Idźcie stąd, nie pasujecie tu! Polska jako pierwsza poza salonami

Otoczka meczu w Berlinie miała wszystko czego potrzeba, żeby zagrać mecz życia. Nabity kibicami po sufit – stadion, głośny doping i ta gęsta atmosfera. Tradycyjnie w drugim meczu wielkiego turnieju przyszło nam grać o życie. Po końcowym gwizdku rozjemcy z Turcji wiemy to, co wiedzieliśmy przed samym turniejem. Ostatni mecz w grupie będzie meczem tylko o honor. We wtorek pokopiemy piłkę z Francuzami – w zasadzie o nic.

Nie wiem jak Wy, ale ja tych Mistrzostw Europy kompletnie nie czuję. I na pewno nie jest tak, że na ten turniej nie czekałem. Wiadomo – to przecież wielkie piłkarskie wydarzenie, w dodatku tak blisko nas. Mimo to – jest jak jest. Grają – oglądam, ale bez wielkiego entuzjazmu.

I właśnie tego entuzjazmu zabrakło naszym piłkarzom w meczu z Austrią. Oczywiście brak entuzjazmu to nie jest główny powód porażki w tym meczu. Rywal był od nas zdecydowanie lepszy, szybszy i lepiej operował piłką. Można powiedzieć, że nóżka u nich chodziła. U nas nie było żadnej radości z gry, była smutna kopanina, która skończyła się jak to w meczu o życie bywa tym, że trzeci mecz zagramy już o nic. Oczywiście z konieczności napisać trzeba, że jakieś tam momenty dobrej gry były, ale jakieś tam dobre momenty nie wystarczą nawet w Fortuna 1.Lidze do awansu, a co dopiero w takiej imprezie.

Mógłbym oczywiście napisać typową relację z tego meczu, że w minucie tej – ten podał do tego, a tamten do tamtego. Ten ładnie strzelił, a tamten jeszcze ładniej obronił, ale jaki to ma sens? Jak było – każdy widział.

Warto zauważyć, że zazwyczaj na poważnych imprezach kończy się tak samo. Oczywiście są wyjątki, które tylko potwierdzają regułę. Nasza reprezentacja nie pasuje do poważnej piłki. Pewien znajomy, który choć w piłce mocno osadzony nie jest – ma zawsze bystre oko do tych spraw. W 29. minucie meczu przysłał mi SMSA o treści:

To jest tragedia. Nikt na świecie nie gra tak wolno jak nasi.

Jarosław Borkiewicz

I tak rzeczywiście jest. Wcześniejszy mecz Słowaków z Ukrainą był tego najlepszym przykładem. Wszystko tam było szybciej, choć obie te reprezentacje do hegemonów kopanej też nie należą.

Nie da się nas poważnie traktować. Poważna europejska piłka – to nie jest piłka w naszym wykonaniu. Nie będę pastwił się nad poszczególnymi piłkarzami i wymieniał ich z nazwisk. W meczu z Austrią zawalili praktycznie wszyscy. W innym meczu zawalą jeszcze inni i tak w koło.

Na salonach trzeba bywać…

takimi słowami zaczął swój monolog Dariusz Szpakowski. Zaczął go o dziwo późno, bo dopiero w doliczonym czasie gry. Zazwyczaj te przemowy włączają mu się koło 70.minuty. I choć wywód nie był tak mocny i dosadny jak po pamiętnym biciu od Słoweńców, którzy zabrali nam Mundial to było w nim dużo prawdy. Mecz z Holandią, choć przegrany to wlał w nasze serca dużo wiary, że można z lepszymi grać w piłkę jak równy z równym. Z Austrią już wszystko wróciło do normy, a Stary Kontynent nie patrzy na nas z zafascynowaniem. Do domu zapewne wrócimy z zerowym dorobkiem punktowym i zapewne dwoma golami zdobytymi. Tych straconych będzie znacznie więcej. Nikt po takiej drużynie tęsknił nie będzie.

