11 dnia lipca Wisła Kraków sprostała oczekiwaniom 24-tysięcznej publiczności i pokonała wicemistrza Kosowa, FK LLapi 2-0. Mecz nie był pokazem pięknej i otwartej piłki nożnej w nowoczesnym wydaniu. Liczne zgromadzona publika otrzymała to, po co przyszła. Zwycięstwo swoich pupili.
Nie wszyscy kibice zdążyli zająć swoje miejsca spoczynkowe, a z trybun już zdążył unieść się pierwszy wrzask radości. Wyśmiewany przez większość krakowskich fanów, Igor Sapała popisał się celnym i precyzyjnym uderzeniem, które zaszeleściło w siatce bramki Iliya Avdylii. To się nazywa czysta karta. Nikt w tym momencie nie pamiętał o bezbarwnym, zeszłym sezonie wychowanka Polonii Warszawa. Każdy na ten moment uwielbiał środkowego pomocnika Wisły.

Kolejne minuty nie przyniosły niczego godnego odnotowania w notesach europejskich skautów, goszczących na krakowskich trybunach. Biała Gwiazda utrzymywała się dłużej przy piłce, a zespół z Kosowa skupiony był na pojedynczych atakach, nadarzających się głównie po szybkich wyjściach z tzw. „kontry”. Nie był to miód dla oczu prezentowany z obu stron. Kibice Wisły już mogli zdążyć sobie przypomnieć, co miało miejsce przy Reymonta przez ostatnie dwa lata, tzn. Angel Baena robił dużo zbędnego wiatru, Alan Uryga spędzał sporo czasu w pozycji odpoczynkowej, a Angel Rodado był najgroźniejszym zawodnikiem w szeregach podopiecznych Kazimierza Moskala.

W 52. minucie doskonałą szansę na poprawienie dorobku strzeleckiego po stronie wiślaków miał Angel Baena, lecz nie wykorzystał stuprocentowej okazji do zdobycia gola. Hiszpan jest typem skrzydłowego, który może się podobać podczas pierwszego oglądania. Każde kolejne, to zgrana kaseta, tzn. ten sam nudny repertuar zagrań, nie przynoszący żadnych efektów.
Kolejne minuty były bezbarwne jak ekwadorska telenowela. Trener kosowian wyginał się przy linii bocznej niczym kazachski akrobata, zachęcając swoich pupili do żywszej gry. Nie przyniosło to jednak oczekiwanych efektów. Wydawać się mogło, że przybysze z Bałkanów mieli chęci, ale nie mieli wystarczających umiejętności.
Kiedy kibice powoli opuszczali stadion, myśląc, że mecz zakończy się wynikiem nie do końca pocieszającym Białą Gwiazdę, znać o sobie dał on – obecny wiślacki król, a może lepiej – anioł – Rodado. Jedyny napastnik w kadrze Wisły podwyższył wynik na 2-0 i dał trochę spokoju krakowianom przed nieprzyjemnym wyjazdem do Kosowa.
Zdobywca pucharu Polski wykonał swoje zadanie i pokonał słabego rywala, nie tracąc gola u siebie. Dodatkowo, zdobył w rankingu UEFA 0,25 punktu i dał na chwilę odsapnąć swoim fanom przed meczem rewanżowym. Nie było to piękne spotkanie, czego nikt tak naprawdę nie oczekiwał. Wisła objęła szybko prowadzenie i wygrała te partię bez większych problemów.
Z Piłką w Sercu (Kowal)
***
Wisła Kraków – FK Llapi 2-0 (1-0)
Sapała 2′, Rodado 95′
Wisła: Chickan – Jaroch, Colley, Uryga, Mikulec – Carbo, Sapała (68’ Młyński) – Baena (81’ Kiakos), Gogół (68’ Dziedzic) , Sukiennicki – Rodado
FK Llapi: Avdyli – Vokrri, Namani, Ramadani, Bafiu, Rama, Krasniqui, Ahmeti, Blackori, Useini, Ahmed
Kibiców: 24 403







