Najcudowniejszy smak i najobrzydliwszy smród. W Hamburgu – HSV Pany!

Jest takie piękne miejsce gdzie rzeka Łaba uchodzi do Morza Północnego, port tętni życiem całą dobę, a jedną z ulic oświetla przerażający blask czerwonych latarni. Są tam dwa kluby piłkarskie, które serdecznie się nienawidzą. Wielki, bogaty i przeklęty HSV oraz FC ST. Pauli, które swój buntowniczy charakter szczerzy do rywali z Bahrenfeld, gdzie mieści się słynny Volkparkstadion. To właśnie tam przy komplecie widzów (jak zawsze) doszło do derbów Hamburga. Rothosen o jeden gol lepsi od Korsarzy.

Najcudowniejszy smak i najobrzydliwszy smród

Żadne zwycięstwo w Hamburgu nie smakuje tak bardzo jak to, nad rywalem zza miedzy. Wiedzą o tym kibice HSV i St. Pauli, bo to właśnie między nimi rozgrywa się bój o prym w tym portowym mieście.

fot. Getty/images

Studenci nad tym zjawiskiem w swych magisterskich pracach już nie podpierają się ankietami. Te od lat są bezlitosne i nie pozostawiają złudzeń. Jedni i drudzy wolą spaść z ligi niż przegrać w derbach. To wielka potwarz, strzał z liścia w pysk, ot tak bez powodu i bez możliwości oddania. I tak jest na Bahrenfeld, gdzie mieści się słynny Volkparkstadion – HSV. I tak jest w St. Pauli w dzielnicy uciech, gdzie swoją siedzibę mają popularni Piraci lub jak kto woli – Korsarze. Każda porażka z lokalnym rywalem to koniec świata. Przygasa wtedy wszystko, dziwnie zachodzi słońce, cichną ptaki, a i słynne Raaperbahn nie tętni pokusami jak każdego innego dnia. W powietrzu jedni lub drudzy czują swąd spalenizny, a to przecież zazwyczaj zwiastuje cichego zabójcę. W tym przypadku oczywiście – zabójcę piłkarskich marzeń, wydumanych ogromną miłością kibica.

I smród ten zalatuje w nozdrzach wszystkich, którzy w sercu mają „trupie czachy”. St. Pauli poległo na Volkparkstadion z HSV 1:0. I co z tego, że Korsarze ciągle przewodzą stawce na zapleczu elity i za chwilę znajdą się w Bundeslidze? Porażka z HSV to potwarz i nawet awans do Bundesligi tego nie osłodzi.

I co z tego, że HSV raczej do tej elity nie wejdzie? W derbach okazało się lepsze i całe dziadostwo tego sezonu – zostało wybaczone.

Hamburger Stadtderby

Ta rywalizacja to kawał bogatej piłkarskiej historii, na której wychowały się pokolenia kibiców. Bogaci kontra biedni. Komercja kontra tradycja.

Ci biedniejsi to Fussball-Club St. Pauli, a więc ekipa, której początki sięgają roku 1899, kiedy to nieformalna grupka kumpli grywała w piłkę pod szyldem Hamburg-St.Pauli Turn-Verein. Oficjalnie sformalizowała się w 1910 roku i to właśnie tę datę uznają się za początek istnienia klubu.

Kibice St. Pauli z wielką dumą szczycą się niepowtarzalną aurą jaką wytwarzają wokół ukochanego klubu. Do tego dorzucić trzeba portowe historie, mnóstwo dziwek i rockową atmosferę. Warto zaznaczyć też wielki szacunek do zwykłego ludzkiego życia i drugiego człowieka.

Ci biedniejsi na swoich trybunach znajdą miejsce dla każdego, a zazwyczaj goszczą się tam ludzie doświadczeni mocno przez życie. Stadion mały, kameralny ale z ogłuszającym dopingiem. St.Pauli ma kibiców tylko w swojej dzielnicy.

fot. FC St. Pauli / FB

Ci bogatsi to Hamburger Sport-Verein, który początek swój miał we wrześniu 1887 roku. Data ta u wielu badaczy i historyków wywołuje wiele kontrowersji. Twierdzą oni, że dopiero 2 czerwca 1919 roku powinien być oficjalnie uznawany ze start ekipy z Volkparkstadion. Wtedy to doszło do fuzji trzech drużyn z Hamburga – SC Germania von 1887, Hamburger FC 1888 i FC Falke 1906

Ci bogatsi to po prostu HSV, którego kibice mocno wywierają presję na wyniki, tytuły i sukcesy. Stadion wielki na którym króluje przepych, a więcej miejsc na trybunach zajmują elity niż zwykłe szaraki. Kibiców popularni Rothosen mają w całym mieście.

fot. HSV / FB

Te dwa kluby dzieli wszystko, ale łączy jedno – nienawiść do lokalnego rywala, która z każdym rokiem przybiera na sile.

HSV Pany!

Przy komplecie, bo jakżeby inaczej? Na Volkparkstadion, gospodarze o jednego gola okazali się lepsi od piłkarzy z dzielnicy uciech. W 85. minucie w ekstazę kibiców wprawił 30-letni Robert Glatzel, który pokonał Nikolę Vasilija.

fot. HSV / FB

20 minut wcześniej do bramki gości trafił Polak – Łukasz Poręba, ale sędzia po weryfikacji VAR musiał trafienie pomocnika anulować. Wychowanek Zagłębia Lubin był na spalonym.

HSV powinien wygrać wyżej, bo w siódmej minucie doliczonego czasu gry – rzut karny zmarnował Ludovit Reis. Korsarze mecz kończyli w osłabieniu, tuż przed finiszem pod prysznic powędrował Manolis Saliakas.

Trener Hamburga – Stefan Baumgart raczej nie awansuje z HSV do Bundesligi. Sezon ma się ku końcowi, a strata do miejsca dającego baraże to aż 4 punkty. Nikt jednak do niego pretensji mieć nie będzie. Zwycięstwem nad St. Pauli odkupił wszystkie winy i nic to, że bogaci dalej będą kisić się w popularnej „Zweite”, a biedni na czele z młodziutkim trenerem Fabianem Hurzlerem powędrują do piłkarskiego raju. Bramy Bundesligi otwierają znów po 13 latach bycia w czyśćcu. I bądź tu człowieku mądry…

Z Piłką w Sercu (ST)

ST
ST