Niby człowiek wiedział, a jednak się łudził. Wczorajsze mecze polskich drużyn w europejskich pucharach dobitnie pokazały nam miejsce w szeregu. Gdy do gry wchodzą w miarę poważne drużyny – nas nie ma. W Warszawie nie było Legii. W stolicy Andaluzji nie można powiedzieć, że była Jagiellonia. Bezradność, przepaść, inny świat!
Wynoszona w Polsce na piedestał Legia, pierwszy w miarę celny strzał oddała wczoraj w 90.minucie meczu. Piłkę w kierunku bramki Chelsea kopnął Kun. Było już oczywiście po zabawie. Na tyle było stać drużynę, która w Polsce rok w rok stara się rozdawać karty. Warto zaznaczyć, że popularni The Blues grali raczej na pół gwizdka. W pierwszej połowie na stojąco. W drugiej Niebieskie Lwy z Londynu na chwilę wzięły śrubokręt, podkręcili tempo i dokręcili „elce” śrubę. Z „warszawiaków” nie było co zbierać.

Wielu ludzi łudziło się też, że piłkarze znad Tamizy przestraszą się tej „nieziemskiej” atmosfery, która panuje w Warszawie na stadionie Legii. Trzeba jednak być poważnym. The Blues nie na takich arenach w życiu kopali już piłkę. Nie rusza ich to kompletnie. Dla nich to zrobić swoje i do domu. Robota jak się okazało wczoraj szybka, łatwa i przyjemna. Po niej szybki prysznic i jazda dalej.

Weselszy futbol próbowała w stolicy Andaluzji pokazać Jagiellonia Białystok. Duma Podlasia coś tam próbowała, ale też nie ma się co oszukiwać. To był inny świat, zwłaszcza pod względem fizycznym, taktycznym czy technicznym. Béticos Los Verdiblancos zapakował do siatki Abramowicza dwa razy, a mógł spokojnie kilka razy więcej i też nic by się nie stało.
Oczywiście porażka chłopców z Białegostoku w Sewilli diametralnie różni się od klęski Legii z Chelsea. Nawet można by rzec, że tak to można przegrywać, ale co to jest za pocieszenie? To śmiech przez łzy, który dobitnie wskazuje nam nasze miejsce w szeregu.

Duma Podlasia próbowała grać odważniej, były jakieś tam efektowne zagrania, dużo wolnej przestrzeni i nawet próby wychodzenia z kontratakiem. Wszystko to jednak na nic. Najpierw doświadczony Cedric Bakambu, a potem 19-letni Jesus Rodriguez zamknęli temat i wybili Jadze głupoty z głowy.

Rozmiar porażki w Sewilii nie zabiera szans Jagiellonii przed meczem rewanżowym w Białymstoku. Znów można się łudzić, ale tylko po to, by po meczu móc napisać – człowiek jednak wiedział.
Wczoraj nasze drużyny zderzyły się z drużynami, które reprezentują średnią europejską półkę piłkarską. Ani Chelsea, ani Betis nie rozdają obecnie kart w Europie. W tym momencie to nie do nich wzdychają miliony zakochanych w futbolu fanów. To jednak wystarczyło na nasze najmocniejsze drużyny. Nie rozumiemy tego języka, nie potrafimy w takich meczach się odnaleźć. To jak z lądowaniem na innej planecie. Wychodzisz z rakiety i nie wiesz co robić. W którą stronę iść, a może nie iść.? Jak rozmawiać, jak nie rozumie się nawet pojedynczych słówek? Stajemy, patrzymy, otwieramy szeroko usta z zachwytu i na więcej po prostu nas nie stać. Możemy tylko czekać, czy zrobią nam krzywdę czy jakoś to będzie?
Przyczyn takiego stanu rzeczy jest mnóstwo. Nasza piłka wczoraj znów została sprowadzona na ziemię. Który to już raz? Światełka w tunelu jednak nie widać. Póki chore są fundamenty i podstawowe struktury naszego futbolu, całość musi szwankować. Nie dolecimy nigdy na równorzędne starcia z cywilizacjami typu FC Barcelona, Real Madryt czy Bayern Monachium. Te są miliony lat świetlnych przed nami i nawet nie zamierzają patrzeć w naszym kierunku. My zaś nie jesteśmy w stanie im wysłać choćby głupiego sygnału, bo ten ginie w odmętach czarnej dziury.
Z Piłką w Sercu (ST)
***
Legia Warszawa – Chelsea Londyn 0:3 (0:0)
Bramki: George 49′ , Madueke 57′, 74′.
Real Betis – Jagiellonia Białystok 2:0 (2:0)
Bramki: Bakambu 24′, Rodrigues 45+2′.






