8 listopada polskie media obiegła bardzo smutna wiadomość – zostało ogłoszone zamknięcie ostatniego dziennika sportowego – katowickiego „Sportu”. Gazeta miała ukazywać się do końca listopada, po czym ślad po niej miał zniknąć na wieki.
Nic bardziej mylnego. W ostatnich dniach toczyły się negocjacje na temat żywota kuzyna krakowskiego „Tempa”. Finalnie, znalazł się nowy wydawca – Edicom sp. z o.o. – dzięki któremu zostanie zachowana ciągłość wydawnicza i 1 grudnia będzie można nadal czytać najstarszy polski dziennik sportowy. Zostali również uratowani i uradowani wszyscy jego pracownicy, którzy w listopadzie otrzymali wypowiedzenia i zaczęli już słać swoje życiorysy do nowych redakcji. Oni też mogą obecnie spać spokojnie i nie obcinać budżetów świątecznych. Nowy inwestor „Sportu” to Spółka z Zabrza, która specjalizuje się w tworzeniu aplikacji do nowych treści.
Jest jednak jedna kluczowa zmiana, którą wprowadza nowy wydawca – gazeta przestaje być wydawana w formie papierowej i przechodzi na wersję cyfrową. Została do tego stworzona specjalna aplikacją, którą będzie można pobrać na smartfony.
Ta zmiana z całą pewnością nie przypadnie wszystkim do gustu – czytelnicy, którzy pamiętają triumfy Brazylii na Mundialach w latach: 1958 w Szwecji oraz 1962 w Chile, ostemplowane popisami Pelego i Garinchy, będą kręcić nosem i spoglądać nieprzychylnym okiem na tę metamorfozę. Powiedzą, że zapach papieru jest niepowtarzalny i „że Oni z tym internetem”, to nie chcą mieć nic wspólnego. Czy będą mieli trochę racji? Oczywiście. Takie są jednak obecnie reguły gry i trzeba się do tego dostosować. Ostatnie papierowe numery dziennika będzie można nabywać do końca listopada na terenie województw śląskiego, opolskiego i części małopolskiego.
Czy to będzie tylko chwilowe podłączenie kroplówki i sztuczne podtrzymanie schorowanego pacjenta? Pokażą to najbliższe miesiące. Jednego możemy być pewni – zagorzali czytelnicy będą walczyć o to, żeby ta historia, która zaczęła się w 1945 roku, trwała jak najdłużej. W takiej, a nie innej formie. My tego też katowickiemu „Sportowi” życzymy i będziemy na pewno przyglądać się rozwojowi wydarzeń z zaciekawieniem.


