Wisła Kraków jechała w poniedziałek do stolicy w znakomitych nastrojach, świeżo po ważnej wygranej z Łódzkim Klubem Sportowym. Wraca z tej zimowej wycieczki w podłym humorze, bez punktów ligowych oraz odpadając z pucharu Polski.
Czarne Koszule do dwumeczu z Białą Gwiazdą przystępowały bez strachu. Mając w pamięci lipcowy mecz w Krakowie, warszawiacy wiedzieli, że Wisła jest do ogrania. O ile wtorkowy mecz pucharowy wiślacy potraktowali ulgowo, wychodząc w składzie rezerwowym, to mecz piątkowy miał być priorytetem. Rzeczywistość nie okazała się łaskawa dla przyjezdnych spod Wawelu. Imponująca forma Polonii w drugiej części rundy jesiennej nie jest dziełem przypadku. Podopieczni trenera Mariusza Pawlaka wypunktowali w pierwszej odsłonie bardziej utytułowanego rywala.
Wiślacy nie ustrzegli się błędów indywidualnych. W gole stracone zamieszany był jak zwykle, Bartosz Jaroch. Dla prawego obrońcy Wisły obecna kampania rozgrywkowa jest koszmarna. Gorzej, że jego zmiennik, Dawid Szot pokazał w meczu pucharowym jeszcze większą zapaść piłkarską. Ta pozycja w zespole z Krakowa wymaga bezsprzecznie wzmocnienia, jeśli chce on być poważnie traktowany w walce o awans. Nie upraszczając, cała formacja obronna Wisły funkcjonuje źle. Nie ma żadnego piłkarza gwarantującego spokój dla bramkarza. Chaos, babole, niepewne wyprowadzenie piłki, powolność – to znaki rozpoznawcze krakowskiej defensywy.
Ten sezon pokazuje, że Wisła jest drużyną uzależnioną od dyspozycji napastników – pierwsza część sezonu to popis formy Angela Rodado, w drugiej do gry wszedł Łukasz Zwoliński. Na dłuższą metę jednak tak się nie da. Pod wodzą Mariusza Jopa drużyna nie kreuje wystarczająco wielu szans bramkowych. We wczorajszym meczu na nie miała żadnej stuprocentowej. W taki sposób nie wygrywa się meczów.
Polonia w obu spotkaniach przeciwko Białej Gwieździe pokazała, że mecze zwycięża się determinacją i wolą walki. Czarne Koszule mają słabszych piłkarzy, mniejszy budżet i uboższe zaplecze, ale co z tego? Idąc dalej, jeden Angel Rodado jest pewnie warty więcej niż cała podstawowa jedenastka warszawiaków. Ma to jakieś znaczenie na zielonej murawie? Nie ma żadnego. Fakty są takie, że Wisła wraca do Krakowa bez punktów.
Krakowian czeka w tym roku jeden bój – odrabianie zaległości ligowych z Miedzią, która gra dobrze w piłkę i przyjedzie pod Wawel w jasnym celu. Biała Gwiazda otrzymała w tym tygodniu dwa ciosy, na które specjalnie nie zareagowała. Była bierna, bez wyrazu, patrzyło się na nią dłuższymi momentami okropnie (poza dwoma pięknymi golami „Freda”). Nawet jeśli zagorzali fani przez chwilę myślą, że coś w tym klubie zaskoczyło, to lada moment są sprowadzeni na ziemię. Kibicowanie Wiśle w obecnych czasach jest karą. Tym razem ludzie kochający Wisłę mają parszywy weekend, ale już za chwilę będą mogli odpocząć, na szczęście.
Z Piłką w Sercu (Kowal)
***
06.12.2024 r., 19. kolejka Betlic I Ligi
Polonia Warszawa – Wisła Kraków 2-0 (2-0)
Kołodziejski 25′, Zjawiński 39′







