Zapowiadamy walkę o pierwsze trofeum w tym sezonie

Już jutro o godzinie 16.00 na Stadionie Narodowym w Warszawie wybrzmi pierwszy gwizdek arbitra Tomasza Kwiatkowskiego, który wypuści w bój drużyny Pogoni Szczecin i Wisły Kraków. Warunki do gry będą świetne – bezchmurne niebo, 26 stopni Celsjusza.

Czy gablota nadal będzie pusta?

Faworyt jutrzejszego meczu, czyli Portowcy z Pomorza są klubem założonym w 1946 roku i do dzisiaj największym ich sukcesem jest wicemistrzostwo Polski w sezonie 1986/1987. Poza tym, nie ma się czym szczególnie pochwalić. Ostatnie trzy sezony to miejsca: 3,3,4, czyli coś jest na rzeczy i widać na horyzoncie lepsze czasy. Pogoń jest dzisiaj klubem stabilnym, zorganizowanym, zdrowym, mającym bardzo silne fundamenty. Jest to doskonały moment na historyczny sukces. Naprzeciw wyjdzie drużyna z niższej ligi, która zajmuje obecnie 6. pozycję w tabeli zaplecza i futbol przez nich prezentowany nie jest dobry. Szczecinianie również grają w kratkę, mają nadal szanse na podium, ale równie dobrze mogą skończyć sezon na rozczarowującym 7. miejscu. W drodze na Stadion Narodowy Portowcy pokonali kolejno: Podbeskidzie, Górnik, Lech i Jagiellonię. Liderem drużyny z Pomorza jest kapitan Kamil Grosicki, którego liczby wyglądają imponująco – 12 goli i 10 asyst. Trofeum zdobyte przez Pogoń może uratować ten przeciętny sezon i zamazać jego wątpliwy obraz. Podopieczni Jensa Gustafsona krótko mówiąc muszą wygrać jutrzejszy mecz.

Młodsi kibice nie pamietają

W odmiennej roli do finałowego meczu przystąpi Wisła Kraków. Ona nie musi, a co najwyżej może. Nie jest to również najważniejszy mecz w tym sezonie Białej Gwiazdy. Takie dopiero przyjdą, i będą to cztery finały w lidze – przeciwko Zagłębiu Sosnowiec, Lechii Gdańsk, GKS-owi Katowice i Bruk Betowi Niecieczy. Triumf w Pucharze Polski będzie oczywiście świetnym dodatkiem, ale wszyscy doskonale wiedzą, że awans jest najważniejszy. Młodzi kibice z Krakowa mogą nie pamiętać czasów, kiedy klub grał dobrze w piłkę i osiągał jakiekolwiek sukcesy. W grudniu 2012 roku stadion przy Reymonta eksplodował, kiedy to w 6. kolejce fazy grupowej Ligi Europy Wisła grała z Twente i nasłuchiwała na wieści z Londynu, gdzie Fulham mierzyło się z Odense. Dobre wiadomości dotarły chwilę po zakończeniu, kiedy to Djibi Fall trafił do siatki i został zapamiętany przez wiślackiego kibica na kolejne naście lat.

Co prawda, Wisła później odpadła ze Standardem Liege, ale był to ostatni pozytywny europejski epizod dla fanów spod Wawelu. Kolejne 12 lat to czas posuchy, rozpaczy oraz zgrzytania zębów. Jutrzejszy triumf może napisać jakiś nowy rozdział dla klubu. Może być czymś, co doda animuszu na końcową fazę sezonu. Prezes Jarosław Królewski będzie mógł chodzić do kolejnego meczu z podniesioną głową, a kibice wrócą jutro pociągiem w znakomitych i szampańskich nastrojach. Nie będą wtedy myśleć o porażce z Chrobrym czy remisie z Resovią, a o wygranym pucharze. To może być coś przełomowego dla wszystkich. Zadanie to będzie oczywiście niesamowicie trudne, bo na papierze to nie ma prawa się udać. Futbol jednak pokazał nie raz i nie dwa, że bywa nieprzewidywalny, dlatego Wisły nie można skreślać. W drodze do finału krakowanie pokonali: Lechię, Polonię, Stal Rzeszów, Widzew i Piast. Wszystkie mecze były rozgrywane u siebie – przy Reymonta. Tak czy inaczej, takiej drugiej szansy Biała Gwiazda może prędko nie otrzymać. To też dodaje smaczku temu meczowi. Smaczku nadziei na lepsze jutro.

Jest o co grać

Poza pięknym pucharem, triumfator finału otrzyma 5 milionów złotych, z kolei przegrany będzie musiał zadowolić się kwotą 760 tysięcy złotych. Dodatkowo, awans zapewni eliminacje Ligi Europy, gdzie za występ klub dostaje 100 tysięcy euro. Byłby to spory zastrzyk gotówki, szczególnie dla pogrążonej w długach Wisły Kraków. Kto jutro około godziny 18 będzie na piedestale unosił w górę puchar? Nie podejmiemy się próby typowania, ale przed telewizorem zasiądziemy z zaciekawieniem.

Z Piłką w Sercu (Kowal)

***

02.05.2024 r., Warszawa, 16.00

Pogoń Szczecin – Wisła Kraków

kowal
kowal