Przemyślenia z linii tramwajowej nr 50 – Holandia i Turcja zamykają grono ćwierćfinalistów

2 dnia lipca na stadionach w Monachium i Lipsku odbyły się dwa ostatnie mecze fazy 1/8 finału Mistrzostw Europy. Holandia wygrała z Rumunia 3-0, a Turcja pokonała Austrię 2-1. Wiemy zatem już wszystko. Kto z kim zagra w piątek i sobotę w walce znalezienie się w strefie medalowej.

Spacerek po łące Tulipanów

Holandia gra na tych mistrzostwach od samego początku w mocną kratkę. Są długie fragmenty dominacji, ale również pojawiają chwilowe przestoje, kiedy zespół wygląda źle i bezradnie. Dzisiaj na stadionie w Monachium oglądaliśmy popis podopiecznych Ronalda Koeamana. Oranje w wersji premium wybili z głowy futbol Rumunom. Nie było czego po nich specjalnie zbierać. Pierwszą bramkę dla zwycięskiej ekipy strzelił w 20. minucie Cody Gakpo, który jest niekwestionowanym liderem „Pomarańczowych”.

Asystę przy tym golu skrzydłowego Liverpoolu zaliczył inny wirtuoz, wychowany w szkółce Barcelony, Xabi Simons. To właśnie na tej dwójce głównie opiera się gra ofensywna Holendrów. Dzisiaj do wspomnianej duetu dołączył Donyell Malen, który skompletował dublet w końcówce tych jednostronnych zawodów. Rumunia była tylko tłem dla bardziej utytułowanego rywala. Na polance tulipanów byli kompletnie zagubieni. Nie znali żadnej ścieżki, co chwila potykając się o leżące wokół kamienie. Ostatecznie, zakończyli Mistrzostwa Starego Kontynentu na fazie pucharowej, co powinno w kraju ze stolicą w Bukareszcie zostać przyjęte w sposób pozytywny.

Ekipa „Oranje” pewnym krokiem melduje się w ćwierćfinale i z pewnością nie jest to ich ostatnie słowo w tej niemieckiej zabawie.

Turecki kocioł

Turcja przystępowała do boju z Austrią jako underdog, co tylko podziałało na nich mobilizująca. To wszystko mimo braku pauzującego za kartki lidera i autora być może najpiękniejszego gola mistrzostw – Hakana Calhanoglu. Pierwsza bramka padła już w 1. minucie spotkania rozgrywanego w Lipsku. Piłkę z rzutu rożnego posłał złoty chłopak tureckiego narodu – Arda Guler, ta wylądowała ostatecznie pod nogami Meriha Demirala, który nie zastanawiając się długo, sieknął „pod ladę”. Licznie zgromadzona turecka publiczność była w ekstazie. Ten mecz nie mógł się lepiej rozpocząć dla podopiecznych Vincenzo Montelli.

Gol strzelony przez byłego obrońcę Juventusu był najszybciej strzelonym w fazie pucharowej Euro kiedykolwiek. Bramka podziała na graczy, występujących dzisiaj w białych strojach jak płachta na byka. Grali z polotem, tworzyli kolejne okazje, prezentując futbol widowiskowy.

Świetną partię rozgrywał 19-letni Guler, bawiąc się okrągłą piłeczką, jakby grał nią przed ceglanym blokiem ze starszymi kolegami. Bez respektu do kogokolwiek, mając ten młodzieńczy luz, kręcąc kolejne kółka i rozdzielając piłki dokładnie tam, gdzie życzą sobie koledzy. Oglądanie tego chłopaka to czysta przyjemność. Jedynym sposobem Austriaków na zatrzymanie tego młodzieniaszka było faulowanie.

Każdy w Realu – czyli obecnym klubie Ardy – już zdaje sobie sprawę, że dokonano genialnego transferu. Ciężko w tym momencie określić, na jakiej wysokości jest zawieszony sufit dla tego urodzonego w 2005 roku zawodnika. Możemy być pewni, że to bardziej Aconcagua niż Śnieżka.

Austria od początku spotkania próbowała, ale straciła gdzieś ten błysk, który mogliśmy podziwiać w fazie grupowej. Tego dnia kunszt strzelecki po raz kolejny zademonstrował stoper Merih Demiral. Schemat był podobny jak przy pierwszym golu. Z rzutu rożnego dośrodkował złoty Guler, tym razem lecąca piłka nie miała po drodze przystanków, tylko spadła bezpośrednio na głowę tureckiego obrońcy. Było 2-0. Turcja była naprawdę blisko widoku na sobotni ćwierćfinał.

Austria mimo straconego drugiego gola, zebrała się w garść i ruszyła do przodu, nie mając nic do stracenia. Efektem tego był gol Michaela Gregoristcha w 66. minucie. Stadion w Lipsku wtedy na chwilę zamilkł. Kocioł turecki musiał złapać oddech. Do głosu zaczęli dochodzić podopieczni Ralfa Rangnicka. W końcówce meczu doskonałą szansę na wyrównanie miał Marco Artnautovic, lecz jego drugi imię to nieskuteczność, dlatego wynik się nie zmienił. W doliczonym czasie gry wydarzyło się coś niezwykłego, zjawiskowego, irracjonalnego. Była to interwencja Merta Gunoka po strzale Christopha Baumagrtnera.

To zdarzenie miało miejsce w 94. minucie. Austriaccy kibice już mieli podniesiony ręce i dogrywkę przed oczami. Nic z tego, bo na posterunku był bramkarz Besiktasu z najważniejszą interwencją tych mistrzostw. Za chwilę wybrzmiał końcowy gwizdek Felixa Zwayera. Turcję ogląda się niemieckich boiskach z wielką przyjemnością. Dzisiaj „maszyna” Montelli pokonała Austrię i została ostatnim ćwierćfinalistą Mistrzostw Starego Kontynentu.

Żarty już się skończyły. W grze zostali sami poważni gracze. Środa i czwartek są dniami przerwy. Ładujemy akumulatory i czekamy z niecierpliwością na piątkowe ćwierćfinaly.

Z Piłką w Sercu (Kowal)

kowal
kowal