Jak mawiał złotousty śp. Paweł Zarzeczny – na każdego przyjdzie pora. Dzień przed swoją śmiercią – ten doskonały publicysta – wspomniał o swoim końcu na warszawskich Powązkach. Wywołał coś niezwykle przykrego, co kolejnego dnia wpłynęło na tysiące osób, w tym autorów tekstów na tym portalu. Moglibyśmy wymieniać dalej, tylko nie w tym rzecz. Efekt przemijania można podciągnąć pod wiele rzeczy. Rzeczy, które są odbierane na różne sposoby. Przemijanie to nieodłączna cecha naszego bytu. Definicja motywu przemijania brzmi mniej więcej tak, że przemija czas i przemija nasze życie. Jedne rzeczy się kończą, inne zaczynają. Niby proste, jednak bardzo skomplikowane. Coś się zaczyna, a coś musi się w końcu skończyć.
Jest super
Edmund Staszczyk ze swoją wspaniałą kapelą wydał w 1997 roku piękny kawałek „Jest super”, który jest słuchany do dzisiaj w niejednym polskim domu.

Jest to kawałek wybitny, ponadczasowy, niezwykle prawdziwy oraz szczery, opowiadający o losach milionów obywateli. Popularny Muniek porusza w nim kwestię ludzkiego bytu. Śpiewa, że jest dobrze, więc o co ci chodzi? Społeczeństwo nie lubi zmian, żyje w sposób bezpieczny, nie ryzykując, będąc w strefie tzw. komfortu. Idąc na zakupy, przegląda gazetki promocyjne, czasem wybierając margarynę ponad masłem, patrząc, aby budżet domowy się zgadzał. Nie zważając, że owa margaryna to najzwyczajniejszy syf. Oczywiście, to w pewien sposób zasadne, jednak czy na pewno?
Opowiedzmy sobie na jedno proste pytanie? Czy chcemy żyć w ten sposób? Nikt nie wie, kiedy przyjdzie na niego pora, natomiast pewnie każdy chciałby jeszcze chwilę pocieszyć się życiem. Dlatego mamy wrażenie, że ówczesne spojrzenie świadomej osoby powinno być nieco inne, być może bardziej odważne. Kiedy, jak nie teraz? Nie czekajmy, bo za chwilę może nie być na co.
Do czego możemy nawiązać w tym przypadku? Wyobraźmy sobie pewien stary budynek, z którego niemal wysypuje się gruz.

Widzisz go z daleka i wiesz o nim wszystko, nie musisz nawet zaglądać do środka. Problem jest w tym, że te mury wyglądają paskudnie, ale ciągle trwają. Można je zburzyć, ale z jakiegoś powodu to się nie dzieje.
Skruszyć beton
Wielkimi krokami zbliża się wiosna, zatem w podokręgach będzie to czas decyzji, które wpłyną na przyszłość wielu klubów. Słyszymy, co się dzieje w województwie lubuskim oraz małopolskim, widzimy, co ma miejsce w Olkuszu, i zastanawiamy się, jak to jest możliwe? Ile to będzie jeszcze trwać?
W końcu są młodzi ludzie, z wizją, którzy chcą coś zmienić, ale się nie da. Dlaczego? Po prostu nie, ponieważ struktury są zabetonowane, nie ma miejsca na zmiany. Ludzie na stołkach uważają, że to ich własność. Zostali wybrani i będą w tym tkwić. Czy interesuje ich kogoś zdanie? Absolutnie nie. Czy ci ludzie patrzą dalej niż za czubek własnego nosa? Oczywiście, że nie. Czy w takich warunkach może być dobrze? Nie może.
Praktyki, które są stosowane wyglądają przeróżnie, ale trzeba niektórym oddać, że mają rozmach i fantazję. Wyobraźmy sobie, że są sposoby, które pozwalają wygrać „stołek” bez wyborów. Odnieśmy się do tego na przykładzie województwa lubuskiego – rządzący tam wymyślili, że start w wyborach jest możliwy po zebraniu odpowiedniej liczby rekomendacji od klubów. Żeby podjąć szablę w wyborach, trzeba zabrać trzydzieści sztuk takich papierków. Niby wydaje się to nie dużo, prawda? Jednak jest jeden haczyk – każdy klub ma tylko jeden głos. Co więc można zrobić? W województwie jest 252 klubów, więc w dwa tygodnie można zebrać 246 podpisów i zamknąć temat. Kluby, które podpisywały owy papier, myślały, że nikt inny, poza obecnym prezesem nie startuje, dlatego bez wahania składały stempel na dokumencie. Nie ma co, wymyślili to znakomicie. Należą się brawa i owacje na stojąco.
W Małopolsce temat ma się nieco inaczej – rządzący posuwają się do praktyk zwalniania ludzi związanych z kandydatem. Bartosz Ryt, jest osobą, która chce skruszyć beton w mieście nad Wisłą. Będzie On walczył z Ryszardem Kołtunem, czyli obecnym prezesem. Działania, do których posuwa się teraźniejszy rządzący są proste. Jeśli nie jesteś w jego drużynie, to będziesz miał problem. Przekonał się o tym Mateusz Śliwiński, czyli syn Kazimierza, jednego z najbliższych współpracowników Ryta. W zeszłym tygodniu został on odwołany ze stanowiska koordynatora ds. certyfikacji w PZPN. Przypadek? Oczywiście, jak najbardziej. Ten sam los spotkał Bartosz Ryta i p. Kazimierza, którzy stracili stanowiska związane z małopolskim związkiem w maju ubiegłego roku.
Wszystkie drogi prowadzą do Olkusza
Koniec końców, wszystkie drogi prowadzą oczywiście do Olkusza, czyli miejsca kojarzącego się z dziadostwem, jeśli chodzi o struktury piłkarskie. Kiedy nastaje czas wyborów pojawia się nagle jasna tendencja – wszyscy na pokład, pokażmy, że ten bajzel, który u nas występuje, to fikcja. Popularne „Leśne dziadki” uwijają się jak w ukropie. Rozgrzewają telefoniczne linie. Przypominają sobie o klubach, o których na co dzień nie pamiętają. Nie wiedzą nawet o ich istnieniu. Czasem przywracają do życia, kogoś kto już dawno wyzionął ducha. Chowają brudy do szafy, a śmieci do kosza, wkładają pod stół zgniliznę, może nikt się nie zorientuje. W końcu to wszystko musi teraz wyglądać dobrze, bo za chwilę ktoś musi oddać głos.
Co wydarzy się potem? Nic nowego, brudy wyciągniemy spod stołu, śmieci z kosza i nadal będziemy trwać w dziadostwie, bo czemu nie? Ktoś nam niby podskoczy? Bądźmy poważni. Takie podejście mają obecni włodarze podokręgu. Wydaje im się, że mogą wszystko, jednocześnie plując innym w twarz. Robią to z uśmiechem na ustach, mając założoną nogę na nogę i dłubiąc w nosie.
Czy ten uśmiech w końcu zniknie? Przekonamy się w marcu. Mamy jednak wrażenie, graniczące z pewnością, że coraz więcej osób dostrzega tę żenadę, patrząc na ten domyślny budynek. Ludzie zaczynają myśleć, że można w końcu pojechać do Castoramy, wydać jakiś grosz na farby, a następnie odnowić ten kawałek muru.

Idąc dalej, nie musimy do tego zatrudniać tej ekipy, która była zawsze wybierana po znajomości, ponieważ ona nie jest super, przywołując kapelę Muńka. To wszystko da się zrobić, tylko potrzebna jest chwila refleksji oraz odrobina odwagi. Aż tyle i tylko tyle.






