Było kilka drużyn w moim życiu, które swoją grą mnie fascynowały. Nie można było od nich oderwać wzorku, a na boiskowe poczynania patrzyło się z otwartą buzią i zapartym tchem. Wielki Milan, Dream Team Johana Cruyffa z Guardiolą w składzie czy Barcelona Pepa Guardioli z nim jako wielkim wodzem na ławce trenerskiej. Te ekipy grały futbol doskonały, perfekcyjny, a czasami nawet wręcz kosmiczny. Teraz coś podobnego dzieje się w przemysłowym Leverkusen. Bayer Xabiego Alonso od tych wielki różni tylko jedno. Tamci hegemoni czasem przegrywali, aptekarze nie mają tego absolutnie w planach. Choć oczywiste jest, że kiedyś ta passa się skończy. Czerwono-biało-czarny sen nadal trwa w najlepsze.
Da się przejść przez cały sezon ligowy i nie przegrać nawet ten jeden jedyny raz? Da się! W sobotę piłkarze Bayeru zamknęli ten temat raz na zawsze. Z kwitkiem odprawili FC Augsburg i zakończyli ligę z oszałamiającym dorobkiem – 90 punktów. Na tę liczbę składa się 28 zwycięstw i 6 remisów. Nie ma w tym bilansie żadnej porażki. Coś niesamowitego!

Aptekarze po mistrzostwo swojego kraju sięgnęli po raz pierwszy w swojej długiej historii. Mecz z Augsburgiem był tylko przystawką do dania głównego, a tym była feta jaką piłkarze, sztab szkoleniowy i kibice urządzili na trybunach.
W przemysłowym miasteczku Leverkusen – już dawno nie było takiego szału i mody na piłkę nożną. Oczywiście, kibice zawsze zapełniali BayArenę, bo u naszych zachodnich sąsiadów oczywistym jest fakt, że gdy jest mecz to towarzyszy mu komplet na trybunach. Teraz oprócz kompletów na trybunach mamy także dekorowane w barwy klubowe domy. Bayer czuć na każdym kroku – dosłownie wszędzie. Lud wierzy, że drużyna, którą stworzył Xabi Alonso śmiało może stawać w szranki o miano najlepszej w XXI wieku.

Florian Wirtz – najlepszy zawodnik sezonu 23/24 w Bundeslidze
Czasu na wielką zabawę na ulicach miasta dla piłkarzy po zakończeniu rozgrywek w Bundeslidze jeszcze nie było. W Leverkusen doskonale zdają sobie sprawę, że do perfekcyjnego sezonu zostały im jeszcze dwa kroki. Ten pierwszy, arcyważny już w najbliższą środę w Dublinie. Rywalem w finale Ligi Europy będzie włoska Atalanta Bergamo.
W spotkaniu tym trudno będzie wskazać faworyta, bo historia pokazuje, że Bayer nie lubi rywalizować z włoskimi ekipami. Choć „aptekarze” ostatnio temu zdecydowanie zaprzeczyli eliminując AS Romę. Nie zmienia to faktu, że dla obu ekip mecz ten będzie szczególny i bardzo ważny. I Bayer i Atalanta miejsc w gablocie na trofea mają sporo. Zwycięstwo w Bundeslidze i puchar za Mistrzostwo Niemiec to po Pucharze UEFA w 1988 i zwycięstwie w Pucharze Niemiec pięć lat później – dopiero trzecie trofeum Die Werkself.
W Bergamo na półce samotnie stoi puchar za triumf w Pucharze Włoch w 1963 roku. Nikt nie ma wątpliwości, że już porządnie zalazł kurzem i przy okazji dostawiania drugiego – ktoś przetrze go mokrą szmatką.
Maszynka Xabiego Alonso jednak nie zamierza do tego dopuścić. Po meczu z Augsburgiem licznik meczów bez porażki wskazuje liczbę 51. Wyczyn niesamowity i w tym miejscu należy dodać, że Bayer jest pierwszym zespołem w historii Bundesligi, który w całym sezonie ani razu nie schodził z murawy pokonany.

Piłkarze z Leverkusen do tej pory znani byli z tego, że w decydujących momentach – nawalali. Takie scenariusze przerabiało już kilka pokoleń piłkarzy i kibiców. Zawsze w ważnych momentach Bayer zawodził. Jeśli weźmiemy pod uwagę statystyki historyków, które jasno pokazują, że w 27 rozegranych bojach z ekipami z kraju buta – piłkarze z Leverkusen tylko sześć razy triumfowali to możemy lekko swoje myśli kierować w stronę Bergamo.
To jednak tylko cyferki, bo Die Werkself pokazali w tym sezonie, że wszystkie liczby, analizy, wyliczenia i opinie ekspertów mają głęboko w zadzie. Wychodzą na murawę i robią swoje. W środę zrobią wszystko, żeby licznik zmienił się na 52.






