Kiedy w Polsce zawodowym piłkarzom przychodzi grać co trzy dni – zawsze bolą ich nogi i są zmęczeni. Ewentualne porażki i niepowodzenia tłumaczą tym, że nie są przyzwyczajeni do takiej intensywności grania. Dzisiaj w Rzeszowie z miejscową Resovią zagra Wisła z Krakowa. Dla jednych i drugich mecz to bardzo ważny. Resovia ciągle wierzy w utrzymanie na zapleczu elity, Wisła marzy o awansie. Ból nóg – choć zapewne wystąpi, nikogo dzisiaj z kibiców interesował nie będzie. Dla obu ekip liczy się tylko zwycięstwo.
Nic dwa razy się nie zdarza, ale trzeba powtórzyć niespodziankę z Tych
W Rzeszowie po ostatnim zwycięstwie Resovii nad GKS-em Tychy wrócił wiara w utrzymania. Emocje buzują w miejscowych kibicach, bo popularna „Reska” skazywana na pożarcie w Tychach wróciła do domku z kompletem punktów. Eizenchart, Wasiluk i Łyszczarz dziurawili siatkę golkipera Kikolskiego. Tyscy odpowiedzieli tylko raz za sprawą Żytka i niespodzianka stała się faktem.
Resovia poprawiła tym zwycięstwem swoją sytuację w tabeli i choć przy jej nazwie ciągle wszystko świeci się na czerwono to pojawiło się światełko w tunelu, że uda się dogonić ferajnę warszawskich chłopców z Polonii lub ciężko stąpające tego sezonu po murawach Słoniki z Niecieczy. Do tych pierwszych „Reska” traci dwa punkty, do afrykańskich zwierzątek – trzy oczka.

Gdy do Rzeszowa przyjeżdża w odwiedziny Wisła z Krakowa – czuć atmosferę piłkarskiego święta. Choć Biała Gwiazda już dawno straciła swój blask to ciągle jest marką, która przyciąga lud na stadion. Nie inaczej będzie także dzisiejszego wieczoru. Stadion Miejski przy Hetmańskiej powinien się zapełnić, a niesieni dopingiem swoich „tifosi” gospodarze zrobią wszystko by punkty zostały w domu.
Zagrać w końcu jak przystało na 13-krotnych Mistrzów Polski
Piłkarze, którzy obecnie przywdziewają czerwone koszulki z białą gwiazdą na piersi z mistrzami nie mają nic wspólnego. Ich grę ogląda się ze zgrzytem zębów, a często od nieporadności ich poczynań na murawie otwiera się przysłowiowy nóż w kieszeni. Mimo to, w tej lidze ciągle są zespołem, który ma szanse awansować do Ekstraklasy. Wprawdzie dwa bezpośrednie miejsca odjechały nie tak dawno w siną dal, to ciągle jest to możliwe poprzez spektakle barażowe.
Nastroje wśród kibiców „Białej Gwiazdy” są takie jak zawsze. Gdy Wisła traci gole i przegrywa do gry wkraczają nerwy, bluzgi, a ich pupile są odsądzani od czci i wiary. Gdy Wisła strzela i odnosi zwycięstwa ci sami ludzie tych samych pupilków wynoszą na ołtarze i piedestał. Głód poważnej piłki w Krakowie przy Reymonta jest ogromny. Fani drużyny z gwiazdą na piersi pokazują to na każdym kroku. Już za parę dni dokonają najazdu na stolicę Polski, a zdobycie biletu na ten mecz finałowy graniczyło z cudem.

Teraz liczy się jednak tylko to co w Rzeszowie przy Hetmańskiej, a tam Wisła zagra bez swojego kapitana Alana Urygi, który musi pauzować za żółte kartki. Na skutek kontuzji wykluczony jest występ Goku i Talara, ale patrząc na formę tych piłkarzy nie powinno być to żadnym osłabieniem. Wisła jest zdecydowanym faworytem tego meczu, ale nie ma to żadnego znaczenia. Było tak już przecież wiele razy i nic z tego nie wynikało.
Albert Rude na konferencji prasowej już się mocno asekuruje. Głośno mówi, że Wisłę czeka ciężki mecz i jest w tym dużo prawdy. Każdy mecz jest ciężki, gdy słabo gra się w piłkę, a tak póki co gra niestety Wisła Kraków i nie ma w tym żadnej złośliwości.
Z Piłką w Sercu (ST)
***
23.04.2024r. godzina 20:30, Rzeszów ul. Hetmańska
Resovia Rzeszów – Wisła Kraków







