Teraz Polska musi wygrać każdy mecz! Rywal – Estonia, czyli ekipa u której słońce czasem zajść nie chce

Niesamowita batalia czeka jutro naszą kadrę na stadionie Narodowym w Warszawie. Tradycyjnie przy komplecie widzów nasze Orły staną w szranki z Estonią. Pierwszy gwizdek Slavko Vincića o godzinie 20:30. Zapowiada się trudny mecz, bo i rywal jest niczego sobie!

Dzisiaj już nie ma słabych drużyn ble ble ble

Teraz już na poważnie. Piłka to sport, który jak żaden inny uczy pokory. W tej kwestii nie ma dyskusji. Przecież ile to już razy widzieliśmy jak bogaty przegrywa z biednym, jak słabszy leje tego mocnego. Obserwujemy to praktycznie w każdej kolejce ligowej w różnych krajach. Mówi się o tym niespodzianka, czasem i sensacja. Tak jest i będzie. Piłka nie znosi wywyższania się, a na boisku nie ma znaczenia kto ile zarabia i gdzie gra. Liczy się to, co w danym meczu pokażesz na murawie i tyle, ale nie zmienia to faktu, że dzisiaj każdy inny wynik niż pewne zwycięstwo będzie odbierany jak katastrofa.

Mecz z Estonią jest meczem jednym z najważniejszych jaki nasza kadra zagra w ostatnich kilkunastu latach. Trzeba wyjść, wygrać i nie ma innego wyjścia. Wygrać po to, żeby za 6 dni znów zagrać mecz ważny, a nawet jeszcze ważniejszy. Prawdopodobnie w Walii, bo ta zapewne wysoko zawiesi poprzeczkę popularnym Suomi.

Dzisiaj wszyscy wyrzucają już z głowy nasze męki z Mołdawią, czy wrześniowe cyrki z Wyspami Owczymi, kiedy to bardzo długo utrzymywał się wynik bezbramkowy. Estonia to rywal w rankingu FIFA oznaczony numerkiem 123. My kręcimy się gdzieś w okolicach trzydziestki, choć to tylko statystyki, które nie mają przecież żadnego znaczenia.

Bądźmy jednak poważni

Rzucając okiem na prawdopodobny skład naszych rywali, trzeba mimo wszystko jasno powiedzieć. Jutro żaden cyrk w Warszawie nie ma prawa się wydarzyć. Nie ma też znaczenia, że Zieliński gra mniej i jest w zasadzie niechciany już w Neapolu. Nie ma znaczenia, że Lewandowskiego boli palec u nogi, a Frankowski ostatnio słabiej spisuje się w lidze. Nikogo to nie interesuje. Nawet w składzie z Janem Bednarkiem na bramce ten mecz ma być tylko dla nas przetarciem i lekkostrawną przystawką przed daniem głównym. Jeśli trener Probierz uważa inaczej to jest to tylko jego problem. Lud w dumnym 38-milinoowym kraju właśnie tak myśli.

Nie będę rozwodził się nad wszystkimi piłkarzami, którzy wybiegną w granatowej koszulce, ale okiem trzeba rzucić na kilku z nich, którzy stanowią trzon tej ekipy. I tak:

Märten Kuusk to obrońca, który na co dzień występuje w GKS Katowice. W ostatnim ligowym meczu przeciwko Podbeskidziu został zmieniony w 72.minucie, zastąpił go Jaroszek. Trener przy wyniku 5-0 dał mu ewidentnie „dychnąć”. Od 19 stycznia tego roku, chłopak gra w podstawowym składzie Katowic od deski do deski. Nie strzela goli i dziwne jak na obrońcę praktycznie nie łapie żółtych kartek. Zdarzyła mu się tylko jedna w meczu przeciwko Miedzi Legnica.

Artur Pikk – 31-letni obrońca Odry Opole. Ostatnio nie mieści się w składzie słynnych Wikingów Południa. W lutym w meczu z Podbeskidziem złapał czerwoną kartkę i póki co trener ma go dość. Na mecz z Polską na pewno będzie wypoczęty.

Konstantin Vassiljev – znamy go dobrze z występów w polskiej lidze. Bądźmy jednak poważni, chłop w tym roku jeszcze nie grał w piłkę i ma na karku 40 lat. Oczywiście to nie dużo, ale do piłki na poziomie reprezentacyjnym to jednak dużo.

Henri Anier – napastnik, który ostatnio kopie piłkę w Lee Man FC w Hongkongu. Czasem coś tam strzeli, ale szału nie ma. Warto zauważyć, że w 2015 roku był na testach w Wiśle Kraków, ale podobno nie byli z niego zadowoleni. Dziwne, bo patrząc na wynalazki, które potem biegały w koszulce Wisły ciężko czasem wymyślić kogoś, kto mógłby być od nich słabszy.

Estonia ma jeszcze między słupkami ciekawego bramkarza. To 21-letni Karl Hein, który w seniorskiej piłce w barwach popularnych Czytelników (Reading) zagrał sześć razy. Obecnie łapie piłki w Arsenalu, ale tylko po strzałach chłopców, którzy jeszcze piłkarskiego fachu się uczą.

Warto dodać, że nasz ostatni mecz przeciwko Estonii zakończył się naszą porażką. W Warszawie gola zapakował nam Konstantin Vassiljev. Szczęsny odprowadził piłkę wzorkiem do sieci. Jutro powtórki z 2012 roku raczej nie będzie, ale kto to w sumie wie. Jedno co wiemy, to że w Estonii są piękne plaże i latem bywają tam noce kiedy jest jasno. Coś pięknego, zwłaszcza w urokliwych wioskach pod Tallinem.

Z Piłką w Sercu (ST)

***

Reprezentacja Estonii zrezygnowała z oficjalnego treningu na stadionie PGE Narodowy. Powód prosty – przylecą do Warszawy na sam styk.

ST
ST