Już dzisiaj na korcie centralnym londyńskiego Wimbledonu odbędzie się wielki finał turnieju kobiet. O godzinie 17.00, po przeciwnych stronach siatki staną: Iga Świątek oraz Amanda Anisimowa.
Przed rozpoczęciem tegorocznych zmagań na brytyjskiej trawce, przy bilansie polskiej tenisistki widniały cyferki 11-5. Najlepszym osiągniętym wynikiem Igi nad rzeką Tamizą był ćwierćfinał w 2023 roku. Biorąc pod uwagę słabszą formę w ostatnich miesiącach, trudno było o optymizm przed tegoroczną edycją Wimbledonu.
Postawa Świątek na kortach trawiastych od zawsze była dla nas zagadką. Dobrze się porusza, ma świetny serwis, nie mówiąc o zabójczym forhendzie. Dlaczego więc ta szybka nawierzchnia nie do końca odpowiada polskiej tenisistce? Oglądając grę Igi w tym turnieju, mamy wrażenie, że czuje się tutaj wyśmienicie. Pokonuje kolejne rywalki bez większych problemów, prezentując świetny, bezkompromisowy tenis. Kolejno: Polina Kudiermietowa, Caty McNally, Daniele Collins, Clara Tauson, Ludmiła Samsonowa, Belinda Bencić – sześć tenisistek musiało uznać wyższość najbardziej utytowanej rakiety z Polski. Można w końcu dostrzec „rękę” nowego trenera Igi. Taktyka wydaje się nieco różnić od tej, którą oglądaliśmy w ostatnich miesiącach.
Świątek stanie za kilka godzin przed ogromną szansą zdobycia 6. tytułu Wielkoszlemowego. Jej dotychczasowy bilans z finałów to 5-0 (4x Roland Garros, 1x Australian Open). Jej plany postara się pokrzyżować 23-latka reprezentująca Stany Zjednoczone, Amanda Anisimowa. Dla 13. tenisistki rankingu WTA to największy sukces w karierze. Do tej pory może poszczycić się jednym półfinałem Wielkiego Szlema (RG 2019). Wtedy mogło się wydawać, że do tenisa wchodzi nowa, wielka gwiazda, która w wieku 17 lat już mocno puka do czołówki bez żadnych kompleksów. Obiecująco rozwijającą się karierę gwałtownie przerwała śmierć ojca, która nastąpiła kilka miesięcy po jej znakomitym występie w Paryżu. Ta tragedia wydarzyła się tuż przed US Open, z którego – rzecz jasna – się wycofała.
Do gry powróciła w kolejnym sezonie, jednak jej występy w największych turniejach kończyły się zazwyczaj na pierwszym lub drugim meczu. Coś w niej ewidentnie pękło – to już nie była ta nastolatka z iskrą w oku. Nie może to oczywiście dziwić, kiedy nagle odchodzi najbliższa osoba. Ojciec prowadził karierę Amandy od samego początku. Pełnił funkcję trenera, będąc z nią podczas każdego turnieju. Ich relacja była wyjątkowa.
W trakcie kolejnego sezonu zaskoczyła cały świat wyznaniem problemów psychicznych: „Od lata 2022 roku zmagam się ze zdrowiem psychicznym i z wypaleniem. Przebywanie na turniejach stało się nie do zniesienia”. Po kilku miesiącach przerwy wróciła do gry z werwą i uśmiechem na ustach. Z perspektywy czasu decyzja o rozbracie z żółtą piłeczką była strzałem w dziesiątkę.
Odpoczęła duchowo, na nowo potrafiła cieszyć się grą, znowu pojawiła się ta iskra w oku. Chwilę później wygrała duży turniej w Dosze. Obecny rok w wykonaniu tenisistki rosyjskiego pochodzenia jest solidny. Najlepszy wynik osiągnęła na kortach popularnego Queen’s Clubu, w Londynie, gdzie zameldowała się w finale (po raz 6. w turniejach rangi WTA).
Anisimowa od tego pamiętnego Rolanda Garrosa w 2019 roku zawsze miała łatkę niezwykle groźnej tenisistki. Kiedy ma „swój” dzień, to może wygrać z każdym. Jej głównym atutem jest wszechstronność, uderza w żółtą piłeczkę z niezwykłą siłą. Mecz półfinałowy z Aryną Sabalenką jest tego dowodem. Wracając do poprzedniego zdania, właśnie, może wygrać z każdym. Po morderczym, trzysetowym boju, pokonała najlepszą tenisistkę rankingu WTA, która mogła dokonać czegoś historycznego, dochodząc do 4. kolejnego wielkoszlemowego finału. Taka sztuka udała się na wcześniej tylko jednej osobie – królowej tenisa, Serenie Williams. Amanda zagrała niesamowity mecz, pokazując, że wchodząc na wyżyny swojej gry, nie ugina się przed nikim. Strach? To słowo nie istnieje w słowniku amerykańskiej zawodniczki.
Z powyższej laurki wynika, że dzisiejszy finał nie będzie spacerkiem dla polskiej tenisistki. Choć to może brzmieć banalnie, w tym przypadku naprawdę wszystko jest możliwe. Kiedy spotykają się dwie tenisistki w tak wysokiej formie, zdecyduje dyspozycja dnia. Możemy być pewni jednego – to będzie tenisowa uczta. Sobota, 17.00, korty Wimbledonu oraz anteny Polsatu.


Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta