Kiedy w szkole uczniowi nie idzie najlepiej, nie osiąga wyników na miarę swoich i rodziców oczekiwań, a poza lekcjami jest nieswój, jest to sygnał ostrzegawczy, że najpewniej dzieje się z nim coś niedobrego. Co w takiej sytuacji powinno się zrobić? Najlepszym rozwiązaniem byłaby spokojna rozmowa, dająca poczucie bezpieczeństwa. Bez oceniania, za to z próbą dotarcia do istoty problemu. Kluczowa byłaby również atmosfera takiego spotkania – stonowana, życzliwa, przede wszystkim przyjazna.
Przenosząc się z domowego pokoju lub szkolnego gabinetu na zieloną murawę, warto zastanowić się, jak mogłaby wyglądać taka rozmowa wychowawcza w świecie sportu. Mamy do czynienia z piłkarzami, którym kompletnie nic nie wychodzi. Są na boisku zdeprymowani, zagubieni, nie czują się jak przysłowiowa ryba w wodzie. Coś ich ewidentnie męczy, potrzebują impulsu, swego rodzaju przełamania. To przecież ludzie posiadający umiejętności – jeszcze niedawno odnosili mniejsze lub większe sukcesy. Poza boiskiem wiodą dobre życie, są majętni, szczęśliwi, wykonują uprzywilejowany zawód. Nie każdy ma tyle szczęścia. Jedni urodzili się z odpowiednimi predyspozycjami, inni dotarli tu dzięki ogromowi pracy. Nikt na tym poziomie nie znalazł się przez przypadek.
Kolejny mecz zakończył się niepowodzeniem, bo remis w Gdyni nie jest spełnieniem marzeń. Legia Warszawa ostatni mecz ligowy wygrała 28 września 2025 roku, a obecnie mamy luty. To jedenaście kolejnych spotkań bez zwycięstwa. Podopieczni Marka Papszuna przegrywali 2:0, by ostatecznie zremisować 2:2 po dwóch golach Antonia Colaka w doliczonym czasie gry. Trudno jednak uznać to za jaskółkę zwiastującą wiosnę. Nic z tych rzeczy.
Po meczu grupka piłkarzy podchodzi podziękować kibicom za doping. Kibice są wściekli – po raz kolejny czują się zawiedzeni. Co więc robią w takiej sytuacji? Przeprowadzają słynną rozmowę wychowawczą.
Oczywiście była to rozmowa spokojna. Przyjazna. Dająca poczucie bezpieczeństwa. Przynajmniej według tych, którzy krzyczą najgłośniej. W rzędzie stoją niemal sparaliżowani: 18-letni Samuel Kovacik, debiutujący chwilę wcześniej, 19-letni Jakub Żewłakow oraz 21-letni Wojciech Urbański – przyszłość tego klubu. Stoją przed swoimi fanami i słyszą, że kibice być może ich „zajebią”, jeśli – nie daj Boże – dojdzie do spadku. Młodzi chłopcy, którzy w tej historii są winni tylko jednego – że akurat stali najbliżej płotu. Wrócą do domów bez poczucia bezpieczeństwa, zastanawiając się, czy te słowa były tylko nerwami, czy realną groźbą. Co będzie, jeśli przypadkiem spotkają jednego z tych stadionowych wychowawców w restauracji? Pozwolą im w spokoju zjeść zupę? Kto wie.
Wykształceni pedagodzy z trybun wydali diagnozę i zaproponowali ultimatum: albo się uda, albo srogo tego pożałujecie. Motywatorzy liczą, że zawodnicy zacisną zęby i zaczną zapieprzać, bo przecież taka metoda musi działać. Jak inaczej? W końcu bywało już, że kibice pojawiali się na treningach, parkingach klubowych czy stacjach benzynowych. Zawsze znajdzie się wśród nich lider. Życiowy coach z trybun, który wie najlepiej, jak żyć, trenować i bać się odpowiednio mocno. To za nim cała gromada wskoczy w ogień. W ich świecie jest opoką i omnibusem. Doktorem z „uczelni podwórka”, którego cytuje się przy spotkaniach ze znajomymi.
Nie mam pewności, że Żewłakow, Kovacik i Urbański wyjdą na kolejny mecz z poczuciem bezpieczeństwa w głowie. Na chłopski rozum powinni raczej pamiętać o ultimatum i o tym, co może się wydarzyć, jeśli sezon zakończy się blamażem. A w sporcie wszystko jest możliwe. To tylko jedenastu ludzi grających przeciwko drugiej jedenastce. Czasem komuś podwinie się noga, czasem ktoś inny zawali. I tak to się kręci. Od meczu do meczu. Od groźby do groźby.
Czy ktoś w końcu zrobi coś z tą stadionową patologią? Czy nadal będzie ona bezkarna? Odchodząc na chwilę od sportu – ludzie nie mogą wnieść na trybunę soku dla kilkulatka, a chwilę później odpalają race i strzelają z wyrzutni rakiet. O co w tym wszystkim chodzi? Co należałoby zrobić, by w 2026 roku wreszcie usunąć bandytów ze stadionów piłkarskich? Czy to w ogóle możliwe?
Bo jeśli „rozmowa wychowawcza” ma polegać na zastraszaniu, upokarzaniu i groźbach wobec dzieciaków, to nie jest to ani wychowanie, ani kibicowanie. To tylko czysta przemoc, ubrana w klubowe barwy – i dopóki będziemy ją tolerować, dopóty żaden wynik na boisku nie będzie miał większego znaczenia.








Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta