W meczu 32. kolejki Fortuna I ligi Wisła Kraków przegrała 3-4 z Lechią Gdańsk. Lider z Pomorza oficjalnie uzyskał promocję do najwyższej klasy rozgrywkowej, wybijając długimi fragmentami Białej Gwieździe futbol z głowy. Na boisku była widoczna różnica klasy. Kultura gry i jakość piłkarska była po stronie przyjezdnych.
Wisła przystąpiła do meczu z Lechią z trzema korektami w składzie w stosunku do poniedziałkowego boju w Sosnowcu – w miejsce: Szota, Carbo i Sobczaka – od pierwszej minuty na murawie zameldowali się Junca, Sapała i Goku. Gdańszczanie w tym meczu byli osłabienie brakiem podstawowej „9” Tomasa Bobcaka, w jego miejsce wskoczył Kacper Sezonienko. Na pierwszą dobrą okazje kibice licznie zgromadzenie przy ul. Reymonta 22 musieli czekać do 8. minuty, kiedy to dobrego podania Angela Rodado nie wykorzystał Goku. Jego strzał z bliskiej odległości został zablokowany.
W 20. minucie na skraju pola karnego Lechii Gdańsk został sfaulowany Jesus Alfaro. Sędzia Bartosz Frankowski nie miał wyjścia, musiał podyktować rzut wolny. Chwilę później Bohdan Sarnavskyi wyciągał piłkę z siatki, a 25 tysięcy ludzi zgromadzonych na trybunach było w euforii. Angel Rodado wykonał stały fragment gry perfekcyjnie, bramkarz z Ukrainy mógł co najwyżej odprowadzić futbolówkę wzrokiem. Było to 19. trafienie najlepszego w tym sezonie zawodnika Białej Gwiazdy.
Od początku meczu gospodarze wykazywali dużo żywiołowości w grze. Spotkanie rozpoczęli w stylu meczów pucharowych z rywalami ekstraklasowymi. Było widać, że przyjazd lidera Fortuna I Ligi podziałał na krakowian całkiem motywująco. Jeśli chodzi o przyjezdnych z Pomorza, mogliśmy dostrzec pewną kulturę gry, która jest prezentowana od początku sezonu. Szczególnie po stracie gola podopieczni Szymona Grabowskiego wrzucili wyższy bieg, co przyniosło ekspresowy efekt. W 32. minucie Maksym Chłań popisał się pięknym uderzeniem ze skraju pola karnego. Interweniujący Anton Czikczan był bez szans.
Bokserski pojedynek i karuzela w Zatorze
120 sekund później powinno być 2-1 dla Lechii, lecz stuprocentowej sytuacji nie wykorzystał Tomasz Neugebauer. W tym fragmencie spotkania Biała Gwiazda wyglądała jak bokser, które dostał dwa mocne ”podbródki” i podpiera się w narożniku, czekając na koniec rundy. Efektem tego były kolejne szanse dla Lechii. Ataki napędzał blond-włosy skrzydłowy z Ukrainy – Chłań, który robił z Bartoszem Jarochem na co tylko miał ochotę. Najpierw w poprzeczkę trafił Rifet Kapić, a chwilę później dobrej sytuacji nie wykorzystał najdroższy gracz zaplecza ekstraklasy – Camilo Mena.
Wisła ledwo trzymała się na nogach, ale niespodziewanie to ona strzeliła bramkę na 2-1. Piłka nożna nie zawsze jest sprawiedliwa, co widzimy dość często na polskich boiskach. Po rzucie rożnym – gola strzałem głową zdobył właśnie ten, który od początku meczu mógł się czuć jakby jechał na karuzeli w Energylandii w Zatorze – Bartosz Jaroch.
Była to bez wątpienia najbardziej interesująca pierwsza połowa rozegrana w tym roku na Reymonta. Kilka chwil po bramce Białej Gwiazdy, znowu do przodu ruszyli lechiści – a fatalną decyzję we własnym polu karnym podjął Joseph Colley, który wyciął gracza Lechii jakby odcięło mu „syki”. Gracz wychowany w Szwecji słynie z tego, że grając przez jakiś czas dobrze, musi odstawić jakiś numer. Nie byłby po prostu sobą. Rzut karny na gola zamienił Tomasz Neugebauer. Bartosz Frankowski za moment odgwizdał koniec tej niezwykle emocjonującej partii. Na tablicy wyników widniało 2-2.
