Oranje wyeliminowali kopciuszka z Turcji

Wczoraj na Stadionie Olimpijskim w Berlinie zakończyła się ostatnia romantyczna historia tych mistrzostw. Holandia pokonała Turcję 2-1, eliminując czarnego konia tej imprezy.

Kibice, którzy na co dzień nie śledzą zbyt dużo piłki nożnej, nie pochłaniając w weekend 10 czy 15 meczów – jak niektórzy fanatycy – na dużych turniejach zawsze wybierają sobie kogoś do kibicowania. Oglądając niemiecką imprezą, wybór po kilku meczach był prosty – Gruzja lub Turcja. Ostatnia na placu boju została drużyna znad Bosforu. W ich grze były widoczne pierwiastki romantyzmu. Gra ładna dla oka, z wielkim poświęceniem, bez żadnego kunktatorstwo. Z trybun dodatkowo byli napędzani przez fanatycznych kibiców, którzy oddaliby nerkę za gola swoich pupilów. Wszystko się tam zgadzało. Takich zespołów nie da się nie lubić. Typowy przykład kopciuszka, z którym się sympatyzuje, bez względu na jakiekolwiek grzechy.

Wczoraj wszystko zaczęło się zgodnie z planem dla piłkarzy Vincenzo Montelli. Co prawda to Holendrzy wystartowali w tym meczu z wysokiego c, grając od początku w sposób niezwykle ofensywny. Jednak jako pierwsi cios raniący przeciwnika wyprowadzili rodacy Hakana Sukura. Trzecią asystę na tej imprezie – tym razem ze słabszej prawej nogi zaliczył bajeczny Arda Guler, a akcję sfinalizował Samet Akaydin. Niespodzianka wisiała w powietrzu.

Pisaliśmy przy okazji wcześniejszych meczów, że Oranje grają na tym turnieju mocnymi falami. Ciężko powiedzieć, co się akurat danego dnia się wylosuje. Wczoraj w Berlinie przez 69 minut podopieczni Ronalda Koeamana bili głową w mur. Dokładnie w 70 minucie turecka ściana została jednak przełamana. Idealna kontrująca wrzutka z prawej strony spod nogi Memphisa Depaya trafia na głowę stopera Interu – Stefana dr Vrija. Petarda ląduje w bramce. Turecki bramkarz nie mógł zdążyć pomyśleć, gdyż ta piłka leciała z prędkością Usaina Bolta, który ustanawiał kiedyś rekord świata właśnie w Berlinie (9,58).

Nie mogło być inaczej, „Pomarańczowi” poszli za ciosem, i 6 minut później objęli prowadzenie. Denzel Dumfries posłał piłkę na długi słupek, gdzie objawił się Cody Gakpo i zdobył bramkę są pomocą Meta Muldura. Było 2-1 dla faworyta tego spotkania. W końcówce Turcja jeszcze rzuciła wszystko na jedną kartę, zaatakowała rozpaczliwie, lecz bezskutecznie. Tego dnia Holandia pokazała, że posiada więcej jakości piłkarskiej. Podopieczni Montelli pokazali serce do gry, walkę o każde źdźbło trawy na berlińskim obiekcie, jednak to było za mało.

Turcja kończy mistrzostwa Starego Kontynentu na ćwierćfinale i zyskuje całe rzesze fanów. Może wrócić do swojego kraju z podniesionymi głowami. Jeśli przed tym turniejem przeciętny kibic piłkarski znał tylko Hakana Calhanoglu, to po niemieckiej imprezie zapamięta całe grono ciekawych tureckich zawodników. Niestety w tej romantycznej historii ujrzeliśmy wczoraj napisy końcowe. Film był bardzo dobry, wystąpiło w nim wielu świetnych aktorów, było to okraszone wyjątkowymi efektami specjalnymi – nie zapomnimy go prędko.

Holandia w meczu o finał zmierzy się z Synami Albionu, którzy męczą siebie okrutnie na boisku oraz kibiców oglądających te popisy przed teleodbornikami. Półfinał będzie nowym rozdaniem, mogącym wymazać to, co wydarzyło się do tej pory.

Z Piłką w Sercu (Kowal)

kowal
kowal