Triumfy Carlitosa i Barbory z Brna

Po dwóch tygodniach ciągłego odbijania w małą żółta piłeczkę, wiemy już wszystko. W niedzielnym finale męskiego singla Carlos Alcaraz rozbił w pył Novaka Djokovicia, a w sobotę, w niespodziewanej potyczce – Barbora Krejcikova pokonała Jasmine Paolini.

Drugi skalp wybitnej deblistki

Urodzona w Brnie tenisistka, do pierwszego zdobytego skalpu wielkoszlemowego w Roland Garros 2021, dołożyła drugie zwycięstwo w Wimbledonie 2024. Jeśli weźmiemy pod lupę wszystkie panie, które łączą grę singlową razem z tą w parach, to najlepsza w tym momencie jest bez wątpienia Barbora Krejcikova.

Razem z Kateriną Siniakową, sympatyczna czeska tenisistka wygrały siedem turniejów wielkoszlemowych oraz były najlepsze na olimpiadzie w Tokio w 2020 roku. Jest to wynik imponujący, który najpewniej zostanie jeszcze poprawiony. Za rogiem igrzyska w Paryżu, nie trzeba pisać, kto jest głównym faworytem do triumfu. Tenis Barbory cechuje się niezwykłą wszechstronnością. Inaczej mówiąc – zagra wszystko. Posiada bardzo dobry serwis, nie „wymięka” w wymianach, „czyści” przy siatce, wszystkie kąty tenisowe są jej doskonale znane. Naprawdę, nie ma się do czego przyczepić.

Jasmine, ni stąd, ni zowąd

29-letnia tenisistka z Czech nie była wymieniania w gronie faworytek do wygrania londyńskiej imprezy. Podobnie jak Jasmine Paolini – znalazła się w finale w sposób niespodziewany. Filigranowa włoska tenisistka osiągnęła dwa finały Wielkiego Szlema z rzędu. Brzmi to absurdalnie i niesłychanie, ale zostało to dokonane przez tenisistkę, która wcześniej nigdy nie wygrała meczu w głównej drabince Wimbledonu. Mimo że miała aż sześć podejść.

Tenisistka urodzona w Toskanii jeszcze rok temu była bardzo solidna, jednak jej gra nie charakteryzowała się niczym specjalnym. Typowa zawodniczka z top 100, która jest bardzo poprawna w każdym elemencie tenisowego rzemiosła, ale nic ponad to. Obecnie? Maszynka czy bardziej „ściana” do odbijania, biegająca po linii końcowej niczym kenijski maratończyk, w której zakochany jest niemal każdy, kto chociaż raz przebił żółtą piłeczką przez siatkę. Naprawdę, niedużo trzeba, żeby spojrzenie na zawodniczkę obróciło się o 180 stopni.

Oczywiście, trzeba dodać, że kobiecy tenis jest nieprzewidywalny, jednak są pewne granice. Półfinałowego zestawienia Donny Vekic z Jasmine Paolini nie byłby w stanie przewidzieć nawet Robert Bernatowicz w szczytowej formie. Okazało się, że to spotkanie było jednym z lepszych w całym londyńskim czempionacie. Nie ma w tym krzty kurtuazji i przesady, mimo dużej sympatii do obu zawodniczek.

Minęły czasy królowej Sereny Williams. Obecnie mamy na szczycie Igę, która nie czuję się do końca dobrze na przystrzyżonej londyńskiej trawce. Jest to szansa dla innych zawodniczek jak również zaprzeczenie teorii o dominacji w kobiecymi tenisie. Mamy w roku cztery duże turnieje, jak i dużo tych mniej istotnych. Wygranych jest wiele, nigdy nie wiadomo, kto akurat trafi z formą i będzie tego dnia czy tygodnia najlepszy.

Pokazują to doskonale dwa ostatnie osiągnięcia tenisistki z Włoch, która nagle „wypłynęła” ni stąd, ni zowąd. Na marginesie, trzeba odnotować, że matka Jasmine jest Polką. Paolini całkiem sprawnie włada językiem polskim, stąd grono fanów w kraju nad Wisłą powiększyło się po londyńskim turnieju jeszcze bardziej.

Perfekcyjny finał Carlitosa

O ile sobotni finał kobiecy był spektaklem wyrównanym, to każdy kibic włączając niedzielny mecz, miał nadzieję, że nie dozna rozczarowania. Efekt był z goła odmienny. Oglądaliśmy znęcania się młodszego nad starszym. Pokaz siły w indywidualnej dyscyplinie sportu, która była okrutna dla jednego z najwybitniejszych w historii.

Novak Djokovic był tego dnia bez najmniejszych szans. Londyński finał trwał niecałe dwie i pół godziny, co jest jednym z rekordów, jeśli chodzi o najkrótszy rozstrzygający mecz turnieju wielkoszlemowego. Były pewne momenty niepokoju pod koniec trzeciego seta, ale wszystko skończyło się bez jakiekolwiek historii. 6-2, 6-2, 7-6, ceremonia wręczenia nagród i do hotelu.

Dwa pierwsze sety nie przypominały finału Wielkiego Szlema. Wyglądały jak niesprawiedliwa potyczka między tym mającym ogromną siłę i bak pełny paliwa a tym zmęczonym, schodzącym powoli ze sceny z mrugającą rezerwą. Można było odnieść wrażenie, że to pojedynek 2. rundy, a nie mecz decydujący o końcowym triumfie.

Carlitos został okrzyknięty złotym dzieckiem bardzo szybko. Od pierwszego dnia w rywalizacji musiał mierzyć się z porównaniami do największego Hiszpana w historii, który całkiem sprawnie władał tenisową rakietką, Rafaela Nadala. Jak dotąd – ma cztery zdobycze wielkoszlemowe w wieku 21 lat.

Droga do trójki najwybitniejszych w tej dziedzinie jest bardzo długa i kręta. Alcaraz ma jednak wszystko, żeby być dominatorem w męskim tenisie w najbliższych kilkunastu latach. Czy tak będzie? Jest to wielce prawdopodobne, jest jednak dużo zmiennych, które mogą te plany pokrzyżować. Przed nami bez wątpienia ciekawe czasy w męskim tenisie.

Drugi tytuł dla tajwańsko-polskiej pary

Ogromne słowa uznania należą się także dla najlepszego polskiego deblisty – Jana Zielińskiego, który razem z artystką tenisa urodzoną w Azji, Su-Wei Hsieh wygrali londyńską imprezę w mikście.

Ta odmiana gry nie jest oczywiście tak popularna jak rozgrywki singlistów, co nie zmienia faktu, że Polska ma obecnie wielki powód do dumy, mając w swoich szeregach dwukrotnego mistrza Wielkiego Szlema.

Z Piłką w Sercu (Kowal)

kowal
kowal