Reprezentacja Polski pokonała 5-1 Estonię w meczu półfinałowym i zagra we wtorek z Walią w Cardiff o udział w niemieckim Euro. Ten mecz miał być łatwy i przyjemny i tak to w praktyce wyglądało. Na Stadion Narodowy przyjechał przeciwnik bez żadnych atutów, nie posiadający też w składzie poważnych piłkarzy.
Do pierwszej bramki
Patrząc na początkowy fragment meczu, mogliśmy odnieść wrażenie, że bramka dla reprezentacji Polski jest kwestią czasu. Estońscy rywale byli skupieni na przeszkadzaniu. Ustawili się z tyłu i czekali na ataki Biało-Czerwonych. Kibice na trybunach Stadionu Narodowego nie musieli specjalnie długo czekać na pierwsze trafienie. Po nieporozumieniu w szykach obronnych w sytuacji sam na sam z Karlem Heinem znalazł się Przemysław Frankowski. Ładnym strzałem zewnętrzną częścią stopy strzelił obok interweniującego bramkarza. W 22. minucie było 1-0. Chwilę później drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartką został ukarany Maksim Paskotsi. W tamtym momencie nie było już złudzeń. Polska nie miała prawa wywinąć już w tym spotkaniu żadnego numeru.
Główne zadanie Polaków na dalszą część meczu, to go dograć bez kontuzji. Przy okazji strzelić następnego gola – dla spokoju.
Druga połowa formalnością
Druga połowa zaczęła się od jednej zmiany. Za strzelca bramki Przemysława Frankowskiego pojawił się Matty Cash. Jak się później okazało, nie był to długi epizod w tym meczu, bo po 10. minutach zszedł z urazem.

W międzyczasie drugiego gola dla Polaków zdobył Piotr Zieliński. Ładną wrzutką popisał się Nicola Zalewski. Zawodnik z 10 na plecach musiał tylko dołożyć głowę.
Na bramkę nr 3 musieliśmy czekać do 70. minuty. Pięknym i precyzyjnym strzałem popisał się Jakub Piotrowski.
W drugiej odsłonie ten mecz wyglądał jak gierka na środowym treningu. 4. minuty później wrzutka Nikoli Zalewskiego zakończyła się kolejnym golem. Tym razem piłkę do własnej bramki skierował obrońca Estończyków. Polacy widząc leżącego rywala, nie mieli zamiaru się nad nim litować. Sebastian Szymański w 77. minucie wykonał piąty cios.
Minutę później zdarzyło się coś, co nie powinno mieć miejsca. Kontra Estończyków zakończyła się bramka na 5-1. W tej sytuacji nie popisał się Jan Bednarek. Niestety, jest to obrońca, który na każdym kroku pokazuje, że piłka reprezentacyjna to dla niego za wysokie progi. Jest on ikoną dziurawej obrony kadry. Ta bramka nie przystoi w takich warunkach, po prostu. Do końca meczu już nic się nie wydarzyło.
Egzamin w Cardiff
Kolokwium z ćwiczeń zostało zaliczone na piątkę. Polska dostała zgodę na przystąpienie do wtorkowego egzaminu. Tam już nie będzie tak łatwo. Dzisiejszym rywalem był zespół kompletnie nieprzygotowany. Na egzaminie zobaczymy kogoś z innej półki – oczytanego, mającego ściągi w kieszeniach spodni. Łatwo nie będzie, ale trzeba podjąć próbę awansu, którego konsekwencją będzie wyjazd na niemieckie stypendium.
Z Piłką w Sercu (Kowal)
21.03.2024r. godzina 20:45 – Warszawa
Polska – Estonia 5:1 (1:0)
Bramki: Frankowski 22′, Zieliński 50′ , Piotrowski 70′ , Mets 73 '(samobójcza), Szymański 76′ – Vetkal 78′
Polska: Wojciech Szczęsny – Paweł Dawidowicz, Jan Bednarek, Jakub Kiwior – Przemysław Frankowski (46′ Cash) ( 56′ Puchacz), Bartosz Slisz, Jakub Piotrowski (73′ Moder), Nicola Zalewski – Piotr Zieliński (73′ Szymański S.)- Karol Świderski (73′ Buksa), Robert Lewandowski.
Estonia: Karl Hein – Ragnar Klavan, Joonas Tamm, Karol Mets – Maksim Paskotsi, Ken Kallaste (67′ Pikk), Markus Soomets, Martin Vetkal – Alex Tamm (31′ Hussar), Kevor Palumets (67′ Poom) – Oliver Jurgens (67′ Lepik).
Żółte kartki: Puchacz 60 ’ – Paskotsi 15′ , 27′
Czerwona kartka: Paskotsi (konsekwencja drugiego napomnienia)
Sędzia: Slavko Vincić (Słowenia).
Widzów: 53 868







