Les Bleus na rozchodne

Już dziś o godzinie 18.00 na Signal Iduna Park Orły Probierza rozegrają swój ostatni mecz na Euro. W szranki staną z nie byle kim, bo aktualnym wicemistrzem Świata – reprezentacją Francji.

Czy brak oczekiwań jest prawidłowym kierunkiem?

Przed niemiecką imprezą na palcach jednej ręki można było znaleźć śmiałków, który wróżyli sukcesy polskiej kadrze. Z czego to się wzięło? Na pewno przyczyn tej sytuacji było wiele. Większość osób, w tym my, pisaliśmy o bardzo realnej perspektywie trzeciego „meczu o honor”, ale z tyłu głowy jednak liczyliśmy po cichu na coś więcej. W końcu, w tym Euro występują 24 zespoły. Do fazy pucharowej wchodzi aż 16 z nich. No właśnie. Duża sztuką jest zatem pożegnanie się z zabawą, kiedy ona na dobre się nie rozpoczęła. Nie będziemy bawić się w matematyków, ale szanse na rychły koniec po dwóch meczach były na poziomie tego, że Polska zagra w finale.

Kadra Probierza skończyła szkolną dyskotekę w pewien listopadowy dzień, kiedy jeszcze się nie zaszło słońce. Postała chwilę pod ścianą, pokręciła się po korytarzu, skorzystała z toalety, a następnie uciekła do domu. Ot, cała historia, a nawet, żeby być precyzyjnym, to jej brak. Nikt nie będzie jej dobrze wspominał, każdy zapomni, bo tak naprawdę nie wydarzyło się nic.

Mecz z Holandią wzbudził pewne nadzieje, oczekiwania na coś lepszego. Bo w końcu przez część meczu graliśmy jak równy z równym z „Oranje”. Tylko co z tego, jak potem przyszedł strzał z prostej między oczy od Austriaków. Od solidnej europejskiej reprezentacji bez gwiazd, gdzie najbardziej rozpoznawalnymi postaciami były osoby z ławki – Ralf Rangnick i David Alaba. No właśnie, chyba nie tak to powinno wyglądać.

Ostatni Grosik

Najciekawszym wydarzeniem wczorajszego treningu biało-czerwonych było zbijanie „piątek” Kamila Grosickiego z kolegami. Patrząc na dowód tożsamości skrzydłowego Pogoni Szczecin, oznaczać to mogło jedno – ogłoszenie zakończenia kariery reprezentacyjnej.

Były zawodnik m.in Rennes czy Sivasporu rozegrał z orłem na piersi 94 gry. Reprezentował Polskę na pięciu wielkich turniejach. Dał się zapamiętać, jako ktoś, kto zawsze robi dużo szumu w atakowanej przez kadrę strefie boiska. Nigdy nie był przygotowany na bieganie przez 90 minut, ale miał zawsze „swoje” chwile w meczach.

Przed oczami wciąż mamy koronkową akcję z Portugalią, przy wyniku 1-0 w ćwierćfinale Euro 2016. Dzisiaj, to wspomnienie typu: co by było, gdyby? 0 18 obejrzymy go po raz ostatni na wielkiej imprezie.

Powolne rozkręcenie się maszyny Deschampsa

W dwóch pierwszych meczach główny faworyt niemieckiego Euro grał bardzo spokojnie. Nie pokazał pełni swoich umiejętności, nie strzelił na dobrą sprawę nawet gola. Jednak wszyscy doskonale wiedzą, że to turniej na długim dystansie, dlatego trzeba to tego tematu podejść spokojnie. Jakość kadry „Les Bleus” pozostaje niezmiernie wysoka. Mimo powolnego startu, ta dobrze naoliwiona maszyna Didiera Deschampsa w końcu wbije drugi bieg. Lepiej dla kadry Probierza, aby to nastąpiło dopiero od fazy pucharowej.

Patrząc na wczorajszą wypowiedź N’Golo Kante, być może Francuzi podejdą poważniej do tematu zdobyczy strzeleckich. W polskiej bramce ma wystąpić Łukasz Skorupski, dlatego nie lada wyzwanie przed nim. Dyspozycja niemal wszystkich zawodników włoskiej Bologny na tym Euro jest bardzo wysoka, więc o formę polskiego fachowca też nie można się szczególnie obawiać.

Jest to czwarty „mecz o honor” w historii występów reprezentacji Polski na wielkich turniejach. Do tej pory, co ciekawe, bilans tych spotkań to komplet zwycięstw. W azjatyckim mundialu w 2002 roku Polacy rozprawili się ze Stanami Zjednoczonymi 3-1. Jerzy Engel dopiero w trzecim meczu grupowym znalazł „złoty środek”. Cztery lata później w Niemczech pokonana została Kostaryka, po dwóch golach Bartosza Bosackiego! Tę imprezę z pewnością zapamiętamy ze sławetnych powołań Pawła „ja się nie wcinam” Janasa, lub bardziej ich braku dla m.in Tomasza Frankowskiego czy Jerzego Dudka. Ówczesny asystent „Pawki” – Maciej Skorża do dzisiaj z niedowierzaniem ogląda kolejne ogłoszenia kadr na mundial. Ostatnia taka gra miała miejsce w 2018 roku, kiedy to po niezwykle pasjonującej partii szachów, Polska pokonała Japonię 1-0. Tak, w czymś jesteśmy bezbłędni. Aż nie chce się w to wierzyć.

Z Piłką w Sercu (Kowal)

***

25.06.2024 r., 18.00

Signal Iduna Park – Dortmund

Polska – Francja

kowal
kowal