Zwlekałem z tym wpisem długo. Wszystkie portale o tym meczu napisały już praktycznie wszystko. Wiemy kto do kogo podawał i kto strzelał na bramkę rywali. Mająca Ekstraklasowe aspiracje Wisła Kraków uległa swojej imienniczce z Płocka. Stało się to na oczach 30 tysięcy kibiców.
Zdziwienie, a może jednak oczywistość?
Wielu, a nawet bardzo wielu osobom wydawało się, że Biała Gwiazda spokojnie dopłynie do portu zwanego barażami. Większość już kreśliła w swojej głowie plany o dwóch meczach w roli gospodarza, bo przecież taki przywilej gwarantuje 3 lokata w tabeli.
Marzenia prysły jak bańka mydlana po piątkowym występie podopiecznych Mariusza Jopa. Można i nawet trzeba prosić o litość niebiosa, ale czy to pomoże?

Oczywiście, te matematyczne wciąż istnieją, ale nikt o zdrowych zmysłach tego nie widzi, bo Wisła swoją grą w piątek pokazała, że wygrane męki ze słabeuszami tej klasy rozgrywkowej wcale nie są przypadkiem. Ekipa „Szefa” nie ma w swoich nogach argumentów, które gwarantują jej powrót do elity. Jeśli są to marzenia, to tylko ściętej głowy. Jeśli tli się gdzieś światełko nadziei, to o mocy najsłabszej żarówki – tej od lampki nocnej, która nie dobija swoją mocą do 200 lumenów.
Degrengolada w tyłach
Można pastwić się nad bramkarzem Białej Gwiazdy, że znów puścił babola. Ale zanim do tego doszło, to ten czarny dla Wisły moment poprzedziła seria nieudolności jej zawodników. Do Ibana Salvadora nie doskoczył Bartosz Jaroch (tempo było tak zawrotne, że może nie zdążył?), a potem krycie zupełnie odpuścił Rafał Mikulec. Geb Kuczko kopnął od niechcenia, a mimo to piłka wturlała się do wiślackiej bramki pod pachą Letkiewicza. W slangu podwórkowym – typowa szmata, a przepuszczenie takowej na boisku osiedlowym skazuje delikwenta na ciężką szyderę przynajmniej przez kilka dni. Wcześniej warto odnotować, że Rodado rzut karny zamienił na gola. Radość Wisły z prowadzenia trwała jednak zaledwie kilka sekund.
Drugi stracony gol to popis nieudolności Bartosza Jarocha. Oczywiście wiemy, że piłkarskich szlifów nie uczył się w Barcelonie i nie jest absolwentem słynnej La Masii, ale nawet jemu (jakby nie było to profesjonalny piłkarz – w życiu poza graniem w piłkę nie robi nic innego) takie rzeczy, na tym poziomie nie mają prawa się przydarzyć.

Oczywiście – przydarzyło się i goście objęli prowadzenie. Piłkę Jarochowi w dziecinny sposób zabrał Sekulski i „Nafciarze” prowadzili.
Degrengolada w środku
Pomysłu na grę nie miała także jak się wydaje najbardziej kreatywna – druga linia krakowskiej Wisły. Ani Duarte, ani Baena, ani Duda (choć sprawiał wrażenie, że bardzo chce), ani Igbekeme nie potrafili w żaden sposób doprowadzić choćby do jednej sytuacji, po której napastnicy Wisły zagroziliby bramce strzeżonej przez Gradeckiego.
Irytująca bezradność skrzydłowych zdarzyła się nie pierwszy raz. Ciężko znaleźć nawet w drużynach, które bronią się przed spadkiem tak bezproduktywnego piłkarza jak ma Wisła z Krakowa. To Angel Baena. Co z tego, że biega jak wściekły kundel? Z jego „gry” nie ma żadnego pożytku dla drużyny. Szarpie, przewraca się, próbuje dryblować, czasem nawet próbuje dośrodkować – wszystko źle.

Po 25 minutach był do zmiany, ale plac opuścił dopiero w 78.minucie. Mariusz Jop ewidentnie czekał na cud, ale cuda są na skraju Pustyni Zachodniej, tuż nieopodal Gizy. Ten najsłynniejszy to Piramida Cheopsa zwana też Wielką Piramidą.

Zmiennik Baeny to Kiss. Zmiennik Duarte to Alfaro. Obaj pojawili się na placu gry w tym samym czasie, na 12 minut przed końcem. Oczywiście do gry nie wnieśli nic dobrego. Byli na boisku, fakt odnotowany przez statystyków – tyle.
Degrengolada w przodzie
Bałagan w przodzie zazwyczaj swoją grą zakłamywał Angel Rodado. Tym razem nie znalazł sposobu na pokonanie z gry -bramkarza gości, a więc nie udało mu się zatuszować pewnych niedociągnięć. To najbardziej rzucające się w oczy to forma Łukasza Zwolińskiego. Ten bombardier znad Wisły nie trafił do sieci rywala od 14 kolejek!

Popularny Zwolak, plac powinien opuścić w 15.minucie zabawy, ale trener Jop to człowiek nad wyraz cierpliwy. Nerwy puściły mu dopiero w 65.minucie, kiedy w miejsce Zwolińskiego wpuścił Poletanovića. Ale i to nic, bo choć Rodado coś tam próbował szarpać – to nie miał z kim.
U Nafciarzy w przodzie tego dnia też było ciekawie. Wszystko to za sprawą Ibana Salvadora, który co rusz padał na murawę niczym rażony piorunem. Świetnie rzuca auty i nawet widać, że piłka mu nie przeszkadza, ale bardziej nadaje się do filmów. Może być spokojny o angaż u takich panów jak: Quentin Tarantino, Christopher Nolan czy Francis Ford Coppola.
I tylko tych ludzi żal
Mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 1:3. Wisła z Płocka umocniła się na 3.pozycji i tylko cud może pozbawić ją udziału w barażach. Wisła z Krakowa znów pokazała, że gra w piłkę z czołowymi ekipami tej ligi to nie jest jej konik. Tylko w tej rundzie, w starciach z drużynami z top6, Biała Gwiazda z boiska podniosła 2 punkty. To zdecydowanie za mało, żeby można było myśleć o poważniejszym graniu w piłkę. Starszych eskapad w delegację i bojów w domu – nawet nie chcę przypominać, bo praktycznie wszystkie kończyły się podobnie, czyli w łeb.

Najbardziej w tym wszystkim żal kibiców, którzy znów w porażającej liczbie stawili się na stadionie przy ul. Reymonta. Po raz „enty” spotkał ich wielki zawód. Miłość fana jednak nie takie rzeczy znosi i dobrze wie o tym „Szef”, który po raz kolejny gra na emocjach, rozpala gasnące nadzieje i w sieć łapie ulotne motylki.

Szedł po świecie Bajdała
Nieważne jak, będzie przepychał te baraże i tyle. Na pewno jednak musi zrobić to w inny sposób niż dotychczas, a na to się jednak nie zanosi.
W lidze, która nie ma nic wspólnego z piłką, „Wisła Szefa” jest przeciętną drużyną, która w dużej mierze dzięki jego „opowieściom dziwnej treści” wciąż gra na emocjach ludzi. Szkoda tylko, że przy tym wszystkim – nie gra w piłkę.
Szedł po świecie Bajdała,
Bolesław Leśmian – fragmenty Dusiołka
Co go wiosna zagrzała –
Oprócz siebie – wiódł szkapę, oprócz szkapy – wołu,
Tyleż tędy, co wszędy, szedł z nimi pospołu.
Nie wiadomo dziś wcale,
Co się śniło Bajdale?
Lecz wiadomo, że szpecąc przystojność przestworza,
Wylazł z rowu Dusiołek, jak półbabek z łoża.
Warkło, trzasło, spotniało!
Coć się stało, Bajdało?
Dmucha w wąsy ze zgrozy, jękiem złemu przeczy –
Słuchajta, wszystkie wierzby, jak chłop przez sen beczy!
Leśmian zafundował Bajdale tylko zły sen. Jarosław Królewski kibicom Wisły funduje przykrą rzeczywistość, której w ten sposób nie da się zmienić.
Odlecieć na planetę absurdu postanowił też kapitan Wisły – Alan Uryga.

Tuż po meczu dla uroczej Ani Kozińskiej z TVP Sport, środkowa ostoja bloku defensywnego popełniła takie zdanie:
Byliśmy zdecydowanie lepszym zespołem
Alan Uryga – dla TVP Sport
Przypominam, wygrała Wisła. Zdecydowanie wygrała. Ta z Płocka – oczywiście.
Z Piłką w Sercu (ST)
***
Wisła Kraków – Wisła Płock 1:3 (1:2)
Bramki: Rodado 13 karny – Kuczko 14, 90+5, Sekulski 38.
Wisła K.: Letkiewicz – Jaroch, Uryga, Łasicki, Mikulec – Duda, Igbekeme – Baena (78 Kiss), Rodado, Duarte (78 Alfaro) – Zwoliński (65 Poletanović).
Wisła P.: Gradecki – Haglind-Sangre, Mijusković, Edmundsson – Kuczko, Kun (90+2 Hiszpański), Nastić (90+1 Szymański) – Pacheco (78 Pomorski), Jimenez (72 Bosnjak) – Salvador, Sekulski (78 Al Hamawi).
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Żółte kartki: Mikulec – Nastić, Edmundsson, Sekulski.
Widzów: 30 275.







