12 maja 2018 roku dla tysięcy ludzi był końcem świata. Czarny dym na trybunach, policja z psami próbująca zapanować nad rozgoryczonym tłumem i słynny stadionowy zegar, który stanął. Tak HSV po raz pierwszy w swojej historii spadł z Bundesligi. Z losem igrali wiele razy, wiele razy dyndali na linie, ale ta nigdy się nie zerwała. Tego dnia nie wytrzymała i pękła. Dzisiaj po 7 latach – wracają.
Giganci niemieckiej piłki, wielki klub, zdobywca Pucharu Europy z 1983 roku – zagra dzisiaj ze źrebakami. W Nardenii, w Północnej Westfalii z tamtejszą Borussią.
HSV w niemieckiej piłce ma tak wielki status, że nawet ci co źle życzą klubowi z portowego miasta – wróżyli im maksymalnie rok przerwy od Bundesligi. Wszystkie życzenia, prognozy i modły najwierniejszych brały w łeb. Rok po roku, sezon po sezonie. Klątwa trwała w najlepsze – 7 długich lat. Skończyła się pogromem Ulm w stosunku 6-1.

To co było nie ma już dzisiaj żadnego znaczenia. Pewne jest jedno, że powracający do Bundesligi HSV to już nie są te same dinozaury co kiedyś. To drużyna nowa, z najmłodszym w całej stawce trenerem. Prezydent też pachnie nowością. Ma 34 lata, nazywa się Henrick Koenck i jeszcze nie tak dawno jako gniazdowy zasiadał w zaszczytnym miejscu zwanym młynem i prowadził doping. Budżet HSV też nie powala na kolana. Jest jednym z najmniejszych w lidze, ale dla kibiców nie ma to żadnego znaczenia. Ważne, że chłopcy z Hamburga znów są w lidze. Zegar znów zostanie odpalony i oby już nigdy się nie musiał zatrzymywać.

Niewątpliwie będzie to cholernie trudny sezon dla HSV. Główny cel – utrzymanie. Nie ważne jak, ważne żeby się udało. Trybuny w każdym meczu Rothosen będą pełne – to nie ulega żadnej wątpliwości.
Z Piłką w Sercu (ST)
***
24.08.2025r. Bundesliga, godzina 17:30
Borussia Moenchengladbach – Hamburger SV






Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta