Dzień, który zapisze się złotymi zgłoskami w historii polskiego sportu. Iga jak Fraulein Forehand

Najpierw Iga Świątek, nasza mistrzyni z Raszyna, w finale Wimbledonu zagrała tenis, który na długo pozostanie w pamięci fanów. Amanda Anisimova była bezradna wobec precyzji, siły i determinacji Polki. Ten mecz można i trzeba porównać do innej wielkiej mistrzyni – Steffi Graf.

fot. Getty Images

Niemka przez lata była synonimem tenisowej perfekcji, a jej legendarny „Golden Slam” z 1988 roku do dziś budzi respekt. Miałem wtedy 3 lata, nic z tego nie pamiętam, ale z opowieści innych bije magia. To właśnie wtedy Graf w finale Rolanda Garrosa w 1988 roku zdeklasowała Natashę Zvereva 6:0, 6:0 – rozbijając rywalkę w zaledwie 34 minuty. Była jedyną, która wygrała finał wielkiego szlema bez straty gema. Właśnie – była.

Najpotężniejszy forhend w historii tenisa

Dzisiaj Światek wynik wielkiej „Fraulein Forehand” powtórzyła. To właśnie o Graf mówiło się, że ma najpotężniejszy forhend w historii tenisa. Iga rywalkę rozniosła w pył. Każdy gem, każdy punkt, każdy return – wszystko układało idealnie. Świątek potwierdziła, że jej miejsce jest na tenisowym Olimpie. Grała jak lepsza wersja Graf, taka 2.0. Była szybka jak błyskawica i niesamowicie precyzyjna.

fot. Wimbledon/FB

Amanda Anisimova starała się podjąć walkę, ale przy polskiej dominacji momentami wyglądała jak kadra Probierza w starciu z Portugalią. Nie było co zbierać.

To porównanie z Graf nie jest przesadzone. Świątek ma w swoim tenisowym arsenale wszystko by dorównać wielkiej Stefani. Dziś dała pokaz siły, który z pewnością przejdzie do annałów światowego tenisa.

Historyczne zwycięstwo na Euro

Tymczasem, podczas gdy w Londynie odbijały się echa triumfu naszej damy kortów, w innym zakątku Europy nasze piłkarki pisały własną historię. Skazywane na pożarcie w każdym z trzech meczów na szwajcarskiej ziemi, w tym ostatnim nie dały się rywalkom. W meczu z Danią w ramach mistrzostw Europy Polki odniosły zasłużone zwycięstwo. Z grupy oczywiście nie wyszły, ale to jak kopią futbolówkę – napawa optymizmem. Każde z tych trzech spotkań oglądało się dobrze. Dziewczyny pokazały, że kobieca piłka w naszym kraju zmierza w dobrym kierunku.

fot. Łączy nas piłka kobieca

To nie jest zwykły dzień. To święto polskiego sportu. Świątek i piłkarki przypominają nam wszystkim, jak smakuje radość z sukcesu. W czasach, gdy panowie piłkarze karmią nas dziadostwem, porażkami i aferami taki dzień jak ten jest po prostu potrzebny. I fajnie, że te dwa wydarzenia przyćmiły wszystkie inne. Iga Świątek, Natalia Padilla, Ewa Pajor, Martyna Wiankowska i inne dziewczyny choć na chwilę przeniosły nas w czasy Małysza i chłopców Kazia Górskiego, gdzie zwycięstwo było na porządku dziennym, a porażka traktowana była jak niespodzianka.

ST
ST

Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta