Polska – Portugalia, czyli mecz klasy 4a z 8b

Gdyby ten mecz trwał 9 minut, to mielibyśmy powody do zadowolenia. Tylko tyle nasza reprezentacja grała w piłkę. Resztę czasu byliśmy statystami. Portugalia wrzuciła naszych chłopców na karuzelę, bawiła się z nami, ośmieszała, a mecz przypominał starcie w szkole pomiędzy rozglądającymi się już za wyborem liceum – ósmoklasistami, a co dopiero wchodzącymi w reżim nauki ich kolegami z klasy czwartej. Piłkarska przepaść podczas której w pozytywne zakończenie wierzył tylko Dariusz Szpakowski.

W tym meczu zabrakło tylko jednego. Postawić piłkę na naszej linii bramkowej, kucnąć i wturlać ją do bramki – głową. Na tym poziomie zapewne sędzia musiałby sięgnąć po napomnienie za niesportowe zachowanie, ale gdyby Portugali chciała to zrobić to nic nie stało na przeszkodzie.

Będziemy grać ofensywnie i nie zejdziemy z tak obranej drogi zapewniał wszystkich Michał Probierz. Słowa dotrzymał – rzeczywiście graliśmy ofensywnie, zwłaszcza nasza linia obrony, która robiła wszystko żeby strzelać i asystować przy golach. Szkoda tylko, że to nie gole dla nas.

Rafael Leao gdy wrzucał czwarty bieg – nikt z naszych obrońców nie był w stanie go zatrzymać. Bednarek, Walukiewicz i Dawidowicz nie wiedzieli co się dzieje. Strach pomyśleć co by się mogło stać, gdyby zawodnik Milanu jeszcze bardziej do tego meczu się przyłożył i wrzucił na swojej skrzyni piątkę.

Różnica klas w wyszkoleniu technicznym, kultura gry, zmienność pozycji, gra na jeden lub maksymalnie dwa kontakty, ruchliwość, szybkość – wszystko było po stronie Portugalii. 40-letni Ronaldo na dystansie 20 metrów odsadził młodego Dawidowicza totalnie. Wyglądało to jak wyścig młodego geparda ze starym żółwiem.

Trzeba to powiedzieć wprost. Z Portugalią zagraliśmy bez obrońców. W pomocy wcale nie było lepiej. Przebłyski Zielińskiego i od czasu do czasu zrywy Zalewskiego na nic się zdały. W powodzenie tej misji wierzył tylko Dariusz Szpakowski, który po kontaktowym golu podniecił się tak bardzo, że już widział na tablicy 2-2.

Wtedy sprawy w swoje nogi wziął Bednarek, który niemiłosiernie huśtany na karuzeli już nie próbował asystować przeciwnikom tylko sam zapakował piłkę do siatki Skorupskiego dopełniając czarny obraz nędzy i rozpaczy swojej i swoich kolegów – gry.

Piłka choć czasem bywa niesprawiedliwa, to tego wieczoru w Warszawie okazała się sprawiedliwa i mimo wszystko dla nas łaskawa. Skończyło się na 1-3, a spokojnie mogło być 1-8. Tak jak w szkole podczas meczu klasy 4 z 8.

Do Probierza pretensji mieć nie można. Gramy rzeczywiście ofensywnie. W meczu z Portugalią zagraliśmy bez obrońców.

Z Piłką w Sercu (ST)

ST
ST