Chwilę przed północą znaliśmy już wszystkie drużyny półfinałowe tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. Wczorajsze mecze spokojnie w fotelach oglądało PSG i BVB. Na ekranie mogli podziwiać Manchester City, który po wyczerpującym boju uległ po serii rzutów karnych Królewskim z Madrytu, zaś Bayern pokonał Arsenal 1-0.
Wyrachowani Królewscy
Pierwszy mecz pomiędzy Realem Madryt a Manchesterem City przejdzie do kanonów historii gier LM, jako jeden z najlepszych i najbardziej emocjonujących batalii ćwierćfinałowych. Wczorajsza potyczka taka nie była. To spotkanie przypominało cierpiącego pacjenta, który czeka na zabieg ratujący życie.
Bramka dla Realu padła w 12. minucie. Nieudana pułapka ofsajdowa Citizens, następnie sprint Viniciusa, który znajduje w polu karnym Rodrygo. Pierwsza próba Brazylijczyka została obroniona przez Edersona – przy dobitce był już bezradny. Trzeba zaznaczyć, że przy tym golu bardzo biernie zachowali się obrońcy angielskiego zespołu. Od tego momentu dominował jeden klub – Manchester City. Królewscy byli skupieni na zwartych szykach defensywnych. Stąd, nie było to piękne widowisko, jak przed tygodniem.
Obywatele próbowali, ale na posterunku wiele razy stawał kapitalny tego dnia Andriej Łunin. Pierwsza zmiana w tym meczu miała miejsce w 72. minucie, kiedy to na boisku pojawił się skrzydłowy – Jeremy Doku. Właśnie on, 240 sekund później przeprowadził najważniejszą akcje dla City w tym meczu. Minął Ferdinanda Mendy’ego, po czym dograł futbolówkę do swojego rodaka – Kevina de Bruyne. Ten z bliskiej odległości nie dał szans ukraińskiemu bramkarzowi. Mieliśmy 1-1. Rudowłosy magik z Gandawy powinien chwilę później mieć na koncie drugie trafienie, lecz minimalnie chybił. Piłkarze musieli zagrać dodatkowe 30 minut, w których nie działo się szczególnie wiele.
Cierpiący pacjent podłączony pod kroplówkę odmierzał minuty do finalnego zabiegu. O rozstrzygnięciu musiały zdecydować rzuty karne, w których górą byli Królewscy z Madrytu, wygrywając tę próbę nerwów 4-3 (chybili: Bernardo Silva, Mateo Kovacic i Luka Modrić). Los Blancos pokazali po raz kolejny, że potrafią wyjść z każdego rodzaju opresji. Nie ma dla nich rzeczy niemożliwych.
Zawodzący Kanonierzy
W drugim rozegranym tego dnia meczu Bayern pokonał Arsenal 1-0. Gola na wagę awansu zdobył Joshua Kimmich.
Przy okazji poprzednich meczów, pisaliśmy, że Champions League może uratować ten beznadziejny sezon monachijczyków. Bayern, od soboty może gratulować zdobycia tytułu Aptekarzom z Leverkusen. Przewrotność futbolu doskonale definiuje wynik tego dwumeczu. Bawarczycy mieli naprawdę bardzo słaby okres – na własnym podwórku przegrywali m.in. z Heidenheim i Bochum. Z drugiej strony – mieliśmy Kanonierów z długą serią zwycięstw i świetną dyspozycją. Przychodzi kluczowa faza sezonu i zaczyna objawić się „słynny gen Arsenalu”. Inaczej mówiąc – gen przegrywających. Za chwilę ucieknie im mistrzostwo, już stracili Ligę Mistrzów. Bawarczycy grają dalej i o finał zmierzą się w klasyku z Realem Madryt.







