15. triumf Los Blancos

Na stadionie Wembley w Londynie byliśmy świadkami naprawdę dobrego widowiska. Zwycięzca mógł być tylko jeden – królewski klub z Madrytu. Real pokonał Borusię 2-0 po golach Daniego Carvajala i Viniciusa Juniora.

Pierwsza połowa

Oglądając pierwszą część tego finału, mogliśmy odnieść wrażenie, że być może wydarzy się coś zaskakującego. BVB wyszła odważnie, stwarzała kolejne szanse i była o krok od pokonania Thibaut Courtois. Każda z okazji zawodziła na etapie finalizacji. Najwięcej szumu w Borussii robił Karim Adeyemi. Nie był jednak w stanie postawić kropki nad i, dlatego efektem tych prób było łapanie się za głowę kibiców BVB.

Kiedy odbywała się dyskusja w pokoju osób oglądających ten spektakl na temat tego, że być może niemiecki zespół w końcu strzeli tego gola i pokaże, że w tej dominacji nie ma przypadku, trzeba było tonować nastroje. Dodając, że przeciwnikiem BVB jest ekipa Los Blancos. Klub, który niemal nie przegrywa takich meczów. Jasne, może długimi momentami wyglądać jak ktoś, kto już słania się na nogach. To nic bardziej mylnego. To maska, pokaz fałszu, który za chwilę zamieni się w spowiedź przed biskupem z recytacją Inwokacji Pana Tadeusza. Real Madryt jest stworzony do wielkich meczów. Nie ma w tym wszystkim żadnego przypadku.

Druga połowa

O ile klub z Westfalii wojował w pierwszej części meczu, to druga połowa miała zupełnie inny obraz. Królewscy nie dopuszczali już tak ochoczo obywateli gospodarzy tegorocznego Euro do głosu. Tak naprawdę cały czas miała miejsce tzw „cisza przed burzą”. Tłumacząc na żargon piłkarski – każdy czekał na to, co jest nieuniknione, czyli pierwszy gol Los Blancos. Padł on w 74. minucie. Idealną wrzutkę z rzuty rożnego wykonywanego przez Toniego Kroosa, na gola zamienił Dani Carvajala.

Niemiecki pomocnik pożegnał się z Realem w sposób godny i charakterystyczny dla niego. Zegarmistrzowska precyzja to jego wizytówka. Tak też było w pożegnalnym spotkaniu. Strzelił on gola prawym obrońca madridas.

10 minut później było po wszystkim. Prosty błąd w rozegraniu był dramatyczny w skutkach. Zaczęło się od fatalnego zagrania Iana Maatsena, skończyło na wykorzystaniu stuprocentowej sytuacji przez Viniego Juniora. Było po wszystkim.

Kibice Realu już wiedzieli. 15. puchar Ligi Mistrzów trafi za chwilę do ich gabloty. Nic nie jest w stanie zatrzymać tej wygrywającej maszyny. W sobotni wieczór oglądaliśmy ciekawe i emocjonujące zawody. Takie, które trzymały w napięciu od początku prawie do samego końca. Problem w tym wszystkim był jeden. Z hiszpańskiego to brzmi Los Blancos. Zespół, z którym nie da się wygrać.

Z Piłką w Sercu (Kowal)

kowal
kowal