Sabalenka i Alcaraz triumfują w Nowym Jorku

Za nami dwa tygodnie świetnej gry w tenisa. Wczoraj o 23.30 wiedzieliśmy już wszystko. Carlos Alcaraz pokonał Janika Sinnera, sięgając po swój 6. tytuł wielkoszlemowy. Dzień wcześniej, Aryna Sabalenka nie dała większych szans Amandzie Anisimowej, wygrywając pierwszy tytuł WS w tym roku.

Carlitos

Reilly Opelka, Mattia Bellucci, Luciano Darderi, Artur Rinderknech, Jiri Lehecka, Novak Djoković, Janik Sinner – to nazwiska, które stanęły na drodze po tytuł Carlosa Alcaraza. Przed wielkim finałem jego mecz w tym turnieju trwał średnio niecałe 2 godziny. Co więcej – w sześciu potyczkach, Hiszpan nie stracił ani jednego seta, tracąc zaledwie dwa razy swoje podanie. Te statystyki mówiły o jednym – Carlos znajduje się w wybornej formie. Pozostał drobny szczegół, pewien wysoki Włoch, niedoszły narciarz, Janik Sinner. Panowie mają za sobą już sześcioletnią historię zaciętych batalii. Biorąc pod uwagę, że jeden z nich ma 22, a drugi 24 lata – ta saga dominacji tych dwóch wybitnych tenisistów potrwa jeszcze „chwilę”. Tak, mamy ogromne szczęście oglądając te czasy, wypełniając nam lukę po trójce mistrzów (Federer, Nadal, Djoković).

Nie mamy żadnych wątpliwości, że Alcaraz i Sinner będą rozdawać karty na tenisowej scenie w najbliższej dekadzie. Oczywiście, ktoś raz na jakiś czas wyskoczy i sprawi niespodziankę, przy słabszej dyspozycji dnia ww. dwójki. Półfinał Djoković – Alcaraz był pewnego rodzaju klamrą, która pokazała, że serbski mistrz nie ma szans z tak grającym Carlitosem. Zresztą to właśnie powiedział Nole po meczu – ten pociąg już odjechał – ta „cholerna dwójka” jest po prostu za mocna. 18 sierpnia w Cincinnati mieliśmy małą zapowiedź, jaki może być finał na kortach kompleksu Flushing Meadows. Finał Sinner – Alcaraz potrwał zaledwie 23 minuty i przy stanie 5-0 Włoch poddał mecz. Oglądając początek wczorajszego finału wiedzieliśmy jedno – to będzie wieczór Carlitosa.

Można się rozpływać godzinami nad jego grą, która jest wciąż usprawniana o detale. Fantastyczny sztab trenerski z byłym wspaniałym tenisistą Juanem Carlosem Ferrero, cały czas pracuje nad wyższą jakością produktu, który już jest dopracowany niemal do perfekcji. Przypominając sobie grę Ferrero, pierwsze co nam przychodzi do głowy, to elegancja, dostojność, szybkość. Jego pseudonim El Mosquito (ang. „Komar”) nie wziął się znikąd. Widać, że duet Alcaraz – Ferrero jest niezwykle zgrany – ten pierwszy przenosi to wszystko na prostokątny kort. Bajkowa gra z głębi, coraz lepszy serwis, akrobatyczny stop-wolej z bekhendu – nie ma najmniejszego problemu, to wszystko wykonuje z „zamkniętymi oczami”. To też widzieliśmy wczoraj. Patrząc na niektóre wybitne akcje łapaliśmy się za głowę – to się po prostu OGLĄDA!

Włoch wczoraj nie był do końca sobą, ale nie dziwimy się – mając po drugiej stronie siatki takiego „robota”, można się łatwo zniechęcić. Wszystko, na co było stać Sinnera to wygrany set nr 2. To tylko rozsierdziło Carlitosa, który w partii nr 3 wszedł po raz kolejny na Himalaje swojej gry, wygrywając 6-1 w 30 minut! Czwarty set to pełna kontrola hiszpańskiego mistrza. Ostatecznie na tablicy wyników ujrzeliśmy: 6-2, 3-6, 6-1, 6-4. 6. tytuł Wielkiego Szlema trafił w ręce Carlitosa Alcaraza. 2 zwycięstwa w Paryżu, dwa w Londynie, od wczoraj dwa w Nowym Jorku. Teraz czekamy na Melbourne, które jest jak na razie przeklęte dla geniusza z El Palmar (nie przeszedł do tej pory etapu 1/4 finału). Jesteśmy przekonani, że ta tendencja niebawem się zmieni.

Aryna

Sobotni finał pomiędzy Aryną Sabalenką, a Amandą Anisimową zapowiadał się niezwykle ciekawie. Poziom gry w tenisa Białorusinki – to wiadomo, ale Amerykanka w ostatnich miesiącach udowadnia, że już coraz mocniej puka do drzwi z tabliczką „czołówka”. Pokaz tej siły widzieliśmy szczególnie w meczach ćwierćfinału i półfinału, gdzie Amanda pokonała Igę Świątek i Naomi Osakę – obie te partie były niezwykle wyrównane, w obu nerwy ze stali w końcówkach zachowała Amerykanka. Przegrany finał wimbledoński podziałał bez wątpienia mobilizująco na 24-letnią tenisistkę. Jeśli chodzi o sobotę, musiała uznać wyższość Aryny Sabalenki. Białorusinka na „nowojorskiej ziemi” grała w tym turnieju jak opętana. Oczywiście, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Mamy wrażenie, że w momentach, kiedy pierwsza rakieta rankingu WTA wchodzi na wyżyny swojej gry – jest to coś nieosiągalnego dla całej reszty. Ona rozgrywa wtedy mecz sama ze sobą.

Kiedy pojawia się chwila zagrożenia – Aryna uruchamia atomowe uderzenia z forhendu – jest „pozamiatane”. W drugim secie sobotniego finału taka sytuacja miała miejsce w tiebreaku. Anisimowa niby wróciła do meczu, jednak wtedy Białorusinka wrzuciła wyższy bieg. Za chwilę podnosiła już puchar zwyciężczyni. Zdobywając tym samym swój 4. tytuł wielkoszlemowy. Do dwóch skalpów w Australian Open, dorzuciła drugie zwycięstwo na kortach w dzielnicy Queens, broniąc ubiegłorocznego tytułu.

Polacy

Z czego zapamiętamy turniej, jeśli chodzi o grę biało czerwonych? Z całą pewnością będzie to dreszczowiec w wykonaniu Kamila Majchrzaka przeciwko Kharenowi Chaczanowowi. Niestety, mamy również przed oczami smutek w oczach po zejściu z kortu w potyczce z Leonardo Riedim, kiedy Polak nie był w stanie normalnie grać ze względu na kontuzję mięśni międzyżebrowych. Koniec końców, Majchrzak awansował dzięki temu sukcesowi na 62. miejsce w rankingu ATP, co jest jego życiowym osiągnięciem. Przypomnijmy, że 20 miesięcy temu Kamil nie miał rankingu i musiał wspinać się przez wszystkie szczeble tenisowych peryferii, błąkając się po afrykańskich obiektach. Obecnie? Ma niezwykły komfort planowania startów oraz pewną drabinkę w turniejach wielkoszlemowych. Piękna droga z piekła do nieba na przełomie niespełna dwóch sezonów. Wielkie ukłony aż po same kolana dla tego chłopaka.

W przypadku kobiet – zapamiętamy ćwierćfinał Igi w singlu, finał w mikście oraz trzecią rundę Magdaleny Fręch, dla której to już norma i nikogo nie może dziwić. Na pewno martwi dyspozycja w turniejach wielkoszlemowych Magdaleny Linette, która od dwóch lat nie wygrała w nich meczu. Półfinał w Melbourne w 2023 pokazał ogromny potencjał tej dziewczyny, obecnie coś się nie zgadza w jej tenisie. Oczywiście wierzymy, że ta karta niebawem się odwróci. Na koniec musimy wspomnieć o triumfie Mai Chwalińskiej w turnieju WTA 125 w Montreux, gdzie Polka zdominowała rywalki, tracąc zaledwie jednego seta w całym tygodniu zmagań. Jest to tenisistka, której szczególnie kibicujemy, bo gra piękny dla oka techniczny tenis, pokazując nie raz, że jest w stanie rywalizować z najlepszymi. Dodatkowo, to bardzo skromna dziewczyna, która wszystko zawdzięcza swojej ciężkiej pracy. Maja obecnie jest 133. rankingu w WTA z widokami na zaatakowanie top 100 do końca roku.

Marzy nam się, aby w przyszłym roku cztery polskie tenisistki miały zagwarantowane udział w turniejach Wielkiego Szlema – jest to jak najbardziej możliwe. Póki co, jako entuzjaści największych turniejów, uzbrajamy się w cierpliwość i czekamy na Melbourne 2026.

Z Piłką w Sercu (Kowal)

kowal
kowal

Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta