojarzy się ze skrzywionym wyrazem twarzy – kibiców, którzy muszą oglądać jego występy. Gospodarze przejęli inicjatywę dopiero po 80 minucie, kiedy raz po raz kotłowało się pod bramką Kikolskiego – głównie po rzutach rożnych. Po 96 minutach sędzia Przybył zakończył mecz.
Jeśli ktoś dzisiaj miał niesprawny dekoder Polsatu i wyskoczył mu komunikat: Błąd karty, sprawdź instalację w dekoderze, to miał szczęście. W Krakowie wróciły mroczne widoki z jesiennych meczów za trenera Sobolewskiego. Tak nie może grać zespół aspirujący do awansu. Przebłyski to za mało. Można mówić, co by było gdyby Villar strzelił na 1-0. Tego się nie dowiemy. GKS Tychy wraca z Krakowa z kompletem punktów.
Z Piłką w Sercu (Kowal)
***
Wisła Kraków – GKS Tychy 0:1
Bramka: Ertlhaler 20′
Wisła: Raton – Jaroch, Uryga, Colley, Satrustegui (72. Szot) – Sapała (60. Baena), Duda – Villar (35. Bregu), Goku (72. Sobczak), Alfaro – Rodado.
GKS: Kikolski – Tecław, Nedić, Budnicki – Połap (74. Mikita), Radecki, Żytek, Dijaković (86. Bieroński) – Wojtuszek (71. Niewiarowski), Ertlhaler (86. Szpakowski) – Rumin (71. Śpiączka).
Żółte kartki: Goku, Duda – Budnicki, Nedić, Kikolski.
Sędziował Jarosław Przybył (Kluczbork).
widzów: 16 254