Smutne jest też to, że w zasadzie nie ma znaczenia czy na ławce mamy charyzmatycznego i ładnie ubranego trenera z Polski czy zmęczonego i wypalonego zawodowo starca z Półwyspu Iberyjskiego. Efekt końcowy – taki sam.

Dariuszowi Szpakowskiemu w tym monologu o bywaniu na salonach zabrakło jednego zdania. Bywać jak powiedział trzeba, ale zapomniał dodać, że na salonach potrzebni są kelnerzy. Na salonach w Niemczech to my nimi jesteśmy. Nie Gruzja, czy świetnie grająca w piłkę Albania, a właśnie nasza kadra. I ktoś może powiedzieć, że poziom piłki w Europie się wyrównał i już nie ma słabych drużyn. Niestety są.

Problemy polskiej piłki

Przyczyn tej porażki jest mnóstwo. Można sypać z rękawa i rzucać nimi od samego morza, aż po Tatry. Nie będzie nigdy silnej reprezentacji kraju jak struktury naszej piłki są – jakie są. Ryba psuje się od głowy i na wiele spraw nie mamy wpływu, ale mamy wpływ na to co obok nas. Więc drodzy Czytelnicy rozejrzyjcie się po Waszej okolicy i popatrzcie jak w niej zorganizowana jest piłka. Tam znajdziecie wiele odpowiedzi na pytanie dlaczego znów się nie udało?

Ja mogę popatrzeć na Olkusz i jego okolice. I niech na niego popatrzą wszyscy z tego powiatu, którym dobro tej dyscypliny leży na sercu. Można trwać w przekonaniu, że do społecznej pracy nikt się nie garnie i udawać, że jest dobrze. Marazm, który trawi naszą ukochaną dyscyplinę. Nie ma zdrowej piłki amatorskiej, a bez tego nie będzie sukcesów w tej profesjonalnej. Za niespełna rok czasu – wybory do struktur piłkarskich związków. Tych wojewódzkich i lokalnych rzecz jasna. Wszystko w rękach ludzi, którzy w klubach na co dzień często pokazują, że można. Tajemnicą poliszynela jest to, dlaczego nie można wprowadzić zmian na tej niwie. Wszyscy wiedzą jak jest, ale nikt o tym głośno nie mówi. Chory układ trwa, a cierpi na tym tylko piłka nożna.

I choć zdania nie powinno się zaczynać od no.

No i potem właśnie jako pierwsi żegnamy się w turniejem. Możemy się oczywiście pocieszać, że to przez remis w meczu Francji z Holandią, ale to zwykłe zakłamanie. Żegnamy się przez własną beznadzieję, którą sami każdego dnia rzeźbimy na lokalnych i krajowych podwórkach. Nie pasujemy do poważnej piłki.

Z Piłką w Sercu (ST)

***

21.06.2024r. Berlin, godzina 18:00 Mistrzostwa Europy

Polska – Austria 1:3 (1:1)

Bramki 0:1 Gernot Trauner (9), 1:1 Krzysztof Piątek (30), 1:2 Christoph Baumgartner (66), 1:3 Marko Arnautović (78-karny)

Sędziował Halil Umut Meler (Turcja)

Żółte kartki Slisz, Moder, Lewandowski, Szczęsny (Polska) – Wimmer, Arnautović (Austria)

Widzów 69.455

Polska Szczęsny – Bednarek, Dawidowicz, Kiwior – Frankowski, Zieliński (87. Urbański), Slisz (75. Grosicki), Piotrowski (46. Moder), Zalewski – Piątek (60. Świderski), Buksa (60. Lewandowski).

Austria Pentz – Posch, Trauner (59. Danso), Lienhart, Mwene (63. Prass) – Baumgartner (81. Schmid), Seiwald, Grillitsch (46. Wimmer), Laimer, Sabitzer – Arnautović (81. Gregoritsch).

ST
ST