Wczoraj stało się faktem to co jeszcze kilkanaście dni temu było nieprawdopodobne. Nieprzewidywalność piłki jest jednak znana od lat. W Gdyni mówiło się, że tego awansu nie da się zepsuć i nie da się tego wypuścić z rąk. Na gadaniu się skończyło. Piłkarze Motoru pokazali, że zepsuć można wszystko i to właśnie zrobili Arce. Lublin wraca na salony po 32 latach tułaczki w piłkarskim niebycie.
Klasycznie zawalona końcówka sezonu zasadniczego mogła zostać w Gdyni wybaczona. Warunkiem jednak było zwycięstwo w finale baraży. Tutaj mieliśmy jednak powtórkę z historii, czyli beznadziejna końcówka meczu w wykonaniu „arkowców”, z której najbardziej cieszą się w Lublinie i rzecz jasna w Gdańsku.
Arce nie pomogły wizyty „kibiców” na treningu i mocne rozmowy wychowawcze. Te dziwne metody pedagogiczne stosowane przez najzagorzalszych fanów klubu z nad morza w zasadzie nie zostały potępione przez włodarzy klubu. Możliwe, że sternicy również uwierzyli, że taka metoda może przynieść zamierzone efekty i w ostatecznym rozrachunku da gdynianom to, o czym tak bardzo marzą, a więc EKSTRAKLASĘ.
Do rozmów wychowawczych z kibicami dorzucono również zgrupowanie w Gniewinie, na które drużyna wyjechała tuż przed starciem z Motorem, aby do tej najważniejszej batalii sezonu przygotować się w ciszy. Miały wypocząć głowy piłkarzy, a nogi złapać odpowiedni luz. Nic to jednak nie dało, wszystko poszło na marne.
Motor do Gdyni pojechał mocno zbudowany zwycięstwem przed własną publiką z Górnikiem Łęczna. W klubie wszyscy zdawali sobie sprawę, że w tym jednym meczu, który został im do rozegrania może zdarzyć się dosłownie wszystko, a skoro już w nim wystąpią to trzeba zagrać o zwycięstwo i otworzyć w końcu bramy do piłkarskich salonów.
Trener Mateusz Stolarski przed meczem zapowiedział, że Motor wyjdzie odważnie i narzuci rywalowi własne zasady na jakich ta potyczka toczyć się będzie. I rzeczywiście tak było, bo Motor sprawiał bardzo dobre wrażenie.
W 13.minucie spotkania wydarzyło się jednak coś, co w poważnej piłce miejsca mieć nie powinno. Fatalny błąd popełnił Kamil Kruk i Kacper Rosa. Ten pierwszy przyjął piłkę tak, że ręce opadają, a ten drugi kompletnie myślami był chyba przy trwających obchodach dni Olkusza. Olaf Kubacki z Arki nie miał innego wyjścia i musiał umieścić futbolówkę w sieci.
Potem mecz wyglądał tak, że spokojnie można było przedstawicielom tych obu ekip zabrać piłkę. Warto jednak na chwilę wrócić do tego pierwszego trafienia w meczu. Szymon Marciniak gola uznał, choć wielu fachowców mocno się oburzyło, bo sytuacja była bliźniaczo podobna do tej z meczu Wisły z Widzewem. W Krakowie bramka dla łodzian po analizie VAR została anulowana. W tym przypadku gola uznano, choć w momencie wznawiania piłki z „piątki” w polu karnym Motoru znajdowali się piłkarze Arki.
Do 87. minuty meczu odbywało się bezcelowe bieganie jednych i drugich, w zasadzie piłka większości piłkarzom – przeszkadzała. Wtedy to do rzutu wolnego podszedł Bartosz Wolski i bezpośrednim strzałem pokonał Lenarcika.
Sędzia doliczył do regulaminowego czasu gry dodatkowe 3 minuty, a rezerwowy Mbaye N’Diaye postanowił z tego skorzystać i wyciszył stadion przy Olimpijskiej do pozionu – 0 volume.
W Lublinie wielki szał radości. Piłkarze Motoru po 32 latach znów wjechali do Ekstraklasy i wydaje się, że dobrze się stało. Ogromne zaplecze kibicowskie, przyjemny stadion i powiew świeżości. Motor zapewne nie będzie chciał być na salonach po to, aby zbierać cięgi. Zamieszać, napsuć krwi tym wielkim i dobrze się bawić. Taki cel zapewne będzie w nowym sezonie przyświecał chłopcom z Areny Lublin. Póki co, drużyna świętuje i dzisiaj jeździć będzie po mieście wesołym autokarem.
Piłkarze Arki po meczu zmuszeni zostali do oddania swoich koszulek – kibicom. Całe zajście nieumiejętnie próbował tłumaczyć Wojciech Łobodziński, który po ostatnich meczach swoich podopiecznych ciężkie życie będzie miał w Gdyni. Tylko patrzeć jak będzie chodził w samych slipkach. To przecież takie męskie.
Z Piłką w Sercu (ST)
***
02.06.2024r. Gdynia, ul. Olimpijska – Finał baraży o awans do Ekstraklasy
Arka Gdynia – Motor Lublin 1:2 (1:0)
Bramki: Kobacki 13′ – Wolski 87′, N’Diaye 90+3.
Arka: Lenarcik – Navarro, Marcjanik, Stolc, Azacki, Borecki, Sidibe (62′ Milewski), Staniszewski, Czubak, Kobacki, Gaprindaszwili.
Motor: Rosa – Wójcik (79′ P.Stolarski), Najemski, Kruk, Palacz, Wojtkowski (46′ N’Diaye), Scalet (60′ Gąsior), Wolski, M. Król (69′ R. Król), Mraz, Ceglarz.
Żółte kartki: Azacki – Palacz, Wojtkowski.
Sędziował: Szymon Marciniak z Płocka
Widzów: 12 741







