Wczoraj przy Reymonta byliśmy świadkami bardzo dobrego i szalonego meczu. Wisła i Widzew stoczyły ze sobą pasjonujący bój w ćwierćfinale Pucharu Polski. Piłkarska bitwa, w której ktoś zginąć musiał. Na minutę przed końcem dogrywki – zabójczy cios zadała Wisła. Stadion oszalał, a Władcy Miasta Włókniarzy spuścili głowy w dół. Są za burtą Pucharu Polski, a Wisła „kuka” w stronę Stadionu Narodowego, od którego dzieli ją tylko jeden mecz. Mecz rzecz jasna, który zostanie rozegrany znów przy pełnych trybunach i ogłuszającym dopingu w Krakowie.
Dawny blask uleciał
Dawny blask tych dwóch wielkich ekip uleciał już kilka lat temu. W Widzewie na próżno szukać zawodników klasy Marków: Citki czy Koniarka. Nie ma też podobnej klasy walczaków jak Sławek Majak czy Rafał Siadaczka. W Wiśle jest podobnie. Nie widać dawnych Żurawskich i Frankowskich, a brak umiejętności piłkarskich trzeba nadrabiać walką, choć czasem i z tym jest problem.
Przyznać trzeba, że w pierwszych fragmentach gry piłkarze Wisły byli bardzo ruchliwi. Widać było, że za wszelką cenę chcą pokazać, że bliżej im do zawodników pokroju ekstraklasy, niż siermiężnych pierwszoligowców.

Na trybunie prasowej od samego startu były problemy z internetem. W powietrzu unosił się zapach afrykańskich ziół. Początek meczu można zapamiętać głównie z oprawy kibiców Wisły oraz głośnego dopingu przyjezdnych z Łodzi. Wisła od początku przejęła inicjatywę. Widzew wyczekiwał i próbował kontrować.
W 18. minucie Carbo zagrał do Baeny, ale ten oddał strzał wprost w ręce Gikiewicza. 5 minut później bliski trafienia był Sobczak. Po jego strzale z bliskiej odległości futbolówka otarła się o poprzeczkę. W 32. minucie blisko był również Dejvi Bregu, ale piłka po jego strzale głową odbiła się ponownie od górnej części bramki Widzewa.
Wisła mogła schodzić na przerwę z jednobramkową przewagą – Sobczak zagrał piętką niczym „Ibrakadabra”, jednak Duda uderzył wprost w Gikiewicza. Sędzia Kos chwilę potem zagwizdał po raz ostatni w pierwszej połowie, do której dorzucił tylko jedną, przysłowiową minutę.
Szalona druga połowa
Na drugą odsłonę jako pierwsi wyszli widzewiacy. Piłkarze Wisły powitani zostali gromkimi brawami, które miały zachęcić ich do jeszcze lepszej gry. Doping ani na moment nie ustawał. Wisła parła do przodu.
W 47. minucie z dystansu uderzył Carbo, ale piłka poleciała wysoko nad poprzeczką. Chwilę później z lewej strony dośrodkowanie Baeny na gola mógł zamienić Bregu, ale minimalnie chybił. Wisła naciskała, a nawałnica pod bramką Gikiewicza trwała w najlepsze.
W 50 minucie z lewej strony z rzutu wolnego „rogala” na bramkę Widzewa posłał albański skrzydłowy, ale piłka przeleciała obok słupka.
Wisła grała atakiem pozycyjnym i szybkimi podaniami próbowała przedostać się pod bramkę rywali, ale to Widzew powinien prowadzić 1:0. W 53. minucie świetną, instynktowną paradą popisał się Raton, który zatrzymał strzał głową Jordi Sancheza z pięciu metrów.
Cios za cios i gra z pominięciem drugiej linii. Wisła atakowała, Widzew kontrował. W kolejnych minutach gra nieco się uspokoiła. Być może wpływ na to miała spadająca temperatura powietrza. Do głosu doszli znowu kibice. Imponującą oprawę zaprezentowali „Władcy Miasta Włókniarzy”. Racowisko wykorzystali trenerzy obu ekip, którzy dokonali w swoich szeregach po dwie zmiany.