Po przerwie Lechia znokautowała Wisłę
Obraz początku drugiej połowy nie różnił się wiele od tego, co widzieliśmy od 20. minuty tego spotkania – lepszy zespół wyraźnie zaatakował i obrońcy Wisły musieli czuć ciągłe zagrożenie. W 57. minucie w roli głównej wystąpił lewy obrońca Wisły, David Junca – sprokurował rzuty karny i wyleciał z boiska za drugą żółtą kartkę. Niestety, ta rola nie kwalifikuje się do akademii oskarowej, a jedynie na festiwal złotych malin. Za moment defensor z Hiszpanii schodził już do szatni, a rzut karny pewnym strzałem na gola zamienił po raz drugi tego dnia – Tomasz Neugebauer. Sytuacja wiślaków stała się nagle tragiczna.
W 71. minucie rajd prawą stroną przeprowadził Camilo Mena, mijając Alana Urygę, który stał jak wmurowany, nie wiedząc co się dzieje. Wystawił tylko bezwładnie lewą nogą w niewiadomym celu. Efektem tego slalomu było wyłożenie futbolówki do najlepszego zawodnika na boisku – Maksyma Chłania, któremu nie pozostało nic innego jak umieścić piłkę w pustej bramce. Wisła była w tym momencie na kolanach.
W 82. Joseph Colley pomyślał o Davidzie Junce, żeby nie było mu zbyt smutno samemu w szatni. Wyciął po raz drugi tego dnia piłkarza Lechii, który wychodził na czystą pozycję i Bartosz Frankowski nie miał wyboru – musiał sięgnąć po czerwoną kartkę.
Festiwal dziadostwa w liniach obrony
Obrońcy Wisły urządzili sobie tego dnia konkurs, kto będzie najgorszy. Poprzeczka była zawieszona na wysokości kostek. Bartosz Jaroch – raz po raz ogrywany jak zagubione dziecko przez Chłania, Alan Uryga – poruszający się jak wóz z węglem, spóźniony w prawie każdym pojedynku, a Joseph Colley i David Junca zaliczyli po sprokurowanym karnym i czerwonej kartce. Coś pięknego. Z taka formacją obronną można przenosić góry. Wisła grając w 9 wywalczyła jeszcze rzut wolny, po którym – uderzenie Angela Rodado obiło rękę jednego z obrońców Lechii. Decyzja mogła być jedna – rzut karny dla krakowian. Napastnik z Hiszpanii wykonał go bezbłędnie i trybuny po raz kolejny podniosły się do góry. Na zegarze widniała 89. minuta.

Biała Gwiazda zerwała się jeszcze w doliczonym czasie i nawet zakotłowało się pod bramką Sarnavskiego, ale wynik nie uległ zmianie. Lechia mogła wreszcie cieszyć się z upragnionego awansu do ekstraklasy. Zrobiła to w imponującym stylu, budując zespół na 5 minut przed rozpoczęciem sezonu. Wisła będzie do samego końca drżała o udział w barażach, nie mając wszystkiego tylko w swoich rękach.
Z Piłką w Sercu (Kowal)
***
Wisła Kraków – Lechia Gdańsk 3-4 (2-2)
Bramki: Rodado 19’, 89’, Jaroch 44′ – Chłań 32’ 71’, Neugebauer 45+3’, 58’
Wisła: Czikczan – Jaroch (Szot 59’), Uryga, Colley, Junca – Duda, Sapała (Gogół 68’) – Baena (Villar 59’), Goku (Satrustegui 59’), Alfaro (79’ Sobczak) – Rodado
Lechia: Sarnavskyi – Piła, Chindris, Olsson, Kałachur – Zhelizko, Neugebauer, Kapić – Mena, Sezonienko, Chłań
Żółte kartki: Junca, Uryga
Czerwone kartki: Junca, Colley
Sędziował: Bartosz Frankowski
Widzów: 25 327







