Luis Figo: „Moje najlepsze wspomnienia z El Clásico? Te, które wygrałem!”

Jako gość honorowy podczas ogłoszenia partnerstwa LaLiga z Duracell, która przez najbliższe trzy sezony będzie sponsorem doliczonego czasu gry w meczach ligi hiszpańskiej, Luis Figo opowiedział o niedzielnym El Clásico oraz szansach Portugalii na mistrzostwach świata podczas kameralnej rozmowy, na którą zaproszono także Flashscore.

Najlepsze wspomnienia mam wtedy, gdy wygrywałem – zarówno z Barceloną, jak i z Realem Madryt (śmiech). Reszta się nie liczy!

Każdy może mieć swoje zdanie na ten temat (uśmiech). Najważniejsze jest to, jak grasz i żeby na końcu to twoja drużyna była zwycięska.

fot. Flashscore.pl

Wciąż należy do najlepszych piłkarzy świata. Liczba jego bramek w tym sezonie jest po prostu niesamowita. Z drugiej strony, ważna jest też postawa całej drużyny. Jeśli strzela tyle goli i jego zespół zdobywa trofea, to ocena wygląda zupełnie inaczej. W pierwszym sezonie miał trochę problemów z regularnością, bo musiał się przystosować do nowego otoczenia i nowej ligi. Ale później prezentował poziom, jakiego od niego oczekiwano.

Nie wiem, nie mam szklanej kuli (uśmiech). Na pewno ma ogromne umiejętności… Ale mówimy o tym samym klubie, lecz innych czasach i innych piłkarzach. Trudno to porównać, bo zawsze ciężko zestawiać zawodników z różnych epok. Żeby dorównać Cristiano, musi zdobywać trofea.

https://www.flashscore.pl

Ten sezon był dla niego trudny, bo doznał kilku kontuzji. To przerwało jego rozwój. Po dłuższej przerwie zawsze trzeba zaczynać od nowa. To był jego największy problem.

Nie zawsze wszystko układa się płynnie, trzeba umieć znaleźć swoją pozycję na boisku, by dać drużynie jak najwięcej. To wciąż niesamowity piłkarz, ale gdy grasz w takim klubie i nie wygrywasz przez dwa sezony, atmosfera robi się napięta. Cierpi na tym cała drużyna.

Miał okazję zagrać w Barcelonie i spisał się całkiem dobrze. Pokazał pełnię swoich możliwości. Zobaczymy wkrótce, czy zostanie i czy będzie grał więcej, choć nie wszystko zależy od niego.

(Śmiech) Deco zna się na tym znacznie lepiej ode mnie!

Myślę, że trzeba zapytać o to prezesa Realu Madryt (uśmiech). To mój bardzo dobry przyjaciel, poznałem go w wielu rolach (był tłumaczem i asystentem w Barcelonie – przyp. red.). Zawsze cieszę się, gdy widzę go wśród najlepszych trenerów.

Nie znam dokładnych danych, ale być może to kwestia zmęczenia – wtedy łatwiej o błędy, nawet jeśli dziś piłkarze są świetnie przygotowani. Poza tym nie można zapominać, że mecze faktycznie trwają dłużej, bo doliczany czas gry jest znacznie większy niż kiedyś. Do tego dochodzi pięć zmian, a także różne okoliczności spotkania, które mogą sprzyjać golom.

Tak, to bolesne wspomnienie. Turniej był bardzo intensywny, rozegraliśmy wiele meczów na wysokim poziomie. Dostaliśmy też sporo kartek (w sumie dwadzieścia trzy w całych rozgrywkach – przyp. red.), co nam nie pomagało.

To był prawdziwy męski mecz (śmiech). Było kilka żółtych kartek (po dwie dla każdej drużyny – przyp. red.) i czerwona kartka (Wayne Rooney w sześćdziesiątej drugiej minucie – przyp. red.). Nie była to najlepsza reklama futbolu.

Graliśmy bardzo dobrze, ale… znów trafiliśmy na Francuzów. To złe wspomnienie dla naszego pokolenia, bo za każdym razem, gdy mierzyliśmy się z Francją, przegrywaliśmy, ale taki jest futbol.

Tak, będzie wielu faworytów, co pokazały ostatnie turnieje. Potrzebni są wielcy piłkarze, ale też trochę szczęścia, zwłaszcza jeśli chodzi o rywali. Na pierwszym miejscu stawiam te drużyny, które mają doświadczenie gry w półfinale – Brazylią, Argentynę, Hiszpanię, Portugalię i Francję, która ma nawet dwie równorzędne jedenastki – to naprawdę niesamowite.

Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta