Czy Wisła złapie kroki walca? Rapid przylatuje do Krakowa

Już jutro, o godzinie 18.00 na Stadionie Miejskim im. Henryka Reymana Wisła ugości najbardziej utytułowany austriacki klub, popularnych „Rekordmaister”, czyli po prostu Rapid Wiedeń.

Die Rekordmaister

O ile los był łaskawy dla Wisły w 1. rundzie eliminacji, gdzie kulka miała w środku nazwę FK Llapi, o tyle ciężko było nie trafić na poważną markę w kolejnym etapie tej zabawy. Klasa kolejnego rywala „Białej Gwiazdy” jest nieporównywalnie większa, to w końcu 32-krotny mistrz Austrii, pochodzący z miasta wirtuoza Wolfganga Amadeusza Mozarta. Wiedeńczycy posiadają największą bazę kibicowską w kraju oraz słyną ze świetnej akademii, doskonale zaopatrującej kadry młodzieżowe. Faworyt tej rywalizacji jest jeden, i nie ma co się czarować – każde inne rozstrzygnięcie tej rywalizacji niż pewny awans najbardziej utytułowanego austriackiego klubu, będzie niespodzianką.

Zeszły sezon w wykonaniu rywala Białej Gwiazdy był średni. Dopiero rzutem na taśmę udało im się zająć 4. miejsce w lidze, które uprawniało do 2. rundy eliminacyjnej Ligi Europy. W trakcie kampanii 2023/2024 Rapidowi nie udało się dostać do fazy grupowej europejskich pucharów, gdzie w decydującej batalii lepszy okazał w się późniejszy finalistą, sama wielką Fiorentina. Popularni „Rekordmaister” wygrali nawet pierwszy mecz u siebie, lecz w rewanżu polegli 2-0 i zakończyli przygodę pucharową w sierpniu.

Ze względu na słabe wyniki – w trakcie poprzedniego sezonu nastąpiła w zespole zmiana dowodzącego – za Zorana Barisicia przyszedł Robert Klauss. Jest to młody szkoleniowiec z niemieckiej szkoły, który zbierał pierwsze szlify w RB Lipsk, aby następnie prowadzić przez dwa sezony FC Nürnberg.

W tym w roku mija 125 lat istnienia tego zasłużonego klubu. Cel na ten sezon jest jasny – gra jesienią na trzech frontach. Najbardziej rozpoznawanym zawodnikiem Rapidu jest kojarzony z boisk Bundesligi, doświadczony napastnik – Guido Burgstaller. Za innych kluczowych piłkarzy uważa się wychowanego w „Czerwonej Gwieździe” z Belgradu, stopera – Nenada Cvetkovicia oraz sprowadzonego do środka boiska przed obecnym sezonem magika z Mali, Mamadou Sangare, który został ściągnięty do Austrii przez RB Salzburg, słynącego ze znakomitej siatki skautingowej w Afryce.

Co słychać w Wiśle?

„Biała Gwiazda” w starciach z kosowskim FK Llapi szczególnie się nie spociła, jednak widoczne były pewne braki. Mowa tutaj głównie o bocznych strefach boiska, gdzie grali Angel Baena czy Mateusz Młyński. Nie są to piłkarze gwarantujący stały i solidny poziom, a co najwyżej zapewniający pojedyncze przebłyski. Poza tym głównie irytują. Nie może dziwić zatem fakt, że w tym tygodniu do Wisły dołączyło dwóch nowych zawodników, którzy są właśnie skrzydłowymi.

Obaj piłkarze parafowali dwuletnie umowy z opcją przedłużenia o kolejny rok. Tamas Kiss jest filigranowym i przebojowym skrzydłowym, najlepiej czującym się schodząc z prawej strony do środka. Poza tym jest szybki i lubi grę 1 na 1. Węgier występował przede wszystkim na własnym podwórku, gdzie rozegrał 148 gier, notując 10 goli i 15 asyst. Zaliczył także dwa mecze w kadrze narodowej, w tym jeden z nich przeciwko Polsce.

Z kolei Portugalczyk Federico Duarte przychodzi ze słonecznej Grecji, w której rozegrał pięć sezonów. Jego bilans w trakcie tego pobytu to 127 meczów, 10 bramek i 7 asyst. Jest to wszechstronny piłkarz mogący zagrać na wielu ofensywnych pozycjach. Czuje się bardzo swobodnie z piłką przy stopie, bo w końcu wychował się szkółce Sportingu.

Trzeba powiedzieć sobie jasno, że statystyki obu panów nie powodują, że nieświadomy kibic otworzy szeroko oczy i wystawi język z podziwu. Gdyby te bilanse były z jednego sezonu a nie pięciu, to żaden z tych graczy nie spojrzałby w kierunku Krakowa. Chyba że pod kątem spędzenia romantycznego weekendu z ukochaną. Rzeczywistość mamy, jaką mamy.

Patrząc na kraje, skąd panowie przyjeżdżają, możemy wywnioskować, że są to transfery nowego dyrektora sportowego Wisły, Vullneta Bashy. Z oceną oczywiście się wstrzymamy, bo na razie mamy jedynie ładne zdjęcia z prezentacji i garść statystyk. Weryfikacja zostanie przeprowadzona na zielonej murawie. Kibice Wisły mają jednak nadzieje, że będą to piłkarze bardziej pokroju Ivicy Illieva czy Gio Tsvitshiliego niż Momo Cisse czy Michaela Pereiry, o których mogą pamiętać jedynie panie z księgowości.

Jest niemal pewne, że jutrzejsze zawody obejrzy pełny stadion. W momencie kiedy pisana jest ta zapowiedź na liczniku widnieje liczba 28 261, a na lotnisku w Balicach wylądowali popularni „Die Rekordmaister”.

Bez wątpienia, jutro od godzin porannych będzie czuć pod Wawelem atmosferę pucharów. Ostatni raz dobry klub europejski przyjechał do Krakowa 12 lat temu i był to Standard Liege. Mecz zakończył się wynikiem 1-1. Co ciekawe, trenerem Wisły był wtedy Kazimierz Moskal. Jak będzie jutro? „Biała Gwiazda” ma niewiele do stracenia, bo mało kto oczekuje awansu. To powinien być główny i chyba jedyny atut gospodarzy.

Z Piłką w Sercu (Kowal)

***

18.00, 25.07.2024 r., Kraków

Wisla Kraków – Rapid Wiedeń

kowal
kowal