Z cyklu „Słowo na weekend” chciałbym poruszyć temat radości z gry w piłkę, choć tak między Bogiem a prawdą, dotyczy to wszystkich dyscyplin sportu, a można odnieść nawet do życia biznesowego.
Kiedy powtarzam, że dzieci od najmłodszych lat powinny cieszyć się piłką, czerpać z niej radość i kochać to, co robią, to część osób patrzy na mnie z politowaniem.
Mój syn po jednym z treningów wsiadł do samochodu i wyjątkowo w ciszy zapinał pasy. Przez kilka minut, milcząc, jechaliśmy do domu i kiedy stanęliśmy na światłach, odezwał się w końcu: „Nie strzeliłem świetnej okazji, przegraliśmy”. Zapytałem zatem, czego uczyli się na treningu, czy sprawia mu to trudność i czy podobały mu się te ćwiczenia. Otrzymując trzykrotne „tak”, osiągnąłem swój cel. Ten siedmiolatek uśmiechnął się, mówiąc: „Na następnym strzelę, dzisiaj i tak był dobry trening, bo kocham to”.
Wasze dzieci też to kochają, pozwólcie im się z tego cieszyć. Jesteście szczęściarzami, jeśli wasze dzieci uprawiają sport z pasji, więc jak najlepsi ogrodnicy dbajcie o glebę, plewcie i podlewajcie, aby radość kwitła i cieszyła nas jako rodziców, a dzieciom towarzyszyła każdego dnia.
Kiedy nauczą się cieszyć i kochać to, co robią, dużo łatwiej przyjdzie im pokonywać trudności, a tych będzie cała masa. Z jednej strony będą na nich czyhać faryzeusze i przysłowiowy Gargamel z Klakierem, którzy za wszelką cenę będą chcieli uprzykrzyć im życie i zepchnąć z ich ścieżki ku realizacji marzeń, z drugiej – napotkają przeciwności i zaczną przegrywać, a dodatkowo mogą doznać urazów i kontuzji, lekkich i poważniejszych. Dzięki nabytej za dziecka pasji i miłości do sportu dużo łatwiej będzie im uporać się ze swoimi demonami.
Pamiętaj bowiem, Szanowny Rodzicu, że nie zawsze my możemy pomóc naszemu dziecku. Czasami może to zrobić tylko ktoś z zewnątrz, a czasami to walka, którą musi stoczyć samo ze sobą, a my możemy tylko czuwać i obserwować. Amen.








Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta