Jest taki chłopak, który dzisiejszy mecz Wisły Kraków w malowniczym Podujevie zobaczy z poziomu murawy. Jest fotografem i kibicem „Białej Gwiazdy”, który do Kosowa udał się rowerem. Wyruszył 30 czerwca z Krakowa i po przebyciu 1250 kilometrów – 17 lipca, zameldował się pod stadionem FK Llapi. Szaleństwo, ale czego nie robi się z miłości do swojego klubu. Z hotelu w Prisztinie specjalnie dla nas – Bartosz Sowizdraniuk!
Piłkę nożną ma w sercu i nie ma w tej kwestii żadnej wątpliwości. W sercu ma także Wisłę Kraków, bo to właśnie dla niej przebył rowerem dobre ponad tysiąc kilometrów. Pedałował ile sił w nogach, a w tej długiej drodze ani razu nie zwątpił, że się uda. Nie rzuca słów na wiatr. Kiedyś obiecał, że jak Wisła wygra Puchar Polski to na jej pucharowy mecz pojedzie rowerem, no i stało się.
Wisła wygrała Puchar Polski, a ten 30 czerwca ruszył „na kole” w drogę. Złapaliśmy, go już na miejscu. Noc poprzedzającą mecz „Białej Gwiazdy” w Pudujevie spędzał w hotelu w Prisztinie. Zmęczony zapewne, ale bardziej podekscytowany i wciąż nabity sporą dawką adrenaliny.
***
ZPWS: Bolą Cię nogi?
Bartosz Sowizdraniuk: Wiadomo, że po takim wysiłku czuję trochę nogi, ale nie nazwałbym tego bólem. Jest ok.
ZPWS: Czyli rozumiem, że nie przeklinasz dnia, w którym powiedziałeś, że gdy Wisła zdobędzie Puchar Polski to ruszysz rowerem na jej mecz w europejskich pucharach.
BS: Nie! Wręcz przeciwnie, traktuję to jako super przygodę, którą zapamiętam na całe życie. Jest to też dosyć nietypowe osiągnięcie, bo mało kto ma tak mało zdrowego rozsądku i czasu, żeby jechać samemu rowerem przez pół Europy.
ZPWS: Gdyby tak wylosowali Baku…odpuścił byś?
BS: Według użytkowników X nie da się ogarnąć wizy do Azerbejdżanu w tak krótkim czasie. Czyli nie pojechałbym, ale tylko dlatego, że nie jest to do zrealizowania.
ZPWS: Ile lat Twoje serce bije już dla krakowskiej Wisły?
BS: 9 lat – dokładnie od 2015 roku.
ZPWS: Jak to wszystko się zaczęło? Skąd ta miłość?
BS: Dość zwyczajnie. Poszedłem z kolegą i jego tatą na mecz Wisła – Termalica. Mecz zresztą z tego co pamiętam – przegrany 1-2, i tak już zostało.
ZPWS: Ładnie w tym Podujevie? Da się wytrzymać, pytam oczywiście o temperaturę? (śmiech)
BS: Aktualnie jestem w Prisztinie. Krajobrazowo, Kosowo trochę mi przypomina filmowe Indie, ale od tej biedniejszej strony. Drogi są w tragicznym stanie, choć widać że coś budują więc chyba wszystko zmierza ku lepszemu.
ZPWS: Jutro będziesz jednym z nielicznych kibiców Wisły, którzy z pozycji murawy śledzić będą poczynania swoich pupili. Będzie dobrze? Jak czujesz?
BS: Każdy przychodzi na mecz z nastawieniem, że będzie dobrze, u mnie nie jest inaczej. Czuje, że będzie dobrze. Sam też czuje się bardzo dobrze, wiadomo zmęczenie mi trochę doskwiera ale emocje, które jeszcze ze mnie nie zeszły podtrzymują tą energię na odpowiednim poziomie.
ZPWS: Każdego jutro tam nie będzie. Będziesz raczej mocno osamotniony, ale cieszy nas Twoje nastawienie. Rozumiemy, że Wisła to bierze bez mrugnięcia?
BS: 2:0 to bardzo niebezpieczny wynik, trzeba wyjść zrobić swoje i grać dalej.
ZPWS: Chyba nie powiesz mi, że z Pudujeva obierasz rowerem kurs na Wiedeń? (śmiech)
BS: Nie, do Wiednia już pojadę normalnie (śmiech). Wciąż jednak musimy pamiętać o tym, że wraca liga, a tam wszystkie mecze są arcyważne w kontekście awansu.
ZPWS: Wróćmy jednak do roweru. Co myśli gość, który samotnie jedzie na nim taki kawał drogi? Były chwile zwątpienia i myśli, że jednak w dupę z tym wszystkim, nie uda się i wracam do domu?
BS: O powrocie do Krakowa nie myślałem nawet przez chwilę. Zdarzały się ciężkie momenty, ale one są chwilowe i to tak naprawdę jest tylko walka z samym sobą i swoimi słabościami, które trzeba pokonywać żeby się rozwijać. Ja bardzo mało myślałem podczas trasy, byłem skupiony na piciu dużych ilości wody. Wypijałem maksymalnie nawet 13 litrów na trasę. W głowie było też to, żeby nie zboczyć z trasy i dojechać cały i zdrowy do miejsca docelowego, czyli na stadion FK Llapi.
ZPWS: Ile kilometrów dziennie pokonywałeś?
BS: Minimum 55, a maksimum 103.
ZPWS: Poznałeś kogoś ciekawego w tej podróży?
BS: Na trasie spotkałem wiele ciekawych osób, które zawsze miło mnie traktowały. Często też ludzie ratowali mnie np. wodą, jak ta mi się kończyła, a do najbliższego sklepu było jeszcze 5 kilometrów.
ZPWS: Gdzie zazwyczaj sypiałeś?
BS: Spałem głównie w hotelach.
ZPWS: Nie chcę Cię dłużej już męczyć. Musisz odpocząć, bo zaraz przecież mecz. Powiedz nam jeszcze, bo wielu ludzi to ciekawi. Czym wracasz z Kosowa?
BS: Samolotem z klubem.
ZPWS: Sam Jarosław Królewski wyszedł z taką propozycją?
BS: Sam zapytałem Wisłę czy będzie taka możliwość. Nie wiem kto finalnie tę decyzję podjął, ale podjął i wracam z klubem.
ZPWS: Oczywiście, że nie ważne kto. Ważne, że już nie musisz pedałować (śmiech). Życzę Ci zwycięstwa Wisły, zdrowia i żebyś realizował swoje marzenia. To co zrobiłeś jest szalone. Piękne i szalone, i o takich ludziach trzeba wszem i wobec głosić, co też czynimy.
BS: Dzięki wielkie!
Rozmawiał: Sławomir Tomczyk
Zdjęcia z podróży Bartosza Sowizdraniuka:
***
Bartosz Sowizdraniuk – fotograf sportowy, kibic Wisły Kraków, pochodzi z Michałowic. Obecnie mieszka w Krakowie.