Przez kilka dobrych minut nic nie było widać. Obie drużyny mogły złapać oddech. Spiker podał, że spektakl dwóch wielkich firm z pozycji trybun obserwuje ponad 26 tysięcy widzów.

Za chwilę znów mieliśmy przerwę, bo gola dla Widzewa strzelił Imad Rondić, ale sędzia odgwizdał spalonego. Słuszność tej decyzji musiał potwierdzić VAR, a sprawdzanie tej sytuacji trwało bardzo długo. Zdecydowano grę wznowić od rzutu karnego dla Widzewa za faul Urygi na Nunesie. Z popularnej „jedenastki” nie pomylił się Pawłowski, który huknął jak z armaty. Raton był bez szans. Kibice Widzewa oszaleli ze szczęścia, a było ich tego dnia w Krakowie dobrze ponad 3 tysiące.
Mocna końcówka gospodarzy
Wiślacy nie zwiesili głów i dążyli do wyrównania. W 85. minucie po dośrodkowaniu Łasickiego do strzału doszedł Sobczak, jednak był on bardzo niecelny. Chwilę później z dobrej pozycji skiksował Goku.
Sędzia doliczył aż 17 minut do regulaminowego czasu gry. Wiślacy początkowo zaczęli coraz bardziej napierać, jednak bez żadnych konkretów. 107. minucie stała się rzecz niebywała – Angel Rodado wyrównał. Długo trwało sprawdzanie prawidłowości tej bramki, ale ostatecznie Kos wskazał na środek, a stadion eksplodował.
A zatem dogrywka!
Dogrywkę rozpoczęła Wisła i od początku nacierała. Goku z futbolówką chciał wjechać do bramki, ale odbił się od bloku obronnego Widzewa. Widzew nie pozostawał dłużny i odpowiadał kontrami. Próbował Rondić, ale jego strzał ofiarnie zablokowali wiślaccy obrońcy.
W 107.minucie fatalny błąd popełnił Raton, ale i jego i Wisłę uratował VAR, który orzekł, że w tej sytuacji Imad Rodić zbyt szybko wkroczył w pole karne Wisły i przeszkodził w prawidłowym wznowieniu piłki z popularnej „piątki”. Gola zatem nie było, a zabita przed chwilą Biała Gwiazda – znów ożyła.
W 119.minucie stadion przy Reymonta zamienił się w kosmiczny spodek. Jaroch zacentrował z prawej strony, a Goku mimo, że próbował strzelać to podał piłkę do Sobczaka, a ten z bliska wepchnął piłkę do siatki RTS-u. Stadion odleciał!
Wisła po bardzo dobrym i emocjonującym meczu melduje się w półfinale Pucharu Polski. Rywalem Białej Gwiazdy będzie Piast Gliwice, Jagiellonia Białystok lub Pogoń Szczecin.
Z Piłką w Sercu (Kowal)
***
28.02.2024r. Kraków godzina 20:30
Wisła Kraków – Widzew Łódź 2:1 (0:0, 1:1)
Bramki: 0:1 Pawłowski 80 karny, 1:1 Rodado 90+18, 2:1 Sobczak 119.
Wisła: Raton – Szot, Łasicki, Colley (64 Uryga), Krzyżanowski (84 Jaroch) – Duda, Carbo – Baena (84 Rodado), Alfaro (90+7 Michał Żyro), Bregu (63 Goku) – Sobczak.
Widzew: Gikiewicz – Zieliński (46 Kastrati), Mateusz Żyro, Ibiza (31 Szota), Luis Silva – Alvarez, Kun (90+8 Diliberto), Pawłowski – Nune, Sanchez (64 Rondić), Klimek (90+8 Cybulski).
Sędziował: Damian Kos (Wejherowo).
Żółte kartki: Łasicki, Colley, Sobczak, Carbo, Uryga, Szot – Nunes, Rondić, Kastrati, Cybulski, Szota.
Widzów: 26 742.







